Dwa lata rządów Aleksandry Dulkiewicz. Gdańsk coraz droższy w utrzymaniu (FOTO: Aleksandra Dulkiewicz/FB)

Dwa lata rządów Aleksandry Dulkiewicz. Gdańsk coraz droższy w utrzymaniu

Aleksandra Dulkiewicz w 2024 r. wygrała wybory bez nerwówki. Ponad 60 proc. w pierwszej turze to wynik, który daje komfort i polityczny spokój. Dziś, dwa lata później, w Gdańsku nie ma rewolucji ani spektakularnych kryzysów. Jest za to coś innego – narastające poczucie, że miasto zadłuża się szybciej niż portfele jego mieszkańców mogą to dźwignąć. I że rachunek za ambitne plany coraz częściej trafia do zwykłych ludzi.

Nie chodzi o jedną decyzję. Chodzi o ciąg drobnych ruchów: podwyżki opłat, rozszerzanie stref parkowania, rosnące podatki lokalne, kolejne miliony zapisane w budżecie jako deficyt. Osobno wyglądają technicznie. Razem tworzą wyraźny kierunek – zły kierunek.

Budżet imponujący, ale napięty

Gdańsk operuje dziś budżetem przekraczającym 6 mld zł rocznie. W 2025 r. dochody zaplanowano na ok. 5,49 mld zł, wydatki na 6,09 mld zł. Deficyt sięgnął ponad 604 mln zł. W 2026 r. plan jest jeszcze ambitniejszy: dochody ok. 6,3 mld zł, wydatki blisko 7 mld zł, deficyt ok. 668 mln zł.

Dług miasta na koniec 2026 r. ma wynieść ok. 2,05 mld zł, czyli 32,5 proc. dochodów. Formalnie mieści się to w ustawowych limitach. Regionalna Izba Obrachunkowa nie zgłasza zastrzeżeń co do konstrukcji budżetu. Wszystko jest zgodne z przepisami.

Problem nie leży w legalności, lecz w kierunku. Stały, wysoki deficyt oznacza presję na dochody własne. A dochody własne to w praktyce opłaty i podatki płacone przez mieszkańców. Kiedy miasto przyzwyczaja się do wydatków na poziomie niemal 7 mld zł rocznie, trudno później zrobić krok wstecz.

W teorii to polityka rozwojowa. W praktyce oznacza to, że każdy kryzys – inflacyjny, energetyczny, demograficzny – musi być równoważony podwyżkami albo nowymi źródłami wpływów.

Zobacz też: Dulkiewicz rozdziela GZDiZ. PiS: więcej etatów, te same problemy

Parkowanie jako stałe źródło pieniędzy

Najbardziej namacalny przykład to strefy płatnego parkowania. Od 1 lutego 2025 r. stawki wzrosły średnio o ok. 30 proc. Pierwsza godzina kosztuje 5 zł, w śródmieściu 7,50 zł. Miasto tłumaczyło podwyżkę potrzebą zwiększenia rotacji oraz dostosowaniem cen do poziomu innych dużych miast.

Efekt finansowy jest jednoznaczny. Dochody z płatnego parkowania w 2024 r. wyniosły ok. 43,1 mln zł. W 2025 r. już 58,2 mln zł. To wzrost o ponad 15 mln zł, czyli ok. 35 proc. w ciągu roku.

Twarde dane pokazują więc jedno: decyzja była skuteczna fiskalnie. Natomiast znacznie trudniej znaleźć publicznie dostępne, regularne wskaźniki potwierdzające poprawę rotacji miejsc parkingowych. Mieszkańcy słyszą, że chodzi o „uporządkowanie przestrzeni”, ale widzą przede wszystkim wyższe opłaty.

Dla osoby pracującej w centrum to realny koszt. Przy codziennym parkowaniu przez osiem godzin miesięczny wydatek może przekroczyć kilkaset zł. Owszem, miasto promuje komunikację publiczną. Problem w tym, że nie każdy ma bezpośrednie połączenie, a przesiadki wydłużają czas dojazdu nawet o 20–30 minut.

W rozmowach prywatnych coraz częściej słyszy się zdanie: „Nie mam nic przeciwko rozwojowi, ale czemu zawsze zaczyna się od mojej kieszeni?”.

To nie jest hasło polityczne, raczej zwykła frustracja.

Odpady i podatki – cichy wzrost kosztów

Od 1 kwietnia 2026 r. wzrosły również opłaty za gospodarowanie odpadami. Miasto argumentuje, że system musi się bilansować, a koszty rosną. To prawda – ceny zagospodarowania odpadów, energii i transportu są wyższe niż kilka lat temu.

Nie zmienia to faktu, że przeciętna czteroosobowa rodzina płaci dziś wyraźnie więcej niż jeszcze dwa lata temu. Do tego dochodzą coroczne korekty podatku od nieruchomości w granicach dopuszczonych przez prawo. Każda z nich to kilka, kilkanaście złotych miesięcznie więcej. W skali roku – już kilkaset.

Władze miasta tłumaczą, że bez tych decyzji nie da się utrzymać inwestycji i jakości usług. Pytanie, czy skala inwestycji zawsze odpowiada realnym potrzebom mieszkańców, czy czasem bardziej ambicjom politycznym.

Drogi: gaszenie problemów zamiast strategii

Zima 2025/2026 przyniosła falę informacji o dziurach w jezdniach. W lutym mówiono o ok. tysiącu ubytków wymagających naprawy. Służby pracowały intensywnie, łatano, zabezpieczano, poprawiano.

