Madryt ogłosił, że praktycznie wszyscy migranci wrócili do Maroka. Kilka godzin później lokalne media, mieszkańcy i nawet polityk PSOE informowali, że na ulicach Ceuty nadal są tysiące osób. Problem zaczyna się już przy podstawowym pytaniu: ilu ludzi właściwie przekroczyło granicę – 50 czy 60 tys.? Nie ma dziś dowodu, że hiszpański rząd świadomie sfałszował dane. Jest za to wyraźny rozdźwięk między uspokajającymi komunikatami władz a obrazem miasta, które 1 sierpnia wciąż nie wróciło do normalności.
Kryzys opanowany, ale tylko w komunikacie
W ciągu kilkudziesięciu godzin, od 30 lipca, do Ceuty przedostały się dziesiątki tysięcy osób. Część przepływała morzem, inni próbowali przekroczyć rejon falochronu Tarajal. W tłumie dochodziło do tragedii. Oficjalny bilans hiszpańskiego rządu na poranek 1 sierpnia wynosił 67 zabitych. Część osób utonęła, część zginęła w wyniku naporu tłumu lub stratowania.
Lokalny „El Faro de Ceuta” pisał o ponad 70 odnalezionych ciałach i dopuszczał dalszy wzrost bilansu. To jednak informacja oparta na lokalnych źródłach redakcji, a nie oficjalnie zamknięte dane. Nie wiadomo jeszcze, czy różnica wynika z czasu aktualizacji, trwającej identyfikacji zwłok czy odmiennego obiegu informacji.
Tak samo niepewna jest liczba osób, które dostały się do miasta. Reuters i hiszpańskie MSW mówiły początkowo o około 50 tys. migrantów. Associated Press oraz władze Ceuty podawały około 60 tys.
Różnica wynosi 10 tys. osób, a więc 20 proc. niższego szacunku. To nie jest drobna korekta statystyczna. Od wyboru jednej z tych liczb zależy bowiem odpowiedź na pytanie, ilu ludzi mogło nadal przebywać w Ceucie, gdy Madryt ogłaszał niemal całkowite zakończenie kryzysu.

Dwa bilanse, dwa obrazy sytuacji
Według oficjalnego komunikatu do godz. 18.00 w piątek do Maroka wróciło ponad 48,3 tys. osób. Minister spraw zagranicznych José Manuel Albares uznał na tej podstawie, że wrócili „praktycznie wszyscy”.
Przy założeniu, że do Ceuty weszło 50 tys. osób, w mieście pozostawałoby około 1,7 tys. migrantów. Jeżeli jednak prawdziwy był wyższy szacunek, czyli 60 tys., różnica wynosiłaby około 11,7 tys.
Nie jest to dokładny bilans. Takiego bilansu po prostu nie da się obecnie sporządzić. Nie przeprowadzono wcześniej indywidualnej rejestracji wszystkich wchodzących. Lokalni reporterzy opisywali pierwsze godziny kryzysu jako całkowicie niekontrolowane. Ludzie pojawiali się na plażach, ulicach i w różnych częściach miasta, a służby nie wiedziały dokładnie, ilu osobom udało się przekroczyć granicę.
Właśnie dlatego wybór niższego szacunku jest politycznie wygodny. Przy 50 tys. wejść liczba 48,3 tys. powrotów rzeczywiście pozwala mówić o niemal całkowitym rozwiązaniu problemu. Przy 60 tys. taki komunikat brzmi już znacznie mniej przekonująco.
Nie dowodzi to manipulacji rejestrami. Pokazuje jednak, jak selektywne wykorzystanie danych może zmienić odbiór tego samego wydarzenia.
W części mediów pojawiły się później informacje o 53 tys., a nawet około 69,5 tys. powrotów. Nie należy traktować ich jako potwierdzonych. Przewyższają wcześniejsze szacunki liczby osób, które weszły do Ceuty. Mogą więc obejmować inny okres, osoby przybyłe przed 30 lipca, późniejsze aktualizacje albo zwykłe błędy i podwójne liczenie. Bez dostępu do danych pierwotnych są przede wszystkim kolejnym dowodem chaosu informacyjnego.

