Rząd chce dać sądom nowe narzędzia do szybszego wycinania pozwów, które nie służą dochodzeniu sprawiedliwości, lecz uciszaniu krytyków. Projekt ustawy antySLAPP przeszedł we wtorek przez pierwsze czytanie w Sejmie i trafił do Komisji Sprawiedliwości i Spraw Człowieka. Głosowanie może odbyć się jeszcze podczas obecnego posiedzenia izby. Spór dopiero się zaczyna, bo choć nikt nie chciał wyrzucić projektu do kosza na starcie, zastrzeżeń nie brakuje.
Nowe przepisy przeciwko presji sądowej
Projekt przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości dotyczy osób biorących udział w debacie publicznej. W praktyce chodzi o dziennikarzy, działaczy społecznych, organizacje pozarządowe, lokalne wspólnoty czy polityków, którzy poruszają tematy niewygodne dla silniejszych graczy.
Mechanizm SLAPP polega na tym, że ktoś z dużymi pieniędzmi, zapleczem prawnym i cierpliwością pozywa krytyka niekoniecznie po to, by wygrać. Czasem wystarczy sam proces. Wieloletni spór, koszty, stres, wizyty w sądzie i świadomość, że po drugiej stronie stoją prawnicy z dużej kancelarii. Dla lokalnego reportera albo działacza z małego stowarzyszenia to może być sygnał: następnym razem lepiej siedzieć cicho.
Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, przedstawiając projekt w Sejmie, mówił wprost o instrumentalnym wykorzystywaniu sądów. Wskazywał, że najczęściej chodzi o sprawy o naruszenie dóbr osobistych. Takie pozwy, jego zdaniem, bywają używane przez duże firmy, środowiska polityczne czy podmioty medialne, gdy ktoś zaczyna zadawać niewygodne pytania.
Zobacz też: Pozew profesora Roszkowskiego za słowa Nowackiej
Sąd ma reagować szybciej na antySLAPP
Najważniejsza zmiana dotyczy tempa. Sąd ma dostać możliwość oddalenia pozwu, jeśli uzna go za oczywiście bezzasadny i wymierzony w uczestnika debaty publicznej. Na taką decyzję ma mieć 3 miesiące.
W projekcie pojawia się też definicja debaty publicznej oraz katalog okoliczności, które sąd będzie mógł brać pod uwagę przy ocenie sprawy. Katalog ma być otwarty, więc nie zamyka się w kilku sztywnych punktach. To z jednej strony daje elastyczność. Z drugiej – i tu zaczyna się polityczny spór – rodzi pytanie, czy przepisy nie będą stosowane zbyt uznaniowo.
Projekt przewiduje również możliwość nałożenia na powoda kaucji na przyszłe koszty procesu. Taki ruch ma sprawić, że autor pozwu zastanowi się, czy rzeczywiście chce iść do sądu, czy tylko próbuje przestraszyć drugą stronę. Drobiazg? Niekoniecznie. Gdy sprawa jest kosztowna, sama perspektywa szybkiego wyłożenia pieniędzy może ostudzić zapał do procesowej presji.
Czytaj też: Hipokryzja. Gdańsk świeci dla Straży Granicznej, a w tle niewygodna przeszłość
Polska wysoko w statystykach
Z danych przywołanych podczas debaty wynika, że problem nie jest teoretyczny. Klaudia Jachira z KO mówiła o 820 sprawach SLAPP odnotowanych w 2023 roku w Europie, z czego 128 przypadło na Polskę. To około 16 proc. wszystkich takich przypadków. Sporo, nawet jak na kraj z wyjątkowo gorącą debatą publiczną.
W uzasadnieniu projektu wskazano też, że w latach 2021-2025 do polskich sądów co roku trafiały setki spraw dotyczących roszczeń majątkowych związanych z dobrami osobistymi i zniesławieniem. W zakresie ochrony niemajątkowej liczby szły już w kilka tysięcy rocznie. Część takich pozwów była później oddalana albo odrzucana, ale dla pozwanego to marne pocieszenie, jeśli wcześniej przez miesiące albo lata musi żyć z procesem na głowie.