Sezonowość to jedno. Jednak wielu mieszkańców zwraca uwagę, że w niektórych dzielnicach łatanie stało się normą. Zamiast kompleksowych remontów mamy doraźne interwencje. Efekt jest taki, że po kilku miesiącach problem wraca.

To kwestia priorytetów budżetowych. Przy wydatkach rzędu 6–7 mld zł rocznie mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że podstawowa infrastruktura będzie w stabilnym stanie. Jeśli jednocześnie słyszą o nowych projektach za dziesiątki milionów złotych, a codziennie omijają kolejne ubytki w asfalcie, rodzi się dysonans.

Do tego kwestia odśnieżania chodników podczas ostatniej zimy. Wyglądało to bardzo źle. Lód zalegał tygodniami na popularnych szlakach pieszych, a jednocześnie teren należał do miasta.

Nie chodzi o to, że miasto nic nie robi. Chodzi o proporcje i o wrażenie, że sprawy najbardziej przyziemne są spychane na dalszy plan.

Dwa lata rządów Aleksandry Dulkiewicz. Gdańsk coraz droższy w utrzymaniu (FOTO: Grzegorz Mehring/Aleksandra Dulkiewicz/FB)
Dwa lata rządów Aleksandry Dulkiewicz. Gdańsk coraz droższy w utrzymaniu (FOTO: Grzegorz Mehring/Aleksandra Dulkiewicz/FB)

Napięcia z radami dzielnic – Dwa lata rządów Aleksandry Dulkiewicz

Jesienią 2025 r. część rad dzielnic otwarcie zaprotestowała przeciw sposobowi współpracy z urzędem. Padały zarzuty o marginalizację i brak realnego dialogu. Spór był na tyle głośny, że wymusił serię spotkań i rozmów naprawczych.

Rady dzielnic nie mają ogromnych kompetencji, ale są pierwszym punktem kontaktu mieszkańców z samorządem. Jeśli tam pojawia się poczucie ignorowania, to sygnał ostrzegawczy.

Odpowiedzialność w tym obszarze spoczywa na prezydencie jako organie wykonawczym. To kwestia stylu zarządzania, komunikacji i kultury administracyjnej. Nawet najlepsze wskaźniki finansowe nie przykryją wrażenia, że urząd przestaje słuchać.

Czytaj też: Aleksandra Dulkiewicz z wotum zaufania. „Czysta farsa”

Wizerunek silny, codzienność trudniejsza

Badania opinii pokazują, że Aleksandra Dulkiewicz wciąż ma więcej ocen pozytywnych niż negatywnych. 9 proc. badanych ocenia jej pracę bardzo dobrze, 31 proc. raczej dobrze. Jednocześnie 26 proc. ocenia ją źle, a 22 proc. pozostaje neutralnych.

To wynik stabilny, ale daleki od entuzjazmu. W skali ogólnopolskiej prezydent Gdańska notuje wysokie wskaźniki rozpoznawalności i zaufania – ok. 31 proc. w jednym z rankingów włodarzy największych miast. Problem polega na tym, że lokalne emocje rządzą się inną logiką.

Mieszkańca mniej interesują konferencje i strategiczne dokumenty, bardziej to, ile zapłaci za parking, śmieci i czy droga pod blokiem nie będzie przypominała toru przeszkód.

Raz, wracając z centrum w godzinach szczytu, stałem w korku ponad 40 minut na odcinku, który normalnie zajmuje kwadrans. W takich chwilach nikt nie myśli o wieloletniej strategii mobilności. Myśli się o czasie, który właśnie ucieka.

Polityka rozwoju czy polityka kosztów

Trudno odmówić obecnym władzom ambicji. Gdańsk inwestuje, modernizuje, realizuje projekty infrastrukturalne, choć zdecydowanie słabiej niż za czasów Pawła Adamowicza. Budżet jest jednym z największych w kraju. Dwa lata rządów Aleksandry Dulkiewicz i co? Miasto nie znalazło się w finansowej zapaści. Ale nie jest to okazja do pochwał.

Jednocześnie rośnie poczucie, że model rozwoju oparty na wysokich wydatkach i stałym deficycie wymaga ciągłego podnoszenia opłat. Parkowanie przyniosło w rok dodatkowe 15 mln zł. Odpady kosztują więcej. Podatki lokalne rosną co roku w dopuszczalnych granicach.

Nie ma jednego spektakularnego błędu. Jest raczej powolne przesuwanie ciężaru finansowego w stronę mieszkańców. To proces, który nie wywołuje ulicznych protestów, ale buduje cichą frustrację.

Polityczna siła Aleksandry Dulkiewicz wciąż jest znacząca. Mandat z 2024 r. daje jej komfort. Pytanie, czy w kolejnych latach uda się zatrzymać wrażenie, że Gdańsk staje się miastem coraz droższym w codziennym utrzymaniu. Bo w samorządzie poparcie nie znika nagle. Zwykle topnieje powoli, razem z kolejnymi rachunkami, kolejną podwyżką i kolejną dziurą w jezdni, którą trzeba ominąć.

Dwa lata rządów Aleksandry Dulkiewicz minęło dla niej spokojnie, ale przyszłość jest w coraz ciemniejszych barwach.

Czytaj też: Dulkiewicz przeciw dwukadencyjności. „To niebezpieczne dla państwa”

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.