Ludzie grzebią w śmietnikach. Smutne oblicze systemu kaucyjnego (FOTO: wbijamszpile.pl)

Ludzie grzebią w śmietnikach. Smutne oblicze systemu kaucyjnego

Ciepłe dni mają to do siebie, że wyciągają ludzi na ulice. Jedni wychodzą na spacer, inni z dziećmi na lody, ktoś siada na ławce z kawą. Tegoroczna majówka pokazała jednak coś jeszcze. Gdy zrobiło się cieplej, na chodnikach i przy osiedlowych altanach zaczęli pojawiać się ludzie, którzy nie szukają słońca. Szukają butelek i puszek – ludzie grzebią w śmietnikach.

Nie wiem, czy to już stały element miejskiego krajobrazu, czy dopiero początek zjawiska, które będzie narastać. W Gdańsku po majówce widać to jednak coraz wyraźniej. Człowiek idzie chodnikiem, mija śmietnik przy przystanku, kosz w parku albo osiedlową altanę i widzi scenę, która jeszcze niedawno była raczej marginesem. Ktoś podchodzi, zakłada gumowe rękawice, otwiera pojemnik i zaczyna przeglądać jego zawartość.

Brzmi nieprzyjemnie. Bo jest nieprzyjemne.

Majówka odsłoniła skalę problemu – ludzie grzebią w śmietnikach

To właśnie ostatnia majówka mocno uwidoczniła to zjawisko. Było ciepło, ludzie wyszli na drogi, ulice, skwery i bulwary. Więcej spacerów, więcej napojów kupowanych po drodze, więcej pustych opakowań wyrzucanych do koszy.

I nagle okazało się, że te opakowania mają swoich nowych „odbiorców”.

Nie chodzi o jedną osobę raz zauważoną pod blokiem. To byłoby zbyt proste. Chodzi o powtarzalny obrazek: ktoś z wózkiem, ktoś z torbą, ktoś w gumowych rękawicach, przeglądający śmietnik nie po to, żeby znaleźć przypadkową rzecz do zabrania, ale konkretnie po butelki i puszki objęte kaucją.

W zeszłym roku, latem, takie sytuacje wyglądały inaczej. Owszem, zdarzały się osoby zaglądające do śmietników, ale najczęściej szukały ubrań, czasem żywności, czegoś, co dało się jeszcze wykorzystać. Były to jednak przypadki naprawdę marginalne. Smutne, ale rzadkie. Teraz różnica jest widoczna gołym okiem.

Teraz ludzie szukają opakowań z oznaczeniem kaucji. I robią to często.

Nowy system, stare problemy

System kaucyjny miał być przedstawiany jako nowoczesne, ekologiczne rozwiązanie. Butelki i puszki mają wracać do obiegu, mniej śmieci ma lądować w lasach, na chodnikach i w parkach. W teorii wszystko wygląda elegancko. Jak zwykle.

Tyle że życie bardzo szybko dopisuje do takich reform własny komentarz. I ten komentarz wcale nie jest taki ładny, jak ministerialne zapowiedzi.

Po zmianach, które weszły z początkiem roku, na opakowaniach zaczęła pojawiać się realna wartość. Dla jednych symboliczna. Dla innych – warta schylenia się, zajrzenia do kosza, przejrzenia worka. Jeżeli ktoś ma stabilną pracę, mieszkanie, pensję i pełną lodówkę, to machnie ręką. Co tam butelka, co tam puszka. Ale dla osoby słabo sytuowanej kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt takich opakowań może już coś znaczyć.

I właśnie to widać na ulicach.

Nie jest to obrazek z folderu o gospodarce obiegu zamkniętego. To raczej dość smutny kadr z Polski, w której bieda nie znika od tego, że nazwie się ją inaczej.

Zobacz też: Kaucje za butelki i puszki od października – co musisz wiedzieć

Rękawice, wózek i codzienna trasa

Ci ludzie nie działają przypadkowo. To też jest uderzające. Nie wygląda to tak, że ktoś po prostu zobaczył pustą puszkę i odruchowo ją podniósł. Często są przygotowani. Mają gumowe rękawice, żeby nie dotykać odpadów gołymi rękami. Mają torby, czasem własny wózek, w którym układają znaleziska. Idą od śmietnika do śmietnika, od kosza do kosza. Jakby mieli swoją trasę.

