Miało być zielono, a może tam stanąć ogromna przemysłowa instalacja. Teren dawnego Jeziora Zaspa, wskazywany jako kluczowy do zazielenienia, w projekcie Planu Ogólnego dopuszcza przeznaczenie na elektrownię słoneczną. Mieszkańcy mówią wprost: to sprzeczne z miejskimi dokumentami. Czasu jest mało, bo plan musi zostać uchwalony do końca czerwca 2026. Czy miasto zmieni kurs w ostatniej chwili?
Sprawa dotyczy Strefy Otwartej 38SO na Letnicy. To obszar dawnego Jeziora Zaspa. W miejskich opracowaniach teren był wskazywany jako jeden z najbardziej deficytowych pod względem zieleni w całym Gdańsku.
Jezioro na Zaspie jest nie do ruszenia inwestycyjnie
Dzisiaj teren to inwestycyjna pustynia. Dlaczego?
Po pierwsze – formalnie to wciąż teren przemysłowy. Po 1970 roku jezioro stało się składowiskiem odpadów paleniskowych. Zdeponowano tam ponad 2 mln ton mieszaniny popiołów i żużli. W dokumentach planistycznych obszar przez lata funkcjonował jako składowisko, a nie teren mieszkaniowy czy rekreacyjny. To automatycznie blokowało klasyczną urbanizację.
Po drugie – kwestia geotechniczna. Pod cienką warstwą ziemi leży ogromna masa odpadów przemysłowych. Taki grunt jest trudny inwestycyjnie. Wymagałby kosztownego wzmocnienia, badań, zabezpieczeń. To nie jest stabilny, naturalny teren budowlany. Każda większa zabudowa oznaczałaby ogromne nakłady finansowe i ryzyko techniczne.
Po trzecie – własność i odpowiedzialność. Teren należy do spółki energetycznej Skarbu Państwa, a nie bezpośrednio do miasta. Ewentualna zmiana funkcji wymagałaby porozumienia, decyzji środowiskowych i pieniędzy. Próba przetworzenia popiołów i przywrócenia jeziora kilka lat temu upadła między innymi z powodu protestów i braku zgody. Bez wspólnej decyzji miasta i właściciela nic się tam nie wydarzy. Stąd utrzymywanie tego jako teren zielony jest najbardziej właściwym kierunkiem.

To nie jest normalna część miasta
W efekcie powstała sytuacja zawieszenia. Teren nie jest już czynnym jeziorem, ale nie stał się też normalną częścią miasta. To typowy przykład powojennej przestrzeni „pomiędzy” – ani w pełni przemysłowej, ani w pełni miejskiej. I dlatego do dziś pozostaje ogromną, ogrodzoną łąką zamiast osiedla czy parku.
Co istotne, Gdańska Polityka Zieleni określa go jako „teren kluczowy” do objęcia planem zakładającym organizację obszarów zielonych. To nie jest przypadkowa łąka między blokami. To miejsce, które miało pełnić funkcję bufora dla mieszkańców dzielnicy.
Tymczasem w projekcie Planu Ogólnego, obok funkcji otwartej, pojawił się profil dodatkowy dopuszczający budowę elektrowni słonecznej. W praktyce oznacza to możliwość lokalizacji instalacji przemysłowej na terenie, który według wcześniejszych założeń miał zostać przeznaczony pod zieleń. Dla przeciętnego mieszkańca brzmi to jak zmiana reguł w trakcie gry. I trudno się dziwić takim odczuciom.

Sprzeczność dokumentów?
W trakcie marcowych konsultacji wpłynęła szczegółowa uwaga jednego z mieszkańców. W piśmie do Biura Rozwoju Gdańska wskazano, że planowana funkcja elektrowni jest niezgodna z obowiązującym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego nr 0504 Młyniska-Letnica, który dla tego terenu przewiduje zieleń chronioną. Autor powołuje się również na zapisy Gdańskiej Polityki Zieleni oraz strategię rozwoju miasta „do wewnątrz”.
W dokumencie czytamy wprost, że budowa elektrowni słonecznej na tym obszarze stanowi zaprzeczenie polityki rozwoju do wewnątrz i może zniechęcać do osiedlania się nowych mieszkańców w Letnicy. To mocny zarzut. Nie chodzi bowiem o samą energię odnawialną, lecz o lokalizację. Czy naprawdę w mieście o powierzchni ponad 260 km kw. nie ma innego miejsca na taką inwestycję?
Z kolei autor wniosku proponuje alternatywę. Jeśli miasto nie zrezygnuje z elektrowni całkowicie, sugeruje podział strefy 38SO na dwie części. Jedna miałaby dopuszczać instalację, druga pozostać wyłącznie terenem zielonym. Do pisma dołączono nawet graficzną propozycję podziału.
Czytaj więcej: Podwójne standardy na Olszynce w Gdańsku? Decyzje władz bez złudzeń
Letnica między portem a składowiskiem
Kontekst jest kluczowy. Letnica sąsiaduje ze składowiskiem odpadów paleniskowych oraz terenami portowymi. W piśmie wskazano również na bliskość składowisk węgla. To nie jest zielona enklawa na obrzeżach miasta. To dzielnica, która od lat funkcjonuje w przemysłowym otoczeniu.
Autor zwraca uwagę, że zieleń w tym miejscu to nie tylko estetyka, ale realna ochrona przed pyłem i hałasem . Wskazuje też na problem retencji wód opadowych. Utwardzone powierzchnie towarzyszące instalacjom oraz konieczność regularnego koszenia mogą pogorszyć warunki małej retencji, która jest jednym z celów strategicznych zarządzania wodami opadowymi w Gdańsku .
Dla mieszkańca to nie są abstrakcyjne zapisy w tabelach. To kwestia jakości życia. Park czy teren rekreacyjny daje wytchnienie. Instalacja przemysłowa, nawet jeśli produkuje „zieloną energię”, zmienia charakter przestrzeni. Mimo to w projekcie planu pojawiła się taka możliwość.

Czas ucieka, decyzja przed wakacjami
Plan Ogólny Gdańska musi zostać uchwalony do końca czerwca 2026. To oznacza, że na korekty i reakcję na uwagi mieszkańców zostało niewiele czasu. Dokument ten będzie wyznaczał kierunek rozwoju miasta na lata. W efekcie decyzje podjęte teraz mogą zamknąć pewne możliwości na dekady.
Spór o Strefę Otwartą 38SO pokazuje szerszy problem. Z jednej strony mamy deklaracje o zwiększaniu udziału zieleni i poprawie jakości życia. Z drugiej pojawiają się rozwiązania, które dla wielu mieszkańców brzmią jak kolejny kompromis kosztem lokalnej społeczności. Czy to tylko techniczny zapis w planie, czy początek większej zmiany charakteru tej części miasta?
Zobacz też: PEJ przenosi siedzibę z Warszawy do Gdańska
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.