Projekt ma wdrożyć unijną dyrektywę antySLAPP. Według Myrchy polska wersja została przygotowana przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego pod kierunkiem prof. Marka Safjana i miała zostać oceniona przez Radę Europy jako rozwiązanie modelowe. Sam projekt nie jest obszerny, liczy kilkanaście stron. Jak to zwykle bywa, diabeł siedzi nie w objętości, lecz w praktyce stosowania.
Zobacz też: Nowe muzeum na Westerplatte do 2030 roku. Są plany rewitalizacji
Opozycja ostrzega przed nadregulacją
PiS nie złożył wniosku o odrzucenie projektu, ale Paweł Szrot mówił o ryzyku nadregulacji. Jego zdaniem rząd pod pretekstem wykonania unijnej dyrektywy idzie dalej, niż musi. Dyrektywa dotyczy spraw transgranicznych, a projekt obejmuje także sprawy krajowe.
Szrot przypomniał, że od 2019 roku w kodeksie cywilnym istnieje już procedura pozwalająca oddalać oczywiście bezzasadne powództwa. Nie zamknął jednak drzwi do rozmów. Zaznaczył, że może zmienić zdanie w toku prac komisji, jeśli usłyszy przekonujące argumenty.
PSL bronił rozszerzenia przepisów na sprawy krajowe. Michał Pyrzyk wskazywał, że właśnie takie postępowania stanowią w Polsce większość przypadków, więc ograniczenie ustawy tylko do wąskiego zakresu unijnej dyrektywy mogłoby zostawić realny problem nietknięty.
Najostrzej projekt krytykowała Konfederacja. Witold Tumanowicz przekonywał, że przepisy są zbyt szerokie, a nieostre pojęcia mogą zniechęcać obywateli do normalnego dochodzenia swoich praw przed sądem. To argument, którego nie da się całkiem zbyć wzruszeniem ramion. Prawo mające chronić przed nadużyciem samo nie powinno tworzyć nowego pola do nadużyć.
Na te zarzuty odpowiedział Sławomir Ćwik z Centrum, przywołując własną sprawę. Jak mówił, Sławomir Mentzen miał pozwać go po sejmowym wystąpieniu dotyczącym oferty publicznej spółki Mentzen SA i możliwej optymalizacji podatkowej. Ćwik twierdził, że pozew trafił do sądu w Toruniu, a żądanie zadośćuczynienia wyniosło 50 tys. zł. Według niego był to przykład działania, przed którym właśnie mają chronić nowe przepisy.
Poseł zaproponował też, by ewentualna kaucja była określona jako co najmniej dziesięciokrotność minimalnego wynagrodzenia radców i adwokatów. To pomysł ostrzejszy, ale dobrze pokazuje kierunek debaty: jedni chcą mocniejszej tarczy dla pozwanych, inni boją się, że tarcza zacznie działać jak knebel dla powodów.
Czytaj także: System kaucyjny uderzy w mieszkańców Gdańska? Jest interpelacja
Komisja ma pracować szybko
Projekt trafił teraz do Komisji Sprawiedliwości i Spraw Człowieka. Sprawozdanie ma być przygotowane jeszcze podczas trwającego posiedzenia Sejmu, więc tempo jest wyraźne.
Stawka jest większa niż techniczna zmiana w procedurze. Chodzi o to, czy zwykły człowiek – lokalny dziennikarz, społecznik, radny, członek małego stowarzyszenia – będzie miał odwagę mówić o sprawach niewygodnych dla silniejszych. I czy jednocześnie ktoś niesłusznie opisany lub pomówiony nie zostanie pozbawiony realnej drogi obrony.
W teorii wszyscy są za wolną debatą. W praktyce zaczyna się ona komplikować dokładnie wtedy, gdy padają nazwiska, pieniądze i zarzuty. A wtedy pozew bywa szybszy niż sprostowanie.
mn