Albares kontra ulice Ceuty
Wieczorem 31 lipca Albares przekonywał, że praktycznie wszyscy migranci wrócili do Maroka. Podkreślał również, że nie można przedostać się z Ceuty na Półwysep Iberyjski bez kontroli, integralność strefy Schengen jest zagwarantowana, a „interesowna dezinformacja” powinna się zakończyć.
Część tego komunikatu mogła być zgodna z prawdą. Zatrzymanie napływu przez granicę nie oznaczało jednak automatycznie opanowania sytuacji wewnątrz miasta. Podobnie zapewnienie o braku możliwości przedostania się na kontynent nie odpowiadało na pytanie, ilu migrantów nadal przebywało w samej Ceucie.
Lokalny „El Faro de Ceuta” zakwestionował słowa ministra. Według redakcji na ulicach nadal znajdowały się tysiące ludzi. Dochodziło do interwencji, część migrantów ukrywała się w mieszkaniach lub na terenach górskich, a policja, Guardia Civil i wojsko wciąż prowadziły działania.
Krytyka nie pochodziła wyłącznie od prawicowej opozycji. Fatima Hamed z lokalnego ugrupowania MDyC napisała, że informacja przekazana przez ministra nie jest prawdziwa. Jeszcze bardziej znacząca była wypowiedź Melchora Leóna, lokalnego deputowanego PSOE. Polityk partii rządzącej stwierdził, że wstydzi się danych, które nie odpowiadają temu, co widać na ulicach.
Następnego dnia prezydent Ceuty Juan Jesús Vivas mówił, że proces powrotów trwa, ale musi zostać dokończony. Przyznał również, że miasto nie wróciło do normalności.
Pytanie jest więc proste: dlaczego minister ogłaszał praktycznie całkowite zakończenie kryzysu, skoro prezydent samej Ceuty kilkanaście godzin później nadal mówił o niedokończonym procesie i braku normalizacji?
Miasto nadal działało w trybie kryzysowym
Dla mieszkańców spór o 50 czy 60 tys. osób nie był abstrakcyjną dyskusją. Część sklepów i lokali pozostawała zamknięta. Handel został miejscami sparaliżowany, służby były przeciążone, a w przestrzeni publicznej przebywały ogromne grupy ludzi.
Ośrodki nie miały wolnych miejsc. Pojawiały się problemy sanitarne. Na ulicach znajdowali się wyczerpani, głodni ludzie, w tym małoletni i rodziny. Były również incydenty, napięcia przy sklepach oraz interwencje policji, ale nie można z tego wyprowadzać wniosku, że cała grupa zachowywała się agresywnie.
Dla zwykłego mieszkańca Ceuty „odzyskanie kontroli” nie oznaczało powrotu do normalnego dnia. Na ulicach nadal było wojsko, zwiększone siły policyjne i ludzie bez schronienia. Do tego dochodziły strach, dezorientacja oraz świadomość, że podczas przekraczania granicy zginęły dziesiątki osób.
Granica mogła zostać ponownie uszczelniona. Miasto wciąż ponosiło skutki jej wcześniejszego przełamania.

Maroko najpierw bierne, później skuteczne
Hiszpańskie MSW jeszcze 30 lipca podkreślało „wzorcową współpracę” z Marokiem, również w sprawach migracyjnych. Późniejsze wydarzenia rzeczywiście pokazały, że Rabat potrafił zatrzymać napływ. Maroko skierowało większe siły, zablokowało podejścia do granicy, rozproszyło tłumy i zaczęło przyjmować wracających migrantów.
Po tej zmianie kolejne próby zostały zasadniczo zahamowane.
Problem dotyczy wcześniejszych godzin. Ogromna liczba osób dotarła do plaż, granicy i falochronu Tarajal. Marokańska kontrola albo nie działała, albo była dalece niewystarczająca.
