Gdańszczanie dopiero co dostali wyższe opłaty za śmieci. Tymczasem system kaucyjny generuje kolejne pytania. Tym razem chodzi o butelki, puszki i pieniądze, które mogą znikać z miejskiego obiegu wraz z systemem kaucyjnym. Radny Andrzej Skiba pyta prezydent Aleksandrę Dulkiewicz o skutki dla budżetu. Brzmi technicznie? Może i tak. Ale dla mieszkańca finał zwykle jest ten sam – wyższy rachunek.
Podwyżka już była 1 kwietnia – system kaucyjny podniesie opłaty?
Od 1 kwietnia 2026 roku mieszkańcy Gdańska płacą więcej za odbiór odpadów. Stawka dla lokali do 110 mkw. wzrosła z 0,88 zł do 1,10 zł za mkw. Dla powierzchni powyżej 110 mkw. opłata poszła z 0,10 zł do 0,20 zł za mkw. W przypadku nieruchomości niezamieszkanych mowa była o wzroście rzędu 25 proc.
To nie są liczby, które przeciętny mieszkaniec analizuje z kalkulatorem przy porannej kawie. Po prostu przychodzi czynsz albo zestaw opłat i widać, że znowu jest drożej. Raz prąd, raz ogrzewanie, raz śmieci. Niby każdy wzrost da się jakoś wytłumaczyć, ale domowy budżet nie działa na komunikatach urzędowych.
Dlatego interpelacja radnego Skiby trafia w moment dość niewygodny dla władz miasta. Bo formalnie pyta o skutki systemu kaucyjnego, ale politycznie dotyka czegoś znacznie szerszego: czy gdański system odpadowy będzie w stanie utrzymać się bez kolejnego sięgania do kieszeni mieszkańców.
Butelki wychodzą z systemu
System kaucyjny ruszył w Polsce w październiku 2025 roku. Według danych przywołanych w interpelacji przynajmniej raz z takiego rozwiązania skorzystało 53 proc. Polaków. W największych miastach, czyli także w miejscach takich jak Gdańsk, odsetek ten ma być jeszcze wyższy – 63 proc. Na wsiach to 49 proc.
Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze. Ludzie oddają butelki i puszki, surowiec jest czystszy, recykling ma większy sens. Problem w tym, że te same opakowania wcześniej były częścią miejskiego systemu odpadów. A skoro z niego wychodzą, to może wychodzić także część pieniędzy.
Skiba pisze wprost, że jego obawy dotyczą „mniejszej liczby plastikowych oraz szklanych butelek i innych objętych kaucją odpadów”. Dodaje też, że takich odpadów podmioty działające w imieniu miasta „nie będą mogły już sprzedać do przetworzenia”.
To jest sedno sprawy. Mniej cennych odpadów w miejskim systemie oznacza mniej surowca, który można sprzedać. A jeżeli przychody spadają, koszty trzeba pokryć inaczej. W samorządzie rzadko znika to w powietrzu. Zwykle prędzej czy później wraca do mieszkańca.
Czytaj też: Kaucje za butelki i puszki od października – co musisz wiedzieć
Radny pyta o miejskie finanse i system kaucyjny
W interpelacji pojawia się konkretna kwota. Dochody Gdańska z gospodarki odpadami za 2025 rok wyniosły 238 281 481 zł. To dużo, ale przy gospodarce komunalnej sama wysokość wpływów nie mówi wszystkiego. Liczy się bilans: odbiór, transport, sortowanie, instalacje, obsługa systemu i to, ile da się odzyskać ze sprzedaży surowców.
Radny zwraca uwagę, że temat pojawił się podczas kontroli wykonania budżetu w miejskich wydziałach, w tym w Wydziale Gospodarki Komunalnej. Jak sam pisze, rozmawiał z pracownikami WGK o „zaistniałych lub/i możliwych skutkach” wprowadzenia systemu kaucyjnego. To ważne sformułowanie. Nie chodzi już tylko o teorię. Chodzi o to, czy pierwsze efekty są widoczne.
Najmocniej brzmi jednak inne zdanie Skiby:
Zastanawia mnie, w jaki sposób może to wpłynąć na miejskie finanse w roku 2026 i w kolejnych latach.
I tu zaczyna się prawdziwy problem dla ratusza. Bo skoro podwyżka od 1 kwietnia już weszła w życie, to pytanie o kolejne lata brzmi jak zapowiedź następnej dyskusji. Może nie dziś. Może nie za tydzień. Ale temat wróci. Trudno mieć co do tego większe złudzenia.
Zobacz też: Ludzie grzebią w śmietnikach. Smutne oblicze systemu kaucyjnego
Ministerstwo uspokaja, życie dopisuje resztę
W dokumentach ministerstwa sprawa wygląda spokojniej. Resort przekonuje, że system kaucyjny sam w sobie nie oznacza automatycznego wzrostu opłat za odbiór odpadów. Ma zmieniać model obiegu surowca, a nie dokładać gminom nowe koszty.
Tyle teoria.
Branża komunalna od dawna ostrzega jednak, że najcenniejsze odpady mogą odpłynąć z sortowni. Plastikowe butelki, puszki czy szkło objęte kaucją to nie są przypadkowe śmieci. To surowiec, który dało się sprzedać. Jeżeli zostanie przejęty przez inny system, gminy zostaną z tym, co mniej opłacalne i trudniejsze w zagospodarowaniu.
Właśnie dlatego interpelacja Skiby nie jest zwykłym pismem do urzędu. To sygnał, że po pierwszej podwyżce śmieciowej w 2026 roku zaczyna się sprawdzanie, czy system kaucyjny nie stanie się kolejnym argumentem za następnymi zmianami w opłatach.
Pytanie o kolejną podwyżkę
Radny pyta prezydent Gdańska wprost, czy władze miasta odczuły już w 2026 roku skutki rosnącego zainteresowania systemem kaucyjnym. Chce też wiedzieć, czy przy budżecie na 2027 rok miasto uwzględni możliwe zmniejszone wpływy. Pada również pytanie najważniejsze dla mieszkańców: czy Gdańsk rozważa podwyżkę opłat za wywóz śmieci.
Po kwietniowej zmianie takie pytanie nie brzmi abstrakcyjnie. Brzmi raczej jak sprawdzenie, czy licznik już tyka.
Miasto ma 14 dni na odpowiedź. I to będzie odpowiedź nie tylko dla jednego radnego. To będzie odpowiedź dla tysięcy mieszkańców, którzy od kwietnia płacą więcej i chcą wiedzieć, czy obecne stawki są końcem sprawy, czy tylko przystankiem.
Bo w tej historii najbardziej niepokojące jest właśnie to poczucie nieuchronności. System kaucyjny ma swoje zalety, nikt rozsądny nie będzie udawał, że recykling jest zbędny. Ale jeżeli z miejskiego systemu wypadają najbardziej wartościowe odpady, a koszty nadal rosną, rachunek gdzieś musi się domknąć.
Najczęściej domyka się tam, gdzie zawsze. U mieszkańca.
Zobacz też: Śmieci w Gdańsku droższe mimo otwarcia spalarni
mn





