Sąd w Gdyni: „Nazar” pod dozorem, nie w areszcie (FOTO: canva)

Sąd w Gdyni: „Nazar” pod dozorem, nie w areszcie

Sąd Rejonowy w Gdyni nie zgodził się na tymczasowe aresztowanie mężczyzny znanego w internecie pod pseudonimem „Nazar”. Zastosowano wobec niego dozór policyjny. Choć sprawa dotyczy sześciu zarzutów, w tym nawoływania do nienawiści i propagowania przemocy, w opinii publicznej narasta dyskusja o granicach wolności słowa i sile państwowej kontroli nad obywatelami.

Trzy fakty, które trzeba znać:
– sąd odmówił wniosku prokuratora o trzymiesięczny areszt dla „Nazara”
– zatrzymanie miało miejsce podczas transmisji na żywo w internecie
– wobec mężczyzny zastosowano dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju


Od transmisji na żywo do sądu

W piątkowy wieczór 31 października patrol gdyńskiej drogówki zatrzymał samochód prowadzący przez mężczyznę, który w sieci występuje jako „Nazar”. Alkotest nie wykazał obecności alkoholu, lecz zachowanie kierowcy wzbudziło podejrzenia funkcjonariuszy. Test narkotykowy wskazał obecność substancji psychoaktywnych, dlatego pobrano krew do dalszych badań.

Podczas interwencji mężczyzna prowadził transmisję na żywo w mediach społecznościowych. Na nagraniu słychać jego emocjonalne wypowiedzi, które policja określa jako obraźliwe wobec obywateli Ukrainy i funkcjonariuszy. Sam „Nazar” utrzymuje, że interwencja była prowokacją, a test przeprowadzono w sposób niezgodny z procedurami.

Zabezpieczony materiał stał się podstawą do postawienia sześciu zarzutów. Policja informuje, że chodzi o nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym i wyznaniowym, propagowanie symboli poparcia dla rosyjskiej agresji na Ukrainę, stosowanie gróźb karalnych i naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych.

Czytaj więcej: Burza po zatrzymaniu „Nazara”. Internauci mówią o prowokacji

Sąd wybiera środek wolnościowy

W poniedziałek Sąd Rejonowy w Gdyni odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowy areszt, uznając, że dozór policyjny będzie wystarczającym środkiem. Oznacza to, że „Nazar” pozostaje na wolności, lecz jest zobowiązany do regularnego stawiennictwa w komisariacie.

Prokuratura nie wyklucza odwołania od tej decyzji. Rzecznik gdańskiej prokuratury poinformował, że sąd nie uznał ryzyka matactwa ani ucieczki za wystarczające do zastosowania izolacji.

Decyzja ta pokazuje, że nawet w sprawach budzących duże emocje sądy zachowują niezależność, a środki przymusu nie mogą zastępować procesu dowodowego. Jednak dla wielu obserwatorów to również sygnał, że władze coraz częściej wykorzystują aparat państwa wobec osób o poglądach niezgodnych z dominującym przekazem.

Granice wolności słowa

Wokół sprawy „Nazara” powraca pytanie o granice wolności słowa. Czy każde ostre wystąpienie w sieci można uznać za mowę nienawiści? Czy wyrażanie sprzeciwu wobec działań innych państw to już propagowanie przemocy? To pytania, które w ostatnich latach coraz częściej pojawiają się w debacie publicznej.

Policja podkreśla, że działanie było uzasadnione, a zarzuty mają oparcie w zebranym materiale. Internauci natomiast zwracają uwagę na sposób przeprowadzenia interwencji i fakt, że test narkotykowy nie odbył się w obecności świadka. W komentarzach pojawiają się też głosy o „podwójnych standardach” – że wobec jednych państwo reaguje błyskawicznie, a wobec innych milczy.

Z punktu widzenia obywatela kluczowe jest, by aparat państwa nie stał się narzędziem do uciszania niewygodnych głosów. W przeciwnym razie każda emocjonalna wypowiedź może zostać uznana za przestępstwo, a każda transmisja – za dowód winy.

Państwo coraz częściej wkracza w przestrzeń sieci

To nie pierwszy przypadek, gdy policja reaguje na wypowiedzi w internecie. W ostatnich latach liczba postępowań dotyczących tzw. mowy nienawiści znacząco wzrosła. W praktyce jednak wiele z nich kończy się umorzeniem, bo granica między dopuszczalną opinią a przestępstwem jest niezwykle cienka.

Zastosowanie dozoru policyjnego wobec „Nazara” pokazuje, że sąd dostrzega konieczność proporcjonalnego podejścia. Państwo może reagować, ale nie może działać jak cenzor. Zatrzymanie czy areszt w przypadku wypowiedzi powinny być ostatecznością – szczególnie w sytuacji, gdy materiał dowodowy opiera się głównie na nagraniach z internetu.

To, co dla jednych jest walką z nienawiścią, dla innych wygląda jak ograniczanie wolności poglądów. W coraz bardziej spolaryzowanym społeczeństwie granice te stają się płynne, a decyzje organów ścigania budzą coraz większe emocje.

Zobacz też: Senat potępia Grzegorza Brauna za słowa o Auschwitz

PAP/mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.