Czerwona Kartka kontra radni PO w Gdyni. Spór o Piaska (FOTO: gdynia.pl/FB)

Czerwona Kartka kontra radni PO w Gdyni. Afera o Piaska

Wszystko zaczęło się od jednej rolki. Kilka słów, trochę ironii, satyryczny komentarz. I nagle – wezwanie z kancelarii prawnej, groźby paragrafów, żądanie przeprosin. Gdyńska Czerwona Kartka – lokalny, opozycyjny fanpage, znany z ostrych komentarzy wobec władz miasta – znalazła się w środku konfliktu, którego osią jest koncert Andrzeja Piasecznego, jego przeszłość i sposób, w jaki miasto świętuje swoje stulecie.

Trzy szybkie fakty:

  • radni PO chcą przeprosin za wpis, w którym padło nazwisko Piasek i nazwiska lokalnych polityków;
  • spór dotyczy satyrycznego komentarza do występu artysty, który wcześniej krzyczał „Jebać PiS”;
  • „Czerwona Kartka” odpowiada: cenzura, przesada, nie było żadnych oszczerstw.

Gdyńska setka i miliony z budżetu

Jubileusz 100-lecia Gdyni miał być świętem mieszkańców. Ale wybór gwiazdy wieczoru – Andrzeja Piasecznego – wzbudził kontrowersje. Wszystko za sprawą wideo sprzed kilku lat, w którym Piasek, w towarzystwie m.in. Nergala, skandował hasło „Jebać PiS”. Nagranie obiegło kraj, wywołało burzę i trwale przykleiło do wokalisty łatkę „zaangażowanego politycznie”.

I właśnie o to chodziło „Czerwonej Kartce”. Fanpage opublikował nagranie satyryczne – przedstawiające nie polityków, lecz przypadkową grupę biesiadników – z komentarzem sugerującym, że za decyzją o „grubych milionach” na „chałturę” z Piaskiem stoją konkretni miejscy decydenci.

W poście padły nazwiska: Larysa Kramin, Agnieszka Tokarska, Tadeusz Szemiot, Dominik Aziewicz, Mariusz Bzdęga. Wszystko w ironicznej formie:

Siedzi sobie taka Larysa Kramin (…) i myślą komu by tu zapłacić grube miliony za zaśpiewanie jakiejś chałtury zwaną dla niepoznaki stuleciem.

Pismo z paragrafem i podpisem

Odpowiedź była natychmiastowa. Kancelaria prawna KWZZ, w imieniu wymienionych osób – radnych i urzędników związanych z Platformą Obywatelską – przesłała wezwanie do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych. Przesłała wezwanie z konta pod nazwą… „Kali Jeść”.

Co zawiera?

  1. żądanie natychmiastowego usunięcia wpisu;
  2. zobowiązanie do niepowtarzania podobnych sugestii w przyszłości;
  3. publikację przeprosin o dokładnie określonej treści – widocznych przez 14 dni;
  4. groźbę pozwu cywilnego i ewentualnego postępowania karnego;
  5. wezwanie do zadośćuczynienia finansowego na cel społeczny.

Treść wezwania jest surowa: wpis nazwano „insynuacyjnym, deprecjonującym, ośmieszającym”, a zawarte w nim sugestie określono jako nieprawdziwe. Kancelaria podkreśla, że żadna z wymienionych osób nie występuje w nagraniu i nie ma z nim żadnego związku.

Czerwona Kartka: „Żaden Kali nie zamknie nam ust”

Administratorzy profilu nie pozostali dłużni. Opublikowali pełną emocji odpowiedź – szyderczą, ostrą, ale także rzeczową.

Po pierwsze: podkreślają, że wpis został usunięty. „Dla świętego spokoju”.

Po drugie: zapowiadają przeprosiny – ale „lekko zmodyfikowane”.

Po trzecie – i najważniejsze – twierdzą, że cały wpis miał charakter satyryczny, nie sugerował realnego udziału wskazanych osób w żadnym nagraniu ani zdarzeniu. Wręcz przeciwnie – w dalszej części posta wyraźnie napisali, że żadna z wymienionych osób nie była obecna na materiale wideo.

I jeszcze jedno: zdaniem administratorów, nazwy i nazwiska użyto jako symboli – nie jako precyzyjnych identyfikatorów.

Aziewiczów w Gdyni jest dwóch, Bzdęga jest z Mazowsza, Szemiot z Opolszczyzny – udowodnijcie, że to o was chodziło – odpowiadają z humorem.

Czy wolno jeszcze żartować z władzy?

Spór w Gdyni to coś więcej niż lokalna potyczka o jeden post. To przykład realnego konfliktu między prawem do krytyki, a prawem do ochrony dobrego imienia.

Z jednej strony – mamy satyryczny profil, który od lat punktuje absurdy miejskich decyzji. Z drugiej – radnych i urzędników, którzy twierdzą, że zostali zniesławieni i ich nazwiska zostały bezprawnie użyte.

W tle są duże pieniądze – czyli budżet publiczny – i bardzo konkretne pytanie: czy miasta mogą finansować występy artystów, którzy wcześniej w wulgarny sposób komentowali scenę polityczną? Czy mieszkańcy nie mają prawa tego krytykować – nawet w formie prześmiewczej?

Efekt mrożący. Na co pozwala art. 212?

W piśmie kancelaria odwołuje się m.in. do art. 212 kodeksu karnego, który przewiduje odpowiedzialność za zniesławienie – nawet do roku ograniczenia wolności. To jeden z najbardziej kontrowersyjnych przepisów w polskim prawie – wielokrotnie krytykowany przez organizacje broniące wolności słowa.

Korzystają z niego głównie politycy i urzędnicy – przeciw dziennikarzom, blogerom, satyrykom. Krytycy mówią wprost: to narzędzie tłumienia krytyki.

„Czerwona Kartka” nie pierwszy raz żartuje z miejskich władz. Ale pierwszy raz spotyka się z tak oficjalną i ostrą reakcją.

Czytaj więcej: Trump oskarża BBC o manipulację. W tle rekordowy pozew

Trudno nie zauważyć, że cała sprawa nabrała politycznego smaku. Po jednej stronie mamy działaczy Platformy Obywatelskiej, po drugiej – fanpage, który regularnie punktuje ich działania. Pośrodku – mieszkańcy. Tacy, którzy chcą wiedzieć, ile kosztował występ Piaska, kto go zatwierdził i dlaczego.

I co z tą wolnością słowa?

W demokracji to nie popularność artysty powinna decydować, czy można go krytykować, lecz przejrzystość decyzji finansowych. Kiedy ktoś, kto publicznie krzyczy „Jebać PiS”, dostaje miejskie pieniądze – musi się liczyć z reakcją. A gdy reakcją jest satyra? Pozew nie może być pierwszym odruchem.

Jeśli prawnicy zamiast tłumaczyć mieszkańcom decyzje budżetowe zaczynają grozić – przegrywa nie tylko fanpage. Przegrywa zaufanie społeczne.

Zobacz też: 12-letnia dziennikarka Sara Małecka-Trzaskoś kontra szkoła. Pozew na 50 osób

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.