Zapracowany urzędnik z Pruszcza Gdańskiego. Jego kalendarz nie ma granic (FOTO: Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego/canva)

Zapracowany urzędnik z Pruszcza Gdańskiego. Jego kalendarz nie ma granic

Zestawienie publicznych materiałów rodzi pytania. Dokumenty pokazują jedno, zdjęcia drugie, a kalendarz wydaje się napięty do granic możliwości. Sprawa dotyczy Bartosza Gondka, który pełni kilka funkcji naraz i przekonuje, że wszystko da się pogodzić. Jednak gdy zestawić liczby z godzinami i miejscami, pojawia się pytanie, którego nie da się zbyć machnięciem ręki. Czy naprawdę można być w dwóch miastach o tej samej porze i jeszcze mówić o pełnej dyspozycyjności?

Dwa etaty i jeden kalendarz

Z dokumentów, które dostarczyli nam czytelnicy, wynika, że Bartosz Gondek jest dyrektorem Instytutu Strat Wojennych w Warszawie w pełnym wymiarze etatu. Jednocześnie pełni funkcję kierownika referatu w Urzędzie Miasta w Pruszczu Gdańskim w wymiarze 4/5 etatu. Do tego dochodzi rola rzecznika burmistrza oraz aktywność publicystyczna. To nie są funkcje honorowe ani symboliczne.

Grafiki pracy urzędu w Pruszczu Gdańskim pokazują konkretne liczby. Styczeń – 128 godzin. Luty – 128 godzin. Marzec – około 140 godzin. Najczęściej od 7:30 do 15:30. Bywały dni do 19:30 albo 20:00. Zdarzały się zmiany trwające 10–12 godzin.

Instytut w Warszawie informuje z kolei, że dyrektor pełni funkcję w pełnym wymiarze etatu. Czas pracy ma charakter nienormowany. Sama instytucja działa w godzinach 8:00–16:00.

Prosty rachunek daje około 130 godzin miesięcznie w Pruszczu i około 160 godzin w Warszawie. To razem około 290 godzin miesięcznie. Oznacza to ponad 14 godzin pracy dziennie. Bez dojazdów. Bez codziennej logistyki. Bez zwykłego ludzkiego zmęczenia.

A przecież między Pruszczem a Warszawą jest około 3,5–4 godziny jazdy w jedną stronę.

14 lutego i ta sama godzina

Moment kluczowy to 14 lutego 2026 roku. Z grafiku urzędu w Pruszczu wynika, że tego dnia praca była zaplanowana od 12:00 do 16:30. Z oficjalnych materiałów Instytutu Strat Wojennych wynika, że o 12:00 w Warszawie rozpoczął się przemarsz państwowych uroczystości. W wydarzeniu uczestniczył dyrektor Bartosz Gondek. Jego obecność została udokumentowana na publicznych zdjęciach opublikowanych przez sam instytut.

Czy to naprawdę przypadek?

W rozmowie z portalem wbijamszpile.pl Bartosz Gondek stanowczo odrzuca zarzuty o nieprawidłowości. Podkreśla, że funkcjonuje w trybie mieszanym, zadaniowym, który pozwala elastycznie organizować obowiązki.

Mam mianowanie, to jest nielimitowany czas pracy w trybie mieszanym, zadaniowym. Część obowiązków wykonuję w Warszawie, część w Pruszczu. To nie jest sztywny system od do. Jeżeli ktoś patrzy tylko na tabelkę z godzinami i nie rozumie specyfiki tej pracy, to może dojść do błędnych wniosków.

W sprawie 14 lutego twierdzi, że grafiki nie uwzględniały urlopu.

To był urlop na żądanie. Każdy pracownik ma prawo do kilku dni takiego urlopu w roku. Informacja jest w urzędzie. Jeśli ktoś zestawia grafik z wydarzeniem w Warszawie, a nie sprawdza urlopu, to buduje fałszywy obraz. To jest element manipulacji.

14 lutego Bartosz Gondek pojawił się w Warszawie (FOTO: Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego)

Tryb mieszany i praca po 14 godzin

Gondek przekonuje, że łączenie funkcji nie wpływa na jakość wykonywanych obowiązków. Wskazuje na nienormowany charakter pracy dyrektora i zadaniowy system rozliczania.

