W Gdańsku odbyła się narada mieszkańców Olszynki i właścicieli gruntów. Do budynku Szkoły Podstawowej nr 59 przyszło około 30 osób. Rozmowa dotyczyła planowanych zmian w zagospodarowaniu przestrzennym oraz skutków wprowadzenia planu ogólnego. Uczestnicy mówili o blokadzie zabudowy, spadku wartości działek i ryzyku utraty dorobku życia. Spotkanie miało charakter alarmowy i ujawniło skalę niepokoju wśród mieszkańców.
Historia tematu
-
Narada mieszkańców Olszynki. Gdańsk odpowiada na postulaty
Opublikowano: 24 sty 2026, 09:00
Nie było to rutynowe zebranie osiedlowe. Atmosfera od początku była napięta. Ludzie przyszli z mapami, notatkami i pytaniami. Wielu mówiło, że dowiedzieli się o konsekwencjach planowanych zmian zbyt późno.
Jeżeli to wejdzie i my się za to nie weźmiemy, nic nie będziemy mieć. Kompletnie nic – padło na sali.
Te słowa ustawiły ton spotkania. Dla zebranych nie była to debata teoretyczna. Chodziło o ziemię, która miała zabezpieczać przyszłość rodzin.
Miejsce i skala spotkania – narada mieszkańców Olszynki
Narada odbyła się w dzielnicy Olszynka, w budynku Szkoły Podstawowej nr 59. Przyszło około 30 osób. W większości byli to właściciele gruntów położonych w rejonach objętych nowymi zapisami planistycznymi. Byli też mieszkańcy, którzy obawiają się zmian w charakterze dzielnicy. Spotkanie miało formę otwartej dyskusji. Nie było oficjalnych wystąpień. Głos zabierano spontanicznie, często przerywając sobie nawzajem.
Początkowo skupiono się na przypomnieniu dotychczasowych działań. Mieszkańcy mówili o składanych petycjach i wnioskach.
Myśmy się podpisywali, wysyłaliśmy wnioski, prosiliśmy o mieszkaniówkę albo usługi – relacjonowała jedna z kobiet. Po chwili dodała: Nasz pomysł nie został przyjęty, wręcz odrzucony.
To zdanie wracało w różnych wariantach przez całe spotkanie.
Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę
Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.
Spór o możliwość zabudowy
Najwięcej emocji wywołał temat dopuszczeń do zabudowy. Uczestnicy mówili o wąskich pasach przy drogach, w których teoretycznie coś wolno postawić. Padały liczby 50 i 100 metrów. Reszta działek, określana jako „środek” lub „tyły”, pozostaje bez realnych możliwości zagospodarowania. Chodzi głównie o nieruchomości przy ulicach: Zawodzie, Modrej i Łanowej.
Dyskusja szybko zeszła na konkret. Czy w tych pasach wolno budować domy. Czy to tylko zabudowa zagrodowa. Czy w ogóle mówimy o normalnej funkcji mieszkaniowej. Padały pytania bez jednoznacznych odpowiedzi. Jedna z kobiet stwierdziła:
Na dzień dzisiejszy nie ma mowy o normalnej mieszkaniówce.
To wywołało kolejną falę komentarzy. Mieszkańcy zwracali uwagę, że wiele działek ma status rolny. Ich zdaniem to formalność, która dziś nie odpowiada rzeczywistości.
Nie ma szans utrzymać się z rolnictwa na kilku hektarach – mówiono.
Wskazywano, że ziemia, która nie daje dochodu i nie może być zabudowana, staje się ciężarem.
Mapy i kolory jako źródło lęku
Podczas spotkania wielokrotnie przywoływano mapy planistyczne planu ogólnego – fragment prezentujemy poniżej. Uczestnicy porównywali oznaczenia, dopytywali o kolory i symbole. Szczególne emocje budziły obszary oznaczone jako wyłączone z zabudowy.
To, co jest na żółto, ma zakaz jakiejkolwiek zabudowy. Jakiejkolwiek – mówiła jedna z uczestniczek, pokazując mapę innym. Dodała: „Nawet siedliska”.
