Mieszkańcy głosują, projekty wygrywają, a potem zaczyna się długie czekanie. Dotarliśmy do protokołu kontroli dotyczącego realizacji inwestycji z gdańskiego Budżetu Obywatelskiego. Dokument przygotowany przez gdańskich radnych jest obszerny, urzędowy, momentami suchy – ale jego wymowa jest bardzo konkretna. Widać w nim system, który zbyt często nie dowozi tego, co sam wcześniej obiecał mieszkańcom. Pełny dokument publikujemy pod tekstem – prezentowane dane są na moment kontroli 1 kwietnia 2026 roku.
Nie chodzi o jedną ławkę, jeden chodnik czy jeden skatepark. Chodzi o sposób działania miasta. Budżet obywatelski miał być prostą umową: mieszkańcy zgłaszają pomysł, inni mieszkańcy na niego głosują, a urząd realizuje zwycięskie zadanie. Tyle teoria. W praktyce z protokołu wyłania się obraz projektów opóźnionych, niedoszacowanych, przerzucanych między procedurami i uzależnianych od kolejnych uzgodnień. Trochę jakby głos mieszkańca był ważny głównie do momentu zamknięcia urny.
Kontrola trwała ponad rok – od 30 stycznia 2025 roku do 31 marca 2026 roku i objęła realizację inwestycji wyłonionych w ramach Budżetu Obywatelskiego, w tym ich terminowość oraz zgodność z projektem. Sprawdzano m.in. Biuro ds. Rad Dzielnic i Współpracy z Mieszkańcami oraz Dyrekcję Rozbudowy Miasta Gdańska.
Dużo głosowania, mało pewności – Budżet Obywatelski w Gdańsku.
Największy problem polega na tym, że mieszkańcy głosują na coś, co później okazuje się znacznie trudniejsze albo droższe do wykonania, niż zakładano. To nie jest drobiazg techniczny. To uderza w sam sens budżetu obywatelskiego.
Jeżeli projekt przechodzi ocenę, trafia pod głosowanie, zdobywa poparcie, a potem przez lata odbija się od przetargów, kosztorysów i uzgodnień, to mieszkaniec ma prawo zapytać: kto właściwie sprawdził ten pomysł przed dopuszczeniem go do głosowania?
W protokole przygotowanym przez radnych: Cezarego Śpiewaka-Dowbora z KO, Andrzeja Skibę z PiS i Kazimierza Koralewskiego z PiS, pojawiają się projekty z BO 2022, które nadal miały poważne problemy realizacyjne. To oznacza, że od decyzji mieszkańców minęły już lata, a część inwestycji wciąż nie była zamknięta tak, jak oczekiwano. Dla urzędu to może być „proces inwestycyjny”. Dla mieszkańca – zwyczajnie zawód. Dziecko, dla którego ktoś chciał placu zabaw, zdążyło podrosnąć. Senior, który czekał na wygodniejsze dojście, dalej chodzi po staremu. Rowerzysta słyszy o planach, ale koło wpada w tę samą dziurę.
Pięć przetargów i dalej problem
Budżet Obywatelski w Gdańsku budzi kontrowersje. Jednym z najbardziej wymownych przykładów jest skatepark na Niedźwiedniku. Z dokumentu wynika, że etap programu funkcjonalno-użytkowego przebiegł zgodnie z umową, ale później zaczęły się schody. Wszystkie oferty w 5 postępowaniach przetargowych na roboty budowlane znacząco przekraczały środki dostępne na zadaniu, nawet po ograniczaniu zakresu. W efekcie postępowania unieważniano, a miasto prowadziło ustalenia w sprawie zmiany zakresu i realizacji wolnostojącej rampy. Na PFU wskazano 15 500 zł.
To jest właśnie sedno sprawy. Mieszkańcy nie głosowali przecież nad „ustaleniami w sprawie zmiany zakresu”. Głosowali na konkretną inwestycję. Jeżeli po kilku podejściach do przetargu okazuje się, że pieniędzy nie wystarcza, to trudno udawać, że wszystko działa poprawnie.
Miasto może tłumaczyć się rynkiem, cenami materiałów i kosztami robocizny. Jasne, te rzeczy się zmieniają. Ale właśnie po to istnieje urzędowa ocena projektów, żeby nie wpuszczać mieszkańców w iluzję. Budżet obywatelski nie powinien być katalogiem pobożnych życzeń z dopiskiem: „zobaczymy, czy kiedyś się uda”.

Wronia Górka i umowa rozwiązana
Kolejny przykład to zadania na Aniołkach: Wronia Górka bez barier oraz Zielona Wronia. W protokole wskazano umowę na roboty budowlane o wartości 257 030,14 zł, która została rozwiązana. Przy Zielonej Wroni odnotowano też kwotę 36 455,80 zł jako zapłaconą. Dalej pojawia się informacja o przygotowywaniu kolejnego postępowania w celu zakończenia zadania.
Brzmi technicznie? Właśnie w tym problem. Za takimi zdaniami kryje się konkretna okolica i konkretni ludzie, którzy chcieli lepszego dojścia, uporządkowania terenu, zieleni. Dostali za to wieloletnią historię dokumentów, przetargów i kolejnych prób.
