Reforma finansowania samorządów przyniosła dość ciekawy efekt. Największe wzrosty dochodów zanotowały te gminy, które według prognoz będą najszybciej tracić mieszkańców. Polski Instytut Ekonomiczny wskazuje, że nowe zasady mogą łagodzić skutki wyludniania. I tu robi się politycznie zabawnie: zmiany kojarzone z Koalicją Obywatelską, najmocniej popieraną w dużych miastach, najmocniej pomagają często nie wielkim metropoliom, lecz mniejszym, słabnącym demograficznie samorządom.
Kto traci ludzi, ten dostał oddech
Z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że reforma finansów samorządowych nie rozlała pieniędzy po kraju równo, jak z konewki. Najmocniej zyskały gminy, które według prognoz GUS czeka największy spadek liczby mieszkańców.
Konkretnie: mediana wzrostu dochodów w grupie gmin najbardziej zagrożonych depopulacją była o 3,5 pkt proc. wyższa niż w tych, gdzie liczba mieszkańców ma rosnąć. To nie jest detal księgowy, który interesuje tylko skarbników i ludzi lubiących tabelki. Dla małej gminy takie różnice mogą oznaczać, czy da się utrzymać linię autobusową, dopłacić do szkoły albo nie odkładać remontu drogi na kolejną kadencję.
Podobny mechanizm widać także w miastach na prawach powiatu, choć tam wzrosty dochodów były wyraźnie słabsze. Największe miasta nie są więc głównymi wygranymi tego układu. A przecież to właśnie one są politycznym bastionem Koalicji Obywatelskiej. Los bywa przewrotny. Albo reforma po prostu działa inaczej, niż podpowiadałyby wyborcze mapki.
Nowe zasady PIT zmieniły grę
Od stycznia 2025 r. samorządy są finansowane według innych reguł. Jedna z kluczowych zmian dotyczy udziału w PIT. Gminy dostają określony procent dochodów swoich mieszkańców, a nie udział w podatku faktycznie wpłaconym do budżetu, jak było wcześniej.
To ważna różnica, bo stary system mocniej wiązał samorządowe finanse z tym, ile realnie podatku płacili mieszkańcy. Nowy model patrzy szerzej – na dochody ludzi, ale też na koszty działania gminy.
W reformie uwzględniono bowiem, że świadczenie usług publicznych nie wszędzie kosztuje tyle samo. W zwartej, dużej aglomeracji łatwiej zorganizować transport, sieć szkół czy administrację. W gminie górskiej albo wyludniającej się koszt w przeliczeniu na jednego mieszkańca potrafi być wyższy. Autobus jedzie dalej, dzieci w klasie jest mniej, a urzędnik i tak musi być. Tego nie da się załatwić samym hasłem o “efektywności”.
Małe gminy na plusie
Po roku obowiązywania nowych przepisów badacze z Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego wskazali, że najwyższy wzrost dochodów wystąpił w najmniejszych gminach. W miastach na prawach powiatu podobnie: relatywnie najlepiej wypadły jednostki poniżej 100 tys. mieszkańców.
Zyskały też samorządy mniej zamożne. Według danych przywołanych przez PIE w 2025 r. wzrost dochodów był większy w tych jednostkach, które wcześniej miały niższe dochody. Dotyczyło to zarówno zwykłych gmin, jak i miast na prawach powiatu.
To może brzmieć technicznie, ale w praktyce chodzi o zwykłe życie. O gminę, w której ubywa młodych, przybywa seniorów, szkoła świeci pustkami, a koszty ogrzewania, dowozów i opieki nie maleją tak szybko jak liczba mieszkańców. Mniej ludzi nie oznacza automatycznie mniej problemów. Czasem wręcz przeciwnie.
Czytaj też: Jak obecnie wyglądają trendy demograficzne w Trójmieście?
Demografia nie odpuszcza
PIE przypomina, że w ostatnich dwóch dekadach wyludniało się 91 proc. miast na prawach powiatu oraz prawie 70 proc. pozostałych gmin. To już nie jest chwilowa nierównowaga ani lokalna ciekawostka. To stały element polskiej mapy.
Prognozy GUS wskazują, że do 2040 r. ten proces będzie się pogłębiał. Dla samorządów oznacza to coraz trudniejszą układankę: mniej mieszkańców, słabsza baza dochodowa, ale koszty usług nadal wysokie. Drogi trzeba odśnieżać, wodociągi utrzymywać, seniorom zapewnić opiekę, dzieciom szkołę. Nawet jeśli tych dzieci jest mniej niż kiedyś.
Dlatego ekonomiści PIE oceniają, że reforma może częściowo amortyzować finansowe skutki depopulacji. Nie rozwiąże problemu starzenia się społeczeństwa ani odpływu mieszkańców do większych ośrodków. Ale może sprawić, że gmina nie zostanie z tym sama i bez pieniędzy.
Polityczna ironia reformy
W tym wszystkim najciekawszy jest polityczny paradoks. Koalicja Obywatelska największe poparcie ma w dużych miastach, wśród mieszkańców metropolii i dużych ośrodków. Tymczasem jedna z najważniejszych zmian finansowych może najbardziej pomóc gminom małym, biedniejszym, często tracącym ludność.
Duże miasta oczywiście też funkcjonują w nowym systemie, ale z analizy wynika, że to nie one zgarnęły najgrubszy efekt. W praktyce reforma może wzmacniać tych, którzy na mapie demograficznej wyglądają dziś na najsłabszych.
Można więc powiedzieć, że wielkomiejska polityka przypadkiem zrobiła prezent mniejszym miejscowościom. Niezły zwrot akcji. Zwłaszcza dla tych, którzy lubią opowiadać, że z Warszawy najlepiej widać całą Polskę.
Zobacz też: Ludzie grzebią w śmietnikach. Smutne oblicze systemu kaucyjnego
mn





