W tym roku uczestnicy Trójmiejskiego Marszu Równości przejdą ulicami Gdańska nie w maju, jak zazwyczaj, ale dopiero 7 czerwca. Oficjalnie powodem jest jubileusz X edycji i chęć świętowania w trakcie Miesiąca Dumy, jakim jest czerwiec. Nieoficjalnie – decyzja ta została podjęta z powodu kampanii wyborczej. Ktoś nie chciał drażnić konserwatywnego elektoratu, licząc na spokojniejsze nastroje społeczne. W tle – stare hasła, nowe postulaty i brak politycznej woli zmian, a także politycy na czele marszu.
Równość nie w maju, ale w czerwcu
Poprzedni Marsz Równości odbył się 23 maja 2024 roku, niemal dokładnie rok po edycji z 2023. Wówczas ulicami Gdańska przeszły tysiące uczestników, którzy głośno przypominali o swoich prawach. Tym razem jednak organizatorzy przesunęli wydarzenie na sobotę 7 czerwca. Wybór daty tłumaczony jest chęcią świętowania jubileuszowego X marszu w ramach Miesiąca Dumy, który przypada na czerwiec.
Rzeczywisty powód wydaje się jednak mniej symboliczny. Źródła bliskie organizatorom wskazują, że nowy termin miał na celu uniknięcie politycznego konfliktu. Marsz w maju mógłby bowiem zostać odebrany jako prowokacja wobec konserwatywnego elektoratu, szczególnie w trakcie gorącej kampanii wyborczej. Organizatorzy, nie chcą by elektorat konserwatywny ich dostrzegł, by nie zaszkodzić Rafałowi Trzaskowskiemu.

Miłość, wojna i polityka
Hasła towarzyszące marszowi pozostają te same – „Miłość, nie wojna”, „Jesteśmy rodziną”, „Różnorodność jest wolnością”. To nie tylko slogany, ale także manifesty wieloletniej walki o równość. Mimo iż społeczność LGBTQIA+ odnotowuje stopniowe zmiany w świadomości społecznej, brakuje ich przełożenia na realne decyzje polityczne.
Wciąż nie została przyjęta ustawa o równości małżeńskiej z możliwością adopcji. Brakuje prawnej ochrony tęczowych rodzin, przepisów ułatwiających tranzycję czy skutecznych narzędzi przeciwdziałania mowie nienawiści. Marsz nie ma być tylko kolorowym świętem. To także forma nacisku, przypomnienie o sprawach, które zniknęły z agendy rządzących.
Czytaj więcej: Marsz równości w Gdańsku. Miasto tonie w tęczowych flagach
Czerwiec bez konfrontacji
Organizatorzy marszu wyraźnie postawili w tym roku na unikanie eskalacji. Czerwcowa data ma zminimalizować polityczne napięcia i stworzyć bezpieczniejszą przestrzeń dla uczestników. Jednak ten ruch, choć pragmatyczny, może również zostać odczytany jako ustępstwo wobec presji społecznej. Przesunięcie terminu to sygnał, że walka o równość nie przebiega na równych warunkach.
Z jednej strony – tęczowe flagi, radosna muzyka i poczucie wspólnoty. Z drugiej – trwające oczekiwanie na decyzje, które wciąż nie zapadły. Równość, której domaga się społeczność LGBTQIA+, nadal pozostaje bardziej postulatem niż rzeczywistością. Nawet jubileuszowa, dziesiąta edycja marszu nie przynosi przełomu.
Zobacz też: Wiadomo kto stoi za reklamami atakującymi Mentzena i Nawrockiego

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






