Wiceprezydent Gdańska Piotr Borawski pochwalił się wynikiem „ponad 50 tysięcy rowerzystów” na nowej trasie na Chełm, określając ją jako „hitem”. Jednak mieszkańcy natychmiast zareagowali w komentarzach, wskazując, że dane są mylące, a sama trasa świeci pustkami. Najczęściej korzystają z niej kurierzy, a przejazdy są mylnie liczone jako osobne wizyty rowerzystów. Zarzuty o manipulację danymi i ignorowanie potrzeb kierowców dominują pod oficjalnym wpisem wiceprezydenta.
50 tysięcy? Mieszkańcy: „To nie rowerzyści, to przejazdy kurierów”
„Droga rowerowa, z której nikt nie będzie korzystał” – tak ironicznie skomentował wiceprezydent Gdańska Piotr Borawski, publikując wpis, w którym chwali się wynikiem „ponad 50 tysięcy rowerzystów” jesienią na trasie rowerowej na Chełm. Dane mają pochodzić z liczników umieszczonych przy nowo oddanej drodze rowerowej wzdłuż Alei Armii Krajowej.
Problem w tym, że liczba ta nie oznacza 50 tysięcy różnych osób. Jak zauważyli mieszkańcy w komentarzach – chodzi o przejazdy, nie rowerzystów. Pan Bartłomiej wprost pisze:
50 tysięcy rowerzystów???? Czyli ponad 10 proc. Gdańszczan? Czy to może lekkie niedomówienie i chodzi o 50 000 przejazdów?
Komentujący wskazują, że taka statystyka nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością – to raczej suma powtarzających się kursów tych samych użytkowników, głównie dostawców jedzenia i kurierów.
Komentarze ujawniają zupełnie inny obraz
Wpis Borawskiego miał pokazać sukces infrastrukturalny, ale dla wielu mieszkańców stał się przykładem oderwania urzędniczej narracji od realiów miasta. Michał pyta wprost:
Ile procent to dostawy jedzenia? Bo w większości tylko ich tam widać.
Inni dodają, że aby zobaczyć tam rowerzystę, „trzeba mieć szczęście”.
Wśród komentujących nie brakuje osób, które same poruszają się na rowerze – i właśnie dlatego krytykują dane prezentowane przez magistrat. Krzysztof pisze:
Sam dużo jeżdżę na rowerze i każdy nowy odcinek przyjmuję z radością, jednak tam naprawdę jest mały ruch.
Pojawiają się też pytania o rzetelność samych liczników. Michał zauważa, że „jak jadę do pracy i wracam, to są dwa przejazdy, a nie dwóch rowerzystów”. Mieszkańcy chcą wiedzieć, kto i jak to liczy oraz ile kosztuje utrzymanie drogi w sezonie zimowym. Padają także pytania o odśnieżanie i realne wykorzystanie drogi poza sezonem letnim.
Ruch samochodowy kontra rowerowy – konflikt narasta
Część komentujących zwraca uwagę, że choć trasa rowerowa jest wykorzystywana, to nie rozwiązuje ona żadnego kluczowego problemu komunikacyjnego. Mariusz pyta: „
Jak ta liczba ma się do liczby osób w samochodach i komunikacji miejskiej na tym odcinku?.
Kamil wskazuje, że na końcu tej trasy – przy węźle Unii Europejskiej – codziennie przejeżdża ponad 100 tysięcy pojazdów.
To pokazuje skalę dysproporcji: kilkadziesiąt tysięcy przejazdów rowerowych przez cały sezon kontra kilkaset tysięcy samochodów tygodniowo. A mimo to – jak zauważają mieszkańcy – priorytety inwestycyjne miasta koncentrują się właśnie na rowerach.
Zaklinanie rzeczywistości?
Wielu użytkowników Facebooka nie przebiera w słowach, nazywając działania magistratu „manipulacją” i „zaklinaniem rzeczywistości”. Padają pytania o koszt odśnieżania trasy, o faktyczne wykorzystanie inwestycji w porównaniu do potrzeb kierowców oraz o przyszłość innych – bardziej palących – projektów drogowych w Gdańsku.
Monika G-ka podsumowuje:
Zwykle jadąc autem na ścieżce widzę pustki. Owszem, rowerzyści tamtędy jeżdżą, ale odpowiednio szeroki pas ruchu dla samochodów jest tam bardziej potrzebny.
To zdanie oddaje główny ton dyskusji: mieszkańcy nie negują potrzeby rozwoju infrastruktury rowerowej, ale oczekują proporcji i rozsądku w planowaniu miejskim.
mn