Wózki naprawdę się pojawiają. I one mówią więcej niż niejeden raport.

Bo skoro człowiek bierze wózek, wychodzi z domu i systematycznie zbiera opakowania po napojach, to znaczy, że nie jest to jednorazowy impuls. To już sposób na zdobycie pieniędzy. Marnych, jasne. Ale jednak pieniędzy.

Najbardziej przykre jest to, że mówimy tu zazwyczaj o osobach, które już wcześniej były gdzieś na społecznym poboczu. Emeryci z niskimi świadczeniami, ludzie bez stałych dochodów, osoby żyjące z dnia na dzień. Teraz dostali dodatkowy „rynek pracy”. Śmietnikowy.

Ładne słowo: kaucja. Brzydki obraz: ręka w odpadach.

Ekologia z efektem ubocznym

Ministerstwo Klimatu i Środowiska parło do tych zmian z przekonaniem, że to krok w dobrą stronę. I oczywiście można powiedzieć, że opakowania powinny wracać do recyklingu. Można też powiedzieć, że systemy kaucyjne działają w wielu miejscach. Tylko że w polskich warunkach zawsze trzeba patrzeć nie tylko na tabelki, ale też na ludzi.

A tu efekt uboczny jest wyjątkowo niechlubny.

Bo jeśli reforma sprawia, że część biedniejszych osób zaczyna regularnie grzebać w śmietnikach, to nie da się udawać, że wszystko poszło zgodnie z planem. Można oczywiście zasłonić się statystyką. Powiedzieć, że wzrośnie poziom zbiórki, że więcej opakowań wróci do systemu, że środowisko zyska. Tylko co z obrazkiem człowieka, który w ciepły dzień po majówce wyciąga z kosza cudzą butelkę po napoju, bo widzi w niej kilka groszy?

To nie jest detal. To jest społeczny koszt, którego nikt chyba nie chciał pokazywać na konferencjach prasowych.

I pewnie zaraz ktoś powie, że przecież nikt nikogo do tego nie zmusza. Formalnie – prawda. Ale życie nie działa formalnie. Jeżeli ktoś ma mało pieniędzy, to każda okazja zaczyna wyglądać jak konieczność. Nawet taka, przy której trzeba otworzyć śmietnik i zanurzyć ręce w odpadach.

Czytaj też: Jaka kaucja za butelkę i puszkę w Polsce? Nowe przepisy

Gdańsk tylko pokazuje szerszy problem

Zauważyłem to w Gdańsku, ale trudno wierzyć, że sprawa dotyczy tylko jednego miasta. Ciepło sprzyja spacerom, ale też większemu piciu napojów. Więcej butelek, więcej puszek, więcej opakowań w koszach. A skoro opakowanie ma wartość, pojawiają się ludzie gotowi tę wartość odzyskać.

Tak, to może ograniczyć bałagan. Tak, ktoś podniesie puszkę z chodnika. Ale przy okazji normalizujemy widok ludzi przeszukujących śmietniki. I to już powinno zapalić czerwoną lampkę.

Bo państwo, które mówi obywatelom o ekologii, powinno też widzieć tych, którzy w tej ekologii lądują na samym dole. Nie jako świadomi konsumenci. Nie jako uczestnicy zielonej transformacji. Raczej jako zbieracze resztek po innych.

Brzmi mocno? Może. Ale wystarczy przejść się po mieście w cieplejszy dzień i popatrzeć.

Nie tak miało być

Najgorsze w tym wszystkim jest poczucie, że znowu ktoś zaprojektował system od góry, a skutki na dole wyszły same. Miało być nowocześnie, europejsko, ekologicznie. A wyszło też tak, że biedniejsi Polacy dostali dodatkową motywację, by zaglądać do śmietników.

Nie twierdzę, że każdy, kto zbiera puszki, robi to z rozpaczy. Pewnie są różne przypadki. Ale trudno przejść obojętnie obok starszej osoby z wózkiem, która sprawdza kosz przy przystanku. Trudno uznać to za sukces polityki publicznej.

Można wprowadzać kaucję. Można zmieniać system zbiórki opakowań. Można mówić o proc. odzysku, poziomach recyklingu i kolejnych celach środowiskowych. Tylko dobrze byłoby czasem zejść z poziomu slajdów i zobaczyć ulicę.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.