W Sopocie narasta sprzeciw wobec planów ustawienia pomnika Paula Puchmüllera przed urzędem miasta. Właśnie w miejscu, gdzie ma stanąć pomnik w sobotę 29 listopada o godzinie 12 odbędzie się pikieta. Protestujący wskazują na rolę Puchmüllera w administracji zaborczej i germanizacji regionu. Władze miasta podkreślają jego dorobek architektoniczny. Spór narasta, a kluczowa decyzja ma zapaść w najbliższych tygodniach.
Mieszkańcy Sopotu mówią dziś jednym coraz głośniejszym głosem. Pod urzędem miasta ma stanąć figura niemieckiego urzędnika z czasów zaborów. Wielu odbiera tę decyzję jako próbę zastąpienia lokalnej pamięci narracją z zewnątrz. I właśnie dlatego temat rozpala emocje daleko mocniej, niż mogłoby się wydawać. Dla wielu to nie dyskusja o pomniku, lecz o tym, kto ma prawo kształtować przestrzeń publiczną.
Dlaczego protest narasta
Decyzja o ustawieniu przed urzędem miasta figury Paula Puchmüllera wywołała sprzeciw części mieszkańców. W centrum dyskusji znalazł się urzędnik związany z okresem, gdy Sopot znajdował się pod niemiecką administracją. Według organizatorów sprzeciwu pamięć o czasach zaborów jest wciąż żywa, a monument ma stanąć w miejscu symbolicznym. To właśnie tam rozstrzyga się, jaką historię pokazuje się gościom wjeżdżającym do miasta.
Podnoszono argument, że wybór osoby kojarzonej z germanizacją Sopotu w latach tysiąc dziewięćset jeden – tysiąc dziewięćset dwadzieścia budzi zrozumiały opór. Wskazywano także na skalę monumentu. Figura mierzy pięć i pół metra, a jej koszt wyniósł trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych. Sam pomnik czeka już w magazynie, co oznacza, że decyzja o jego ustawieniu może zostać zrealizowana w każdej chwili.
Czy działalność architekta powinna decydować o miejscu pomnika
Zwolennicy monumentu wskazują na dorobek Puchmüllera jako architekta, odpowiedzialnego za kilka ważnych realizacji w Sopocie. Władze miasta argumentują, że projekty takie jak łazienki południowe czy budynek ratusza wciąż pełnią funkcje użytkowe i tworzą charakter miasta. Padają głosy, że architektura ma prawo bronić się sama, niezależnie od kontekstu historycznego.
Jednak protestujący podkreślają, że przestrzeń publiczna nie jest neutralna. Przypominają, że przez ponad pięćdziesiąt lat w Sopocie dominowała administracja niemiecka. Ustawienie przed urzędem miasta monumentu urzędnika z tamtego czasu uznają za gest nieuwzględniający wrażliwości mieszkańców.
Czytaj więcej: Noc w Grand Hotelu jako nagroda za frekwencję – wyborczy cyrk
Dlaczego decyzja powinna zapaść przy udziale mieszkańców
Wśród organizatorów protestu rośnie przekonanie, że debata nie dotyczy wyłącznie postaci Puchmüllera. Chodzi o prawo mieszkańców do współdecydowania o symbolach stojących w najbardziej reprezentacyjnych punktach Sopotu. Pojawia się pytanie, czy monument tak mocno związany z epoką zaborów powinien stać w miejscu odbieranym jako centrum lokalnej tożsamości.
Najważniejsza informacja pojawia się jednak na końcu. Pomnik jest gotowy, opłacony i czeka wyłącznie na ustawienie. Według protestujących to ostatni moment, aby powstrzymać decyzję władz miasta, zanim figura stanie na stałe w przestrzeni publicznej.
Zobacz też: Nagranie z marszu przeciw migrantom w Sopocie hitem sieci






