Loża VIP dla radnych. Świat poza zasięgiem zwykłych kibiców Lechii Gdańsk (FOTO: kompilacja canva/profile radnych miasta Gdańska)

Loża VIP dla radnych. Świat poza zasięgiem zwykłych kibiców Lechii Gdańsk

Od kilku tygodni toczy się cicha dyskusja o tym, kto, kiedy i na jakich zasadach korzysta z miejsca, jakim jest loża VIP dla radnych na miejskim stadionie. Choć oficjalnie przestrzeń ta ma służyć reprezentacji i promocji miasta, coraz częściej mówi się, że stała się miejscem towarzyskich spotkań, z którego korzystają wybrani – radni, lokalni urzędnicy i zaprzyjaźnieni przedsiębiorcy, a także ich dzieci.

Trzy fakty
– Miejskie spółki odmawiają ujawnienia list zaproszonych gości, zasłaniając się ochroną danych.
– W strefach VIP serwowane są pełne posiłki i napoje alkoholowe, finansowane z budżetów promocyjnych.
– Wśród mieszkańców rośnie oburzenie brakiem przejrzystości i poczuciem, że władze korzystają z przywilejów za publiczne pieniądze.

Historia tematu

Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.
  1. NajnowszyCzytasz teraz
    Loża VIP dla radnych. Świat poza zasięgiem zwykłych kibiców Lechii Gdańsk

Za szybą loży – świat poza zasięgiem zwykłych kibiców

Loże VIP na stadionach miały być wizytówką nowoczesnego miasta, jakim jest Gdańsk. W założeniu stanowiły przestrzeń, w której samorząd może przyjmować gości, rozmawiać z inwestorami i promować lokalne wydarzenia. Jednak wraz z upływem czasu funkcja ta coraz częściej budzi pytania o zasadność i proporcje. Lokalne media mainstreamowe niechętnie tematem się zajmują, bo jak to się u nich utarło: nie kąsa się ręki, która karmi.

Zwykły kibic, który kupuje bilet na trybunę, płaci kilkadziesiąt złotych. Tymczasem goście z miejskej loży – zaznaczmy to: za darmo! – mają do dyspozycji oddzielne wejście, klimatyzowaną salę, catering, alkohol i to ten mocny, z wysokiej półki, a także miejsca z najlepszym widokiem. Wszystko to finansowane częściowo ze środków spółki miejskiej – Arena Operator Gdańsk, czyli na końcu zawsze przez podatnika.

Oficjalne dokumenty nie pozostawiają złudzeń – nie istnieje żadna jawna lista radnych, urzędników, posłów, które mogą z loży korzystać. Jak potwierdza Rada Miasta Gdańska portalowi wbijamszpile.pl nie prowadzi się też ewidencji liczby zaproszeń. W praktyce oznacza to, że nie wiadomo, kto i jak często uczestniczy w spotkaniach organizowanych podczas meczów czy koncertów.

Radni Gdańska z PO na stadionie w Letnicy (FOTO: Andrzej Kowalczys)

Anonimowy głos z wnętrza systemu

W rozmowie z redakcją jeden z przedsiębiorców, który regularnie wykupuje dostęp do strefy VIP, opowiada, jak wygląda to od środka.

Płacimy duże pieniądze za miejsca w loży, więc widzimy, kto tam przychodzi. Nie ma meczu, żeby nie pojawił się ktoś z urzędu, z rady miasta albo z miejskich spółek. Część z nich nawet nie patrzy na murawę. Przychodzą dwie godziny przed meczem, kiedy otwierają bufet, biorą pełen talerz jedzenia i znikają przy stole. W przerwie czasem się pokażą, żeby zrobić zdjęcie i wrzucić do sieci. Dla nas, którzy za to płacimy, wygląda to po prostu źle.

Według przedsiębiorcy, wielu bywalców loży traktuje te spotkania jako formę nieformalnego klubu towarzyskiego i stołówki.

Nie mówię, że nie powinno być miejsca dla miasta, ale jeśli to ma być wizytówka, to powinna być jawność. Ktoś powinien móc sprawdzić, kto wchodzi, a kto nie. Dziś nikt nie potrafi tego powiedzieć.