„El Faro de Ceuta” w silnie publicystycznym tekście „Las 48 horas del chantaje de Marruecos” twierdził, że reporterzy gazety widzieli marokańskich funkcjonariuszy, którzy nie zatrzymywali ludzi zmierzających w stronę Ceuty. Według redakcji żołnierze mieli „patrzeć w inną stronę”.
Tych twierdzeń nie można przedstawiać jako wyników niezależnego śledztwa. Nie przedstawiono dowodu na formalny rozkaz władz w Rabacie, nakazujący otwarcie granicy. Nie ma też podstaw, by twierdzić, że operację osobiście polecił król Mohammed VI.
Można jednak zadać pytanie: skoro Maroko było w stanie w krótkim czasie skutecznie zablokować kolejne próby, dlaczego nie zrobiło tego wcześniej, zanim do Ceuty weszły dziesiątki tysięcy osób?
Oficjalny przekaz Madrytu eksponuje późniejszą współpracę z Rabatem. Znacznie mniej miejsca poświęca początkowej bierności lub nieskuteczności marokańskich służb.
Plotka pomogła uruchomić tłum
Rząd Hiszpanii i część mediów wskazują na fałszywe wiadomości rozpowszechniane w internecie. Ten element kryzysu jest realny i nie należy go lekceważyć.
Wyrok hiszpańskiego Sądu Najwyższego z 29 czerwca 2026 roku dotyczył osób przechwyconych na morzu podczas próby dotarcia do Ceuty. Sąd uznał, że nie można wobec nich automatycznie stosować natychmiastowego „odrzucenia na granicy”. Należy uruchomić administracyjną procedurę powrotu.
Nie oznaczało to zakazu odsyłania migrantów.
W mediach społecznościowych sens wyroku miał jednak zostać sprowadzony do komunikatu: „Jeżeli dopłyniesz do Ceuty, Hiszpania nie będzie mogła cię odesłać”.
Reuters opisywał filmy publikowane na Instagramie i innych platformach, fałszywe informacje o otwartej granicy, trudną sytuację gospodarczą młodych Marokańczyków oraz przekonanie, że powstało krótkie „okno możliwości”. „Financial Times” informował też o osobach, które wcześniej uczyły się pływać i wymieniały informacje o trasach oraz sprzęcie.
Plotki mogły stać za tym i wyjaśniać, dlaczego tysiące osób ruszyło w stronę Ceuty. Nie wyjaśniają jednak, dlaczego dotarli do ściśle kontrolowanego rejonu granicy i przez wiele godzin nie zostali zatrzymani przez marokańskie służby.
Internet mógł uruchomić mobilizację. Nie otworzył fizycznie przejścia.
Zobacz też: Tragedia na Morzu Śródziemnym. 44 migrantów zaginionych
Ostrzeżenia pojawiały się wcześniej
Madryt mógł nie znać dokładnego dnia i godziny masowego przełamania granicy. Trudno jednak utrzymywać, że narastająca presja była całkowitym zaskoczeniem.
Już 28 lipca „Ceuta al Día” informowała o ponad tysiącu osób, które przybyły w ciągu tygodnia, oraz o skrajnym przeciążeniu ośrodka CETI i systemu opieki nad małoletnimi.
Dzień później Juan Vivas mówił o ponad 1,5 tys. wejść w ostatnich dniach, tempie przekraczającym 200 osób dziennie i całkowitym nasyceniu możliwości przyjmowania kolejnych migrantów. Ostrzegał też przed powtórzeniem kryzysu z maja 2021 roku.
AUGC, organizacja reprezentująca funkcjonariuszy Guardia Civil, sygnalizowała brak ludzi i środków, zły stan zabezpieczeń, przeciążenie służb oraz brak jasnych procedur po wyroku Sądu Najwyższego.
Według AUGC we wcześniejszej części 2026 roku w Ceucie odnotowano 2101 nieregularnych wejść wobec 489 w analogicznym okresie poprzedniego roku. Oznaczało to wzrost przekraczający 330 proc.
Sygnały były więc widoczne. Nie ma potwierdzonego dokumentu wskazującego, że hiszpańskie służby znały dokładną datę masowej próby. Nie można jednak powiedzieć, że nie widziały narastającej presji.
