Ukraina odsuwa się coraz bardziej od Polski i Europy. Kyryło Budanow poparł projekt Wołodymyra Zełenskiego dotyczący Ukraińskiego Narodowego Panteonu. Szef ukraińskiego wywiadu nie pisze o tym chłodnym, urzędowym językiem. Przeciwnie – jego wpis brzmi jak polityczna deklaracja o tym, kto ma prawo decydować o pamięci, bohaterach i historii Ukrainy. I jest to deklaracja bardzo jednoznaczna.
Pamięć bez cudzych instrukcji
Budanow zaczyna mocno. „Nikt i nigdy więcej nie będzie dyktował Ukraińcom, których bohaterów czcić, które święta obchodzić czy jaką historię studiować” – napisał.
To zdanie ustawia cały przekaz. Nie ma tu dyplomatycznego lawirowania, nie ma miękkiego języka o „dialogu pamięci”. Jest twarda zapowiedź: Ukraina sama chce określać swoją historię i własny katalog bohaterów.
Szef wywiadu łączy tę sprawę bezpośrednio z wolnością i niepodległością. Jak podkreśla, o „prawo wolności własnego wyboru i narodowej niezależności” ukraińscy przodkowie walczyli przez setki lat. Dziś – w jego ujęciu – tę samą walkę prowadzą żołnierze na froncie.
To ważny fragment, bo pokazuje, że dla Kijowa pamięć historyczna nie jest dodatkiem do bieżącej polityki. Jest jej częścią. A może nawet jednym z jej fundamentów.
Czytaj też: Prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego
Projekt Zełenskiego w parlamencie
Budanow przypomniał, że prezydent Wołodymyr Zełenski wniósł do Rady Najwyższej projekt ustawy „O Ukraińskim Narodowym Panteonie”. Według szefa wywiadu to „zdecydowany i bardzo potrzebny krok”.
W jego ocenie ustawa ma służyć „przywróceniu historycznej sprawiedliwości”, ale też konsolidacji społeczeństwa. Brzmi podniośle, owszem. Tyle że w kraju żyjącym wojną takie słowa nie są tylko dekoracją do oficjalnych wystąpień.
Budanow pisze również o „fundamencie pamięci dla następnych pokoleń”. To już nie jest wyłącznie sprawa obecnych władz, bieżącej wojny czy jednego głosowania w parlamencie. Chodzi o coś trwalszego – o opowieść, którą państwo chce zostawić dzieciom i wnukom.
W polityce pamięci nie ma 50 proc. neutralności i 50 proc. emocji. Tu wszystko jest ciężkie od znaczeń.
Czytaj też: Trump ostro o Zełenskim: „Nigdy nie powinni tego zaczynać”
Bohaterowie mają mieć swoje miejsce
Najbardziej ludzki fragment wpisu dotyczy tych, którzy oddali życie. „My, nasze dzieci i wszystkie przyszłe pokolenia musimy jasno znać i czcić tych, którzy poświęcili swoje życie walce o Ukrainę” – napisał Budanow.
To zdanie można czytać politycznie, ale też bardzo zwyczajnie. Za każdym poległym stoi rodzina. Matka, która nie zobaczy syna przy stole. Dziecko, które będzie znało ojca głównie ze zdjęć. Żona, która dostaje mundur, dokumenty i słowa o bohaterstwie. Państwo w takiej sytuacji próbuje nadać tej ofierze trwałą formę. Panteon ma być właśnie taką formą.
Budanow podkreśla, że jest to „szczególnie ważne dziś, gdy prowadzimy wojnę o wolność Ukrainy”. Czyli znów: pamięć nie jest odsunięta na spokojniejsze czasy. Ona ma być budowana teraz, równolegle z walką.
Parlament dostał jasny sygnał
Na końcu wpisu szef wywiadu zwrócił się w praktyce do ukraińskiego parlamentu. „Jestem przekonany, że ukraiński parlament rozumie znaczenie takiej inicjatywy i jak najszybciej rozpatrzy oraz uchwali ten projekt ustawy” – zaznaczył.
To brzmi jak apel, ale i jak polityczne oczekiwanie. Budanow nie zostawia wątpliwości, że sprawa ma rangę państwową. Nie techniczną. Nie drugorzędną. Państwową.
Cały wpis kończy się hasłem „Chwała Ukrainie!”. W tym kontekście nie jest to tylko formuła zamykająca komunikat. To klamra dla całego przekazu: Ukraina walczy, Ukraina pamięta i Ukraina chce sama wskazywać, kogo czci.
Można się spodziewać, że projekt Panteonu będzie odczytywany szerzej niż zwykła ustawa. Bo gdy państwo zaczyna porządkować własnych bohaterów, zawsze mówi też coś o sobie. O tym, kim chce być. I komu nie pozwoli już pisać swojej historii.
mn





