Od początku czerwca jedna z ważnych ulic w tej części Gdyni ma zostać całkowicie zamknięta dla ruchu kołowego. Chodzi o ul. Wiczlińską, na której trwają prace drogowe i przebudowa infrastruktury podziemnej. Miasto przekonuje, że zamknięcie jest potrzebne, by przyspieszyć roboty i skrócić czas największych utrudnień. Mieszkańcy i przedsiębiorcy patrzą na to jednak zupełnie inaczej. Dla nich trzy miesiące bez normalnego przejazdu to nie techniczna zmiana organizacji ruchu, ale codzienny problem z dojazdem do domu, pracy, sklepu czy własnej firmy.
Zamknięcie od czerwca
Z komunikatu miasta wynika, że od 2 czerwca od godzin porannych nastąpi całkowite zamknięcie ul. Wiczlińskiej na rozbudowywanym odcinku – od stacji gazowej „Wiczlino” do Szkoły Podstawowej nr 37. Zmieniona organizacja ruchu ma obowiązywać do końca sierpnia.
To oznacza, że przez całe wakacje kierowcy nie pojadą tędy tak jak dotychczas. Miasto zapowiada objazdy zgodne z tymczasowym oznakowaniem. Problem w tym, że mieszkańcy już dziś pytają, jak te objazdy będą wyglądać w praktyce. Bo na mapie wiele rzeczy wygląda prosto. W terenie bywa inaczej.
Na zamkniętym fragmencie mają być prowadzone zintensyfikowane prace drogowe oraz roboty przy przebudowie infrastruktury podziemnej. Obecnie, jak informuje urząd, prowadzone są m.in. prace wodociągowe, gazowe, elektroenergetyczne i teletechniczne. Na odcinku od ul. Żaglowej do ul. Jana Kazimierza rozpoczęto roboty rozbiórkowe, frezowanie nawierzchni bitumicznej i budowę kanalizacji deszczowej. W rejonie sklepów Misiek i Justynka trwa budowa chodnika. Prace obejmują też kanalizację sanitarną oraz budowę nowej pętli autobusowej.
Miasto podkreśla, że wykonawca ma zapewnić bezpośredni dostęp do nieruchomości mieszkańcom, a także służbom ratowniczym i komunalnym. Tyle oficjalnie. Ale właśnie wokół tego „dostępu” pojawia się najwięcej pytań.

Miasto: chodzi o przyspieszenie prac
Władze Gdyni tłumaczą, że decyzja o całkowitym zamknięciu ulicy wynika z konieczności intensyfikacji robót. Na budowie ma pojawić się więcej pracowników i sprzętu, a wakacje mają zostać wykorzystane do wykonania tych prac, które są najbardziej uciążliwe.
Na obszarze inwestycji wykonawca zapewni bezpośredni dostęp do nieruchomości wszystkim mieszkańcom, a także służbom ratowniczym i komunalnym. Gmina Gdynia oraz firma MTM pozostają w stałym kontakcie, koordynując działania i reagując na sytuacje wymagające szybkiej interwencji, tak aby możliwie ograniczyć utrudnienia dla mieszkańców – informuje Rafał Studziński, naczelnik Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta Gdyni.
Urzędnik przekonuje też, że taki model prac ma dać szansę na szybsze przejście przez najbardziej kłopotliwy etap inwestycji.
Miesiące wakacyjne wykorzystujemy na wykonanie prac, które generują największe utrudnienia. Wykonawca wykorzysta ten okres na prowadzenie prac w wydłużonym czasie. Takie działanie da szanse na to, że pod koniec lata ruch odbywać się będzie po nowych jezdniach ulicy – podkreśla Studziński.
Jednocześnie miasto zaznacza, że robót nie da się prowadzić w trybie całodobowym. Powód? Konieczność obecności inspektorów gestorów sieci, m.in. energetycznej, wodociągowej i gazowej. Ich nadzór odbywa się tylko w określonych godzinach.
Dla mieszkańców może to brzmieć jak urzędnicze wyjaśnienie. Dla kogoś, kto codziennie będzie nadrabiał trasę objazdem, mniej pocieszające. Zwłaszcza jeśli zobaczy zamkniętą ulicę i brak pracy w nocy.

Zobacz też: Policja przerwała ucztę przy grillu cudzoziemcom
Autobusy znikną z odcinka
Zmiany obejmą również komunikację miejską. I to jest jeden z najbardziej drażliwych punktów całej sprawy.
Na zamkniętym odcinku obsługa autobusowa zostanie zawieszona. Autobus linii 140 zmieni trasę od skrzyżowania z ul. Wiczlińską i zostanie skierowany na pętlę przy ogrodach działkowych – w rejonie skrzyżowania z ul. Wyszyńskiego.