Dla wielu obecnych to był moment uświadomienia skali problemu. Padały głosy, że wcześniej nikt im tego wprost nie wyjaśnił. Ktoś powiedział, że na jego mapie działka znalazła się w strefie określanej jako „za daleko od infrastruktury”. Inny dopytywał, co to dokładnie oznacza w praktyce. Odpowiedzi nie uspokajały.

Wartość ziemi pod znakiem zapytania
Jednym z głównych wątków była ekonomia. Mieszkańcy mówili wprost o spadku wartości gruntów.
Nawet nie będziemy mogli sprzedać tej ziemi inwestycyjnie, bo nikt jej nie będzie chciał – padło z sali.
Argument ten wracał szczególnie często w wypowiedziach osób starszych. Mówili o niskich emeryturach i braku alternatywnych źródeł dochodu.
Wskazywano, że ziemia miała być zabezpieczeniem na przyszłość. Teraz, w świetle nowych zapisów, to zabezpieczenie znika. W tle pojawiało się pytanie, czy miasto bierze pod uwagę skutki społeczne takich decyzji.
Czytaj więcej: Są wyniki konsultacji ws. Parku Kulturowego w Gdańsku. Nasza analiza
Relacja z miastem i brak zaufania
W trakcie spotkania pojawił się temat relacji z władzami miasta. Jedna z uczestniczek mówiła:
Miasto nie pójdzie na to, że my czegoś chcemy, nie oferując czegoś w zamian.
Tłumaczyła, że w grę wchodzą koszty infrastruktury i podatki. Część obecnych reagowała na to oburzeniem. Inni przyjmowali to jako fakt, z którym trzeba się zmierzyć.
Padły też głosy krytyczne wobec dotychczasowych działań rady dzielnicy. Niektórzy mówili o braku skuteczności i zbyt miękkiej postawie. Inni bronili radnych, wskazując na ograniczenia proceduralne. Spór ten pokazał, że mieszkańcy są podzieleni co do strategii działania, ale zgodni co do jednego: obecny kierunek zmian budzi sprzeciw.
Po spotkaniu portal wbijamszpile.pl skierował szczegółowe pytania do władz Gdańska – pytamy o to, co dalej w sprawie działek tak wielu mieszkańców gdańskiej Olszynki. Jak tylko dostaniemy odpowiedzi, opublikujemy osobny artykuł.
Czym jest plan ogólny w praktyce
W trakcie narady kilkukrotnie tłumaczono, czym jest plan ogólny. Wyjaśniano, że to dokument obejmujący całą gminę, który wyznacza strefy i kierunki rozwoju. Nie daje on pozwolenia na budowę, ale stanowi podstawę dla wszystkich późniejszych planów miejscowych. Jeśli teren zostanie w nim zapisany jako rolny, zielony lub ochronny, późniejsze zmiany są bardzo trudne.
Dla mieszkańców kluczowe było jedno zdanie: plan ogólny może „zamrozić” teren na lata. Właśnie dlatego tak ważny jest moment jego uchwalania.
Jak to wejdzie, to już nic nie zrobimy – mówiła jedna z kobiet. Inni dodawali, że później urząd zawsze będzie się na ten dokument powoływał.
Pod koniec spotkania rozmowa zeszła na terminy. Wskazywano, że formalna możliwość składania uwag pojawi się w lutym. Jedna z osób podkreśliła, że teraz nie ma sensu pisać, bo to nie będzie wzięte pod uwagę. Inna ripostowała, że bez wcześniejszego nacisku nic się nie zmieni.
Mimo różnic w podejściu wszyscy zgadzali się co do jednego. Luty może być ostatnim momentem, by wpłynąć na zapisy dokumentu.
Musimy się dogadać, czego chcemy – padło na zakończenie. Chwilę później ktoś dodał zdanie, które wybrzmiało najmocniej: Inaczej zostaniemy z funtem kłaków w ręku.
To zdanie zostało w sali na dłużej. Bez komentarzy. Bez polemiki. Jako podsumowanie powagi sytuacji.
Zobacz też: Mandaty za brak odśnieżania w Gdańsku – ile i gdzie nałożono

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.