Nie twierdzimy, że każde opóźnienie wynika ze złej woli. Inwestycje miejskie bywają skomplikowane. Są wykonawcy, formalności, sieci podziemne, zgody, odwołania. Tylko że budżet obywatelski miał być narzędziem bliskim mieszkańcom, nie kolejną procedurą, która mieli ich cierpliwość.
Brzeźno, Chełm i kosztowne przeciąganie
W Brzeźnie przy projekcie bezpiecznej drogi rowerowej przy ul. Gdańskiej odnotowano dwie umowy projektowe. Pierwsza zakończyła się odstąpieniem za porozumieniem stron, przy kwocie 9 225 zł brutto. Druga umowa na dokumentację projektową opiewała na 91 635 zł brutto. W tabeli przy tym zadaniu widnieje jednocześnie informacja o braku umowy na roboty budowlane.
Czyli najpierw projektowanie, potem zmiana podejścia, potem kolejne projektowanie, a mieszkaniec nadal czeka na efekt w terenie. Można to ubrać w język techniczny, ale sens jest prosty: pieniądze i czas już poszły, a finału nie widać tak szybko, jak powinno.
Na Chełmie przy remoncie i wymianie nawierzchni jezdni oraz chodników, a także stworzeniu miejsc parkingowych, wskazano umowę na dokumentację projektową za 50 061 zł brutto oraz dodatkowe prace projektowe dotyczące kanalizacji deszczowej za 12 200 zł brutto. W dokumencie pojawia się też kwota 1 793 470 zł jako wartość zadania inwestycyjnego uwzględnionego we wniosku o dofinansowanie.
I znów: można powiedzieć, że miasto szuka pieniędzy zewnętrznych. Ale dla mieszkańca, który głosował w budżecie obywatelskim, to marne pocieszenie. On nie głosował za wieloletnim oczekiwaniem na konkurs, decyzję funduszu i dalsze rozstrzygnięcia. Głosował za poprawą swojego otoczenia.

Budżet obywatelski nie może być loterią
Najbardziej niepokojące w tym dokumencie jest nie to, że jakieś zadanie się opóźniło. To się zdarza. Niepokojące jest wrażenie powtarzalności.
Tu brakuje środków. Tam oferty są za drogie. Gdzie indziej trzeba rozszerzyć zakres. Jeszcze gdzie indziej projekt trzeba połączyć z innym albo przekazać do kolejnego podmiotu. Z perspektywy urzędu to mogą być normalne etapy. Z perspektywy obywatela wygląda to jak system, który sam siebie zaskakuje.
A przecież miasto powinno wiedzieć, że ceny rosną. Powinno przewidywać ryzyko przetargowe. Powinno sprawdzać, czy pomysł da się zrealizować za wskazane pieniądze. Powinno też jasno mówić mieszkańcom, kiedy projekt jest realny, a kiedy tylko ładnie wygląda w formularzu.
Budżet obywatelski opiera się na zaufaniu. Jeżeli mieszkańcy widzą, że ich głosy zamieniają się w wieloletnie tabelki, aneksy i unieważnione przetargi, to zaufanie zaczyna się kruszyć. I trudno mieć do nich pretensje.
Czytaj też: Radny dzielnicy uderza we władze Gdańska. „To promocja włodarzy za publiczne pieniądze”
Miasto musi odpowiedzieć
Ten protokół warto pokazać szerzej właśnie dlatego, że pozwala zajrzeć za kulisy. Nie w promocyjny komunikat, nie w kolorową grafikę o partycypacji, ale w urzędowy zapis tego, jak realizacja wygląda naprawdę. A wygląda miejscami bardzo źle.
Gdańsk powinien jasno odpowiedzieć na kilka pytań. Ile projektów BO czekało dłużej niż zakładano? Ile razy koszty okazały się źle policzone? Kto odpowiada za dopuszczanie do głosowania zadań, których później nie da się wykonać w przewidzianym budżecie? I najważniejsze: co miasto zmieni, żeby mieszkańcy nie głosowali na obietnice bez pokrycia?
Bo budżet obywatelski nie jest zabawką urzędu. To pieniądze publiczne i głosy ludzi, którzy uwierzyli, że mogą realnie wpłynąć na swoją dzielnicę. Jeżeli potem przez kilka lat dostają głównie komunikaty o kolejnych problemach, to trudno się dziwić frustracji.
W tym sensie dokument, do którego dotarliśmy, jest dla miasta niewygodny. I dobrze. Takie dokumenty właśnie po to są, żeby mieszkańcy mogli zobaczyć, co dzieje się z ich decyzjami po głosowaniu. Bez pudru. Bez urzędowego „wszystko jest pod kontrolą”. Bo z tego protokołu wynika raczej coś przeciwnego: kontrola była potrzebna, a wnioski powinny zaboleć.
Zobacz cały raport pokontrolny. Budżet Obywatelski w Gdańsku
Dokument został elektronicznie podpisany przez przewodniczącego klubu radnych KO, Cezarego Śpiewaka-Dowbora.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.