Dla kierowcy samochodu objazd jest irytujący. Dla osoby bez auta może oznaczać coś znacznie poważniejszego. Dłuższy marsz do przystanku, problem z dojazdem do lekarza, szkoły, pracy, sklepu. Szczególnie dla seniorów, rodziców z dziećmi i osób, które na co dzień nie mają wyboru między samochodem a autobusem.
Jakub Ubych, wiceprzewodniczący Rady Miasta Gdyni, ocenia sytuację bardzo ostro.
Sytuacja na ulicy Wiczlińskiej, na której władze miasta zapowiedziały trzymiesięczne zamknięcie dla ogólnego ruchu kołowego, czyli najprościej i najkrócej mówiąc dla samochodów, jest w tym momencie spełnieniem najbardziej czarnego scenariusza, przed którym zresztą przestrzegałem – mówi Ubych.
Radny zwraca uwagę, że dla części mieszkańców problemem będzie nie tylko brak przejazdu autem, ale też realne odcięcie od komunikacji zbiorowej.
Co w mojej ocenie wręcz skandaliczne, to wyłączenie komunikacji miejskiej na trzy miesiące. Najbliższy przystanek dla niektórych mieszkańców będzie ponad trzy i pół kilometra, i to jeszcze przechodząc przez plac budowy przez znaczącą część tej odległości. To pokazuje, że w żaden sposób nikt nie przemyślał elementów związanych z codziennością, ale i elementów związanych z bezpieczeństwem, nie mówiąc o komforcie – dodaje.
To mocne słowa. Ale nawet jeśli ktoś nie podziela całej politycznej oceny radnego, trudno udawać, że trzy i pół kilometra do autobusu to drobnostka. To nie jest „chwilowe utrudnienie”. To może być dla kogoś bariera.
Objazdy na papierze i w terenie
Miasto zapowiada wyznaczone trasy objazdowe. Ubych twierdzi jednak, że rzeczywistość wokół Wiczlińskiej jest dużo bardziej skomplikowana.
Według niego drogi, które mogą przejąć część ruchu, nie są przygotowane na takie obciążenie.
Nie mówimy tutaj o sytuacji, w której będą po prostu wygodne objazdy. Drogi dookoła ulicy Wiczlińskiej są to drogi piaskowe, czasami utwardzone płytami JOMB, ale bardzo często są to w ogóle fragmenty dróg, nawet nie nazwałbym tego do końca drogą, gdzie nie miną się dwa samochody, a mówimy o setkach pojazdów – mówi wiceprzewodniczący rady.
To jeden z kluczowych argumentów mieszkańców. Bo czym innym jest objazd szeroką, przygotowaną ulicą, a czym innym przepychanie codziennego ruchu przez drogi gruntowe albo półtechniczne dojazdy. Wystarczy deszcz, dostawczak, śmieciarka albo dwa auta jadące z przeciwnych stron. I robi się korek. Albo nerwowe cofanie.
Ubych wskazuje też na jeszcze jeden aspekt: ul. Wiczlińska jest trasą do Ekodoliny. To oznacza ruch pojazdów związanych z odbiorem odpadów.
Ulica Wiczlińska to również trasa do Ekodoliny. Każdego dnia kilkadziesiąt pojazdów porządkowych, śmieci odbierane z naszych domostw i firm, przejeżdża tą drogą. Nie będzie tego przejazdu – podkreśla.
To nie jest już tylko sprawa mieszkańców jednej ulicy. Jeżeli cięższy ruch zostanie przerzucony na trasy słabsze technicznie, kłopot może rozlać się szerzej. I bardzo szybko wyjść poza eleganckie określenie „czasowa organizacja ruchu”.

Zobacz też: Radny alarmuje ws. kolei gondolowej w Gdyni. Na wizję poszło już 35 tys. zł
Firmy pytają, jak mają działać
Z redakcją kontaktowali się mieszkańcy, którzy obawiają się, że po zamknięciu drogi dojazd do wielu miejsc będzie poważnie utrudniony. Szczególnie mocno wybrzmiewają głosy dotyczące przedsiębiorców prowadzących działalność wzdłuż Wiczlińskiej. Sklepy, punkty usługowe, małe firmy – dla nich brak normalnego dojazdu może oznaczać realne straty.
Klient nie będzie analizował mapy objazdów przez pół godziny. Często po prostu pojedzie gdzie indziej. Dostawca też może mieć problem, zwłaszcza jeśli chodzi o większy samochód. A przedsiębiorca zostanie z kosztami, pracownikami, fakturami i pustszym parkingiem przed lokalem.
Ubych mówi o tym wprost.