Precedens z 2021 roku
Pytania o zachowanie Maroka są tym bardziej uzasadnione, że podobny kryzys wydarzył się w maju 2021 roku. Wtedy tysiące ludzi weszły do Ceuty przy bierności marokańskich służb. Wydarzenia wiązano ze sporem dyplomatycznym dotyczącym leczenia Brahima Ghalego, przywódcy Frontu Polisario.
Hiszpańskie władze mówiły wówczas wprost o braku kontroli po stronie marokańskiej. Parlament Europejski potępił wykorzystywanie migracji i małoletnich jako instrumentu nacisku politycznego.
Ten precedens nie dowodzi automatycznie, że w 2026 roku Rabat zastosował identyczny mechanizm. Sprawia jednak, że wersja przedstawiająca Maroko wyłącznie jako niezawodnego partnera brzmi niepełnie. Historia każe przynajmniej sprawdzić inne możliwości.
Czytaj też: Katastrofa kolejowa w Hiszpani. Nie żyje 21 osób. Jakie są przyczyny dramatu?
Jak można wygładzić przekaz bez fałszowania danych
Do zniekształcenia obrazu wydarzeń nie jest potrzebne formalne fałszowanie dokumentów.
Pierwszym mechanizmem jest wybór niższego szacunku wejść. Przyjęcie 50 tys. zamiast 60 tys. pozwala pokazać 48,3 tys. powrotów jako niemal całkowite rozwiązanie problemu.
Drugim jest zastąpienie pytania o Ceutę pytaniem o Schengen. Informacja, że migranci nie przedostali się na kontynentalną część Hiszpanii, może być prawdziwa. Nie mówi jednak, ilu ludzi pozostało w mieście.
Trzecim jest utożsamienie zatrzymania napływu z normalizacją. Granica mogła zostać zamknięta, gdy sklepy nadal nie działały, ośrodki były przepełnione, a służby prowadziły interwencje.
Czwartym mechanizmem jest eksponowanie późniejszej współpracy Maroka i pomijanie pytań o wcześniejszą bierność jego funkcjonariuszy.
Piątym – przeniesienie głównego ciężaru odpowiedzialności na media społecznościowe oraz przemytników. Byli częścią problemu, ale nie odpowiadają za przygotowanie służb i fizyczną ochronę granicy.
Jest jeszcze presja polityczna. Albares koncentrował się na bezpieczeństwie Schengen i odpieraniu zarzutów kierowanych wobec Hiszpanii. Madryt miał powód, by szybko uspokoić partnerów europejskich i ograniczyć koszty dyplomatyczne. To możliwy motyw komunikacyjny, nie dowiedziony plan propagandowy.
Więcej pytań niż odpowiedzi
Nadal nie znamy dokładnej liczby osób, które weszły do Ceuty. Nie ma też pewnego bilansu powrotów ani liczby migrantów pozostających w mieście 1 sierpnia.
Nie jest znany ostateczny bilans ofiar, liczba małoletnich bez opieki ani pełna skala przeciążenia ośrodków. Nie wiadomo, dlaczego marokańskie służby początkowo nie zatrzymały tłumów i jaki był rzeczywisty zakres wcześniejszej wiedzy hiszpańskich instytucji.
Te niewiadome powinny skłaniać rząd do ostrożności. Tymczasem komunikat o „praktycznie wszystkich” powrotach pojawił się wtedy, gdy lokalne źródła nadal opisywały tysiące osób na ulicach.
Nie ma obecnie dowodu, że rząd Hiszpanii formalnie fałszował dane. Jest natomiast coraz więcej podstaw, by uznać, że oficjalne komunikaty przedstawiały najbardziej korzystną wersję wydarzeń i zbyt szybko ogłaszały normalizację.
W Ceucie granicę można było ponownie zamknąć w ciągu kilkunastu godzin. Znacznie trudniej będzie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wcześniej przez wiele godzin pozostawała praktycznie otwarta i dlaczego Madryt próbował przekonać Europę, że problem zniknął, gdy mieszkańcy nadal widzieli go na własnych ulicach.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