Cisza w dokumentach i tłumaczeniach opratora – loża VIP dla radnych

W odpowiedzi na interpelacje radnych Przemysława Majewskiego i Andrzeja Skiby, przedstawiciele operatora, jak i miasta przyznają, że nie prowadzą żadnych statystyk dotyczących loży VIP. Zaproszenia kierowane są „zgodnie z potrzebami promocyjnymi” i „w zależności od rangi wydarzenia”. Koszt organizacji spotkań w loży objęty jest tajemnicą handlową.

Urzędnicy tłumaczą, że loża pełni funkcję „miejskiego salonu” i jest niezbędna do utrzymywania kontaktów z partnerami biznesowymi. Według ich argumentacji, większość spotkań ma charakter reprezentacyjny, a nie rozrywkowy.

Problem w tym, że granica między tym, co służy miastu, a tym, co służy konkretnym osobom, zatarła się wiele lat temu. Brak jawnych list uczestników, brak kontroli nad wydatkami i zasłanianie się klauzulami poufności tworzą przestrzeń, w której trudno rozróżnić interes publiczny od prywatnego.

Po meczu milczenie

Jednak sprawa została zauważona przez radnych. Jeszcze kilka miesięcy temu wielu radnych i urzędników z dumą publikowało w mediach społecznościowych zdjęcia z loży. Były uśmiechy, relacje i podziękowania za „wspaniałą atmosferę”. Po ostatnich doniesieniach o awanturze z Sylwii Cisoń i co za tym szło pytaniami o koszt i skalę korzystania z tych miejsc zapadła cisza. Teraz nikt nie chce się przyznawać, że tam bywa. Z jednej strony mówią o promocji miasta, z drugiej – widać, że po prostu nie chcą się tłumaczyć.

To zjawisko jest symptomatyczne: im więcej pytań o przejrzystość, tym mniej publicznej dumy z przywilejów.

Miasto tłumaczy, mieszkańcy pytają

Władze miasta zapewniają, że korzystanie z loży odbywa się zgodnie z prawem i że nie generuje dodatkowych kosztów. Wskazują, że podobne przestrzenie funkcjonują w innych europejskich miastach i są standardem w obiektach sportowych.

Jednak w opinii wielu mieszkańców, zasłanianie się „standardami branżowymi” nie wystarczy. Pytają, czy standardem jest też brak jawności i brak kontroli społecznej nad tym, jak wydawane są pieniądze.

Warto też dodać, że w polskim samorządzie obowiązuje zasada przejrzystości działania. Skoro spółka należy do miasta, a miasto utrzymuje stadion z publicznych środków, to informacje o korzystaniu z loży VIP powinny być dostępne dla obywateli.

Czytaj więcej: Konflikt interesów na stadionie Polsat Plus Arena Gdańsk

Symbol czy przywilej?

W dyskusji o loży VIP dla radnych ujawnia się szerszy problem funkcjonowania samorządowych struktur. Kiedyś symbolem lokalnej władzy była wstęga na otwarciu drogi, dziś coraz częściej – wejściówka do zamkniętej strefy na stadionie.

Loża miała być miejscem budowania wizerunku miasta, a stała się symbolem podziału. Dla jednych to narzędzie promocji, dla innych – znak oderwania od codziennych problemów mieszkańców.

Warto więc zadać pytanie: czy władza lokalna, która wymaga zaufania obywateli, może sobie pozwolić na tworzenie przestrzeni, do których obywatel nie ma dostępu? Brak jawności w takich przypadkach prowadzi do erozji zaufania. Nawet jeśli nie dochodzi do faktycznych nadużyć, sam brak informacji rodzi podejrzenia.

W demokracji lokalnej transparentność nie jest luksusem – jest obowiązkiem. To nie mieszkańcy powinni tłumaczyć, dlaczego chcą wiedzieć, kto korzysta z miejskiej loży, ale urzędnicy – dlaczego tych danych nie ujawniają. Sprawa loży VIP jest więc nie tylko kwestią rachunków i cateringu. To pytanie o standard samorządowej etyki i granice korzystania z publicznych zasobów.

Zobacz też: Loża VIP w Gdańsku pod lupą – radni PiS pytają o koszty i alkohol

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Chcesz wiedzieć, co będzie dalej?

Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.

Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.
Wbijam Szpile poleca

W tym samym temacie

Wybierz kolejny artykuł
Ładowanie zdjęcia