To nie jest praca przy taśmie. Efekty są mierzalne poprzez działania instytucji. Pracuję często po 14 godzin dziennie. Tego nauczyły mnie media i wcześniejsze doświadczenia. Jeśli ktoś uważa, że to niemożliwe, to znaczy, że nie zna realiów tej pracy.

Zwraca uwagę, że część obowiązków można wykonywać zdalnie. Podkreśla, że obecność w jednym miejscu nie wyklucza realizacji zadań dla drugiej instytucji, jeśli system jest zadaniowy.

Jednak nawet przy elastycznym trybie pozostaje kwestia fizycznej obecności. Przemarsz w Warszawie był wydarzeniem publicznym. Udział w nim miał charakter oficjalny. W tym samym czasie grafik w Pruszczu Gdańskim wskazywał zaplanowaną pracę.

Jeżeli rzeczywiście był to urlop na żądanie, sprawa formalnie może wyglądać inaczej. Problem w tym, że w przestrzeni publicznej funkcjonowały grafiki bez tej informacji. A mieszkańcy widzą to, co jest dostępne.

Wątek współpracy z mediami

W rozmowie pojawił się także temat Północnej TV, którą kieruje żona Bartosza Gondka. Pojawiły się pytania o współpracę finansową z urzędem w Pruszczu Gdańskim.

Gondek odpowiada jednoznacznie:

Urząd współpracuje z moją żoną jako podmiotem zewnętrznym. Ja tego nie podpisuję i nie podejmuję w tej sprawie decyzji. To są decyzje burmistrza. Nie podpisuję dokumentów dotyczących własnej rodziny. Próba łączenia tego ze mną jako konfliktem interesów to manipulacja.

Podkreśla, że już wcześniej deklarował chęć rezygnacji z funkcji rzecznika, lecz burmistrz podjął decyzję o dalszym pełnieniu obowiązków.

To nie są moje decyzje personalne. Jeżeli ktoś próbuje budować narrację, że sam sobie coś przyznaję czy zatwierdzam, to jest to nieprawda.

Dokumenty kontra wyjaśnienia

Mamy więc dwie płaszczyzny. Z jednej strony liczby. 290 godzin miesięcznie. Dwa miasta oddalone o kilkaset kilometrów. Oficjalne grafiki. Zdjęcia z wydarzenia państwowego. Z drugiej strony wyjaśnienia o trybie mieszanym, nienormowanym czasie pracy i urlopie na żądanie.

Spór dotyczy nie tylko jednej osoby. Dotyczy standardu przejrzystości. Czy dokumenty publikowane przez instytucje publiczne odzwierciedlają faktyczny czas wykonywania obowiązków? Czy mieszkaniec ma pełną informację? I czy przy tylu rolach naraz system organizacyjny zapewnia pełną przejrzystość wykonywania obowiązków?

Warto zauważyć, że sam Gondek zapowiada możliwość drogi sądowej wobec tych, którzy jego zdaniem mijają się z prawdą. Emocje w tej sprawie są wyraźne. Padają słowa o manipulacji i hejcie. To pokazuje, że temat nie jest błahy dla Gondka.

Jednak na końcu zostaje proste doświadczenie zwykłego człowieka. Każdy, kto choć raz próbował pogodzić dwa etaty, wie, jak wygląda kalendarz bez wolnej chwili. Tutaj mówimy o funkcjach publicznych, odpowiedzialności i reprezentowaniu instytucji państwowej.

Kalendarz można planować elastycznie. Kluczowe jest jednak, by dokumenty i rzeczywisty przebieg obowiązków były spójne. Można pracować ponad normę. Można brać urlop na żądanie. Ale gdy liczby, godziny i miejsca zaczynają się ze sobą rozmijać, potrzebne jest jasne, precyzyjne wyjaśnienie. Bez niedomówień. Bez półcieni.

Zobacz też: Pruszcz Gdański zmienia herb. Sprawa wywołuje wzburzenie

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.