Młodzież w Gdańska wjechała na zamarzniętą Motławę rowerem miejskimi MEVO. Choć pokrywa lodu jest gruba, zachowanie budzi pytania nie tylko o bezpieczeństwo, ale przede wszystkim o szacunek do wspólnego mienia.
Rower miejski to nie środek do wygłupów
Nagranie z Gdańska, które w mediach społecznościowych opublikował Dominik Parzyszek pokazuje młodzież jeżdżącą po zamarzniętej Motławie rowerami MEVO. Nie chodzi już tylko o ryzyko – chodzi o traktowanie wspólnego dobra. Rower miejski to własność publiczna, utrzymywana z pieniędzy podatników. Kiedy ktoś zamienia go w sprzęt do ślizgów po lodzie i się przewraca, należy zadać pytanie w jakim celu i gdzie są służby.
Taki brak poszanowania mienia nie powinien być usprawiedliwiany młodym wiekiem. To, co na nagraniu wygląda jak zabawa, realnie może skończyć się zniszczeniem sprzętu lub koniecznością kosztownych napraw. A za te płacimy wszyscy.
Czytaj więcej: Mevo zimą wygląda, „jak porzucony złom”. OMGSS: mamy wzrost wypożyczeń
Lód gruby, ale to nie powód do brawury
Motława faktycznie zamarzła solidnie – pokrywa lodu sięga nawet 30 centymetrów. Nie oznacza to jednak, że lód jest bezpieczną drogą. To nie infrastruktura, tylko naturalna tafla wody, która zawsze niesie ryzyko pęknięcia.
Ale nawet jeśli nic się nie stanie rowerzystom, samo wjeżdżanie tam sprzętem publicznym pokazuje kompletny brak odpowiedzialności.
Nasuwa się też pytanie – czy ktoś to widział? Monitoring miejski powinien rejestrować takie sytuacje. Jeśli zarejestrował – czy będzie reakcja? Jeśli nie – po co w ogóle działa?
Zobacz też: MEVO w tarapatach? Zamiast kar umowa na więcej rowerów
mn






