W Gdańsku, spod pomnika Jana III Sobieskiego, wyruszył marsz zorganizowany przez stowarzyszenie Oddolni Patrioci. Uczestnicy nieśli 50-metrową biało-czerwoną flagę i przypominali, że Dzień Flagi to nie tylko data w kalendarzu. Były hasła propolskie, odwołania do historii i mocne słowa o obowiązku dbania o państwo. Frekwencja nie była wielka, ale przekaz – bardzo wyraźny.
Święto, którego wielu nie zauważyło
Marsz rozpoczął się w symbolicznym miejscu, pod pomnikiem Jana III Sobieskiego. To właśnie stamtąd grupa patriotów ruszyła ulicami Gdańska, przypominając o znaczeniu biało-czerwonych barw. Dla organizatorów nie był to zwykły spacer z flagami. Raczej próba zwrócenia uwagi, że patriotyzm nie powinien być czymś wstydliwym ani spychanym na margines.
Jeden z uczestników mówił wprost, że Dzień Flagi jest “wielkim świętem”, ale – jak ocenił – lekceważonym. W jego opinii zbyt mało osób przychodzi na takie wydarzenia, choć dotyczą one spraw podstawowych: symboli narodowych, pamięci i zwykłego poczucia wspólnoty.
Pod biało-czerwoną przez Gdańsk
Patrioci zachęcali mieszkańców i przechodniów, by wspólnie pójść pod biało-czerwoną flagą na plac Solidarności, w okolice pomnika Ofiar Grudnia 1970 przy historycznej bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej. Sam widok robił wrażenie. Długa flaga ciągnęła się przez ulicę, a ludzie mijający marsz zatrzymywali wzrok. Jedni patrzyli z zaciekawieniem, inni z dystansem, ale trudno było przejść obok tego obojętnie.
Szli spokojnie, ale z jasnym przekazem. Biało-czerwona nie była tam rekwizytem do zdjęcia. Była głównym znakiem wydarzenia. Organizatorzy podkreślali, że polskie barwy mają łączyć, przypominać o odpowiedzialności i dawać ludziom prosty sygnał: Polska to także codzienny wybór, nie tylko świąteczna deklaracja.
Czytaj też:
Oddolni Patrioci w Gdańsku
Organizatorzy wydarzenia podkreślali, że przyjechali do Gdańska, aby “rozruszać Polaków” i przypomnieć im o narodowych barwach. Przedstawiciel stowarzyszenia Tomasz Król mówił, że pokonał około 500 km, by zorganizować obchody właśnie tutaj. Jak zaznaczył, nie pojawił się w Trójmieście pierwszy raz – według jego słów była to już trzecia taka wizyta.
W jego ocenie władze Trójmiasta nie poświęciły tematowi należytej uwagi. Stąd decyzja, by zrobić coś samemu. Oddolnie, bez wielkiej oprawy, ale z przekonaniem.
Barwy biało-czerwone to jest to, co nas cechuje i reprezentuje każdego Polaka – mówił jeden z uczestników – mówił Król.
Wypowiedzi były mocne, momentami ostre. Padały słowa o suwerenności, presji ze strony obcych sił i konieczności dbania o kraj dla przyszłych pokoleń. Organizatorzy przekonywali, że Polska wymaga zaangażowania zwykłych obywateli, a nie tylko decyzji polityków czy instytucji.
mn