Dodatkowo nikt nie rozmawia z przedsiębiorcami. Wzdłuż ulicy Wiczlińskiej jest szereg punktów usługowych, punktów sklepowych, ale również są prowadzone budowy, gdzie mieszkańcy oczekują na wykończenie ich wymarzonych mieszkań i budynków, a w tym momencie nie ma nawet słowa o tym, jak będą zapewnione chociażby transporty wielkogabarytowe, takie jak dostawy chociażby betonu – wskazuje.
To ważny fragment, bo pokazuje skalę problemu. Remont ulicy uderza nie tylko w kierowców stojących w korku. Może zatrzymać dostawy, przesunąć terminy wykończeń, utrudnić prowadzenie biznesu. Dla kogoś z zewnątrz to tylko wakacyjne roboty. Dla kogoś, kto ma tam firmę, to trzy miesiące niepewności.
Spór o wcześniejsze decyzje
W wypowiedzi Jakuba Ubycha mocno wybrzmiewa też zarzut dotyczący wcześniejszego przygotowania inwestycji. Radny twierdzi, że obecna sytuacja jest skutkiem opóźnień i błędów przy harmonogramie, przetargu oraz podpisaniu umowy.
Przypomnę, umowa została podpisana 13 grudnia, dwa dni przed terminem końcowym utraty dofinansowania i była podpisana w okresie zimowym, gdy czas od momentu podpisania umowy już biegł. Kwestia możliwości rozliczenia musi nastąpić w roku 2026 – mówi Ubych.
Według niego miasto znalazło się obecnie pod ścianą. W jego ocenie wcześniejsze stracone miesiące teraz trzeba nadrabiać kosztem mieszkańców.
Obecnie, nie patrząc na przeszłość, wykonawca postawił pod ścianą władze miasta, które muszą dokonywać bardzo trudnych ruchów, które są irracjonalne i nie uwzględniają czegoś, co jest niezwykle istotne, czyli kosztu społecznego. Wynika z tego, że jeżeli nie zostaną dotrzymane terminy związane z rokiem 2026, miasto straci blisko 10 milionów dofinansowania, a brakujący czas między 3 a 4 miesiące można było zauważyć, że tracimy już w roku 2025 przy przedłużającym się przetargu – ocenia wiceprzewodniczący rady.
To stawia sprawę w innym świetle. Bo jeśli presja czasu wynika nie tylko z technologii robót, ale również z kalendarza rozliczeń i ryzyka utraty pieniędzy, mieszkańcy mają prawo pytać, dlaczego skutki organizacyjnych problemów spadają właśnie na nich.
Oczywiście miasto przedstawia własne uzasadnienie: zamknięcie ma skrócić okres największych utrudnień i umożliwić wykonanie najcięższych prac latem. Tyle że z perspektywy mieszkańca efekt jest prosty: przez trzy miesiące przejazdu nie będzie.
Czytaj też: Czerwona Kartka kontra radni PO w Gdyni. Afera o Piaska
Koszt inwestycji i aneks do umowy
W komunikacie miasta pojawia się też informacja finansowa. 12 maja Gdynia podpisała z wykonawcą aneks do umowy. Dokument zakłada aktualizację kosztów realizacji inwestycji do kwoty 27 354 114,16 zł.
Wykonawca zobowiązał się m.in. do wykonania dodatkowych prac. Planowane zakończenie robót, wraz ze zgłoszeniem gotowości do odbioru, a następnie uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie lub dokumentu potwierdzającego skuteczne zakończenie robót, ma nastąpić w IV kwartale tego roku.
Część inwestycji jest współfinansowana ze środków Funduszy Europejskich dla Pomorza 2021-2027. Chodzi o zakres związany z budową drogi rowerowej oraz modernizacją pętli i przystanków autobusowych.
I tu znów wraca pytanie: czy tempo rozliczeń i walka o dofinansowanie nie zaczynają dominować nad zwykłą, codzienną logistyką mieszkańców? Miasto odpowiada, że działa po to, by szybciej zakończyć największe utrudnienia. Krytycy mówią: za późno, za nerwowo, bez wystarczającego przygotowania.
Mieszkańcy chcą konkretów. Boją się o paraliż Wiczlina
Największy problem polega dziś na braku poczucia pewności. Mieszkańcy słyszą, że dojazd do nieruchomości ma być zapewniony. Ale chcą wiedzieć jak. Którędy? W jakich godzinach? Czy dostawca dojedzie? Czy taksówka podjedzie pod dom? Czy starsza osoba będzie miała realną możliwość dojścia do autobusu? Czy służby rzeczywiście będą miały przejazd bez zwłoki? Co z firmami, które mają klientów i dostawy?
To są pytania bardzo przyziemne. I właśnie dlatego ważne.
Bo urzędowy komunikat może mówić o koordynacji, infrastrukturze podziemnej, gestorach sieci i organizacji ