Gdynia płaci coraz więcej za wandalizm. Choć zniszczenia bywają niewidoczne na pierwszy rzut oka, ich skutki finansowe uderzają we wszystkich mieszkańców. Miasto każdego miesiąca wydaje dziesiątki, a rocznie setki tysięcy złotych na usuwanie skutków dewastacji. Naprawa infrastruktury, oczyszczanie przestrzeni publicznej, wymiana zniszczonych elementów – wszystko to generuje potężne wydatki, które mogłyby być przeznaczone na rozwój Gdyni.
Trzy fakty, które mają znaczenie:
- Koszt ręcznego oczyszczania miasta z dewastacji i śmieci to ponad 250 tys. zł miesięcznie.
- Jednorazowy akt wandalizmu może kosztować miasto kilkadziesiąt tysięcy złotych w ciągu jednej doby.
- Mimo monitoringu, większość kosztów miasto pokrywa z własnych środków, bo sprawcy często pozostają nieznani.
Kosztowna dewastacja – kto za to płaci?
W Gdyni nie ma miesiąca bez zgłoszeń aktów wandalizmu. Niszczenie przestrzeni miejskiej przestało być rzadkim incydentem – stało się stałym elementem miejskiej codzienności. Wiceprezydent Rafał Geremek podkreśla, że tylko Zarząd Dróg i Zieleni od początku 2025 roku wydał na naprawy skutków wandalizmu ponad 227 tys. zł. Co istotne, to tylko część kosztów – wiele wydatków ukrywa się w zbiorczych budżetach referatów.
Najczęstsze zgłoszenia dotyczą zniszczonych placów zabaw, połamanych ławek, zdewastowanych skwerów i zanieczyszczonych przystanków. W każdej takiej sytuacji procedury są czasochłonne – od zgłoszenia przez wizję lokalną i dokumentację, po naprawę. Nawet jeśli sprawca zostanie ujęty, rzadko udaje się odzyskać pełen koszt naprawy.
Czytaj też: Dziedziczenie złota i monet – aspekty prawne i podatkowe sukcesji numizmatycznej
System działa, ale nie nadąża
Referaty miejskie mierzą się z falą wandalizmu na wielu frontach. Samodzielny Referat Zieleni i Małej Architektury tylko od stycznia do sierpnia poniósł straty na kwotę 60 tys. zł. Wydatki te obejmują odtworzenie terenów zielonych, naprawę huśtawek, koszy na śmieci czy elementów małej architektury.
Podobnie Referat Sygnalizacji Świetlnej, który nadzoruje m.in. system TRISTAR i tablice pasażerskie, notuje regularne straty – najczęściej wybite szyby, przypalenia, graffiti. Od początku roku koszty sięgnęły 15 tys. zł. Każde uszkodzenie to ryzyko awarii systemu transportowego miasta.
W referacie odpowiedzialnym za oznakowanie drogowym łączny koszt utrzymania oznakowania w 2025 roku wyniósł już 1,3 mln zł. Kwota ta obejmuje także naturalne zużycie, jednak wandalizm odpowiada za znaczną część codziennych napraw.
Czytaj więcej: Koniec antysamochodowej polityki Gdyni? Kosiorek zaprasza autokary
Do tego dochodzą działania Działu Letniego i Zimowego Utrzymania Dróg, który odpowiada za usuwanie graffiti – tylko w 2025 roku to już ponad 54 tys. zł. Wiele z tych prac nie przynosi trwałego efektu, bo nowe graffiti pojawia się już następnego dnia.
Wandale niszczą również infrastrukturę rowerową – zniszczone stacje naprawy rowerów to koszt ponad 27 tys. zł tylko w bieżącym roku. To przykład, jak dewastacja jednej stacji może skutkować całkowitym wyłączeniem jej z użytkowania przez tygodnie.
Kto odpowiada za porządek?
Referat Planowania i Standaryzacji realizuje zlecenia ręcznego sprzątania przestrzeni publicznych. To nie tylko zbieranie śmieci, ale także usuwanie plakatów, mycie pomników, sprzątanie po aktach wandalizmu. Koszt miesięczny tych prac to ponad 250 tys. zł. Wydatki na walkę z dewastacją nie są wyodrębniane, ale stanowią coraz większy odsetek całego budżetu na utrzymanie porządku.
Dział Płatnego Parkowania odnotował trzy poważne akty wandalizmu w 2025 roku – każde z nich wiązało się z kosztami od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Głównie chodzi o zniszczone parkomaty – często uszkodzenia obejmują system elektroniczny, klawiatury, a czasem dochodzi do włamań do kas urządzeń.
Cisza po burzy – skutki społeczne i ekonomiczne
Wandalizm nie tylko psuje estetykę miasta, ale skutecznie podważa zaufanie mieszkańców do wspólnej przestrzeni. Zniszczona infrastruktura odstrasza mieszkańców od korzystania z parków, placów zabaw czy komunikacji publicznej. A przecież to inwestycje za miliony złotych, które miały służyć wszystkim.
Choć miasto inwestuje w monitoring i współpracuje z policją, sprawców udaje się ująć w niewielkiej liczbie przypadków. Zdecydowaną większość kosztów pokrywa budżet Gdyni, a więc – de facto – wszyscy mieszkańcy.
Warto pamiętać, że wandalizm to nie tylko wykroczenie. Gdy szkody przekraczają określoną wartość, czyn ten staje się przestępstwem, ściganym z urzędu.
Zobacz też: Atak 17-letniego wandala w Rumi – 40 samochodów uszkodzonych
mn







Śmierdzi na odległość złodziejstwem. Kto szacuje straty? Ile w rzeczywistości jest tych strat? Dlaczego nikt nie kontroluje tych wybryków? Ile przy tym można ukraść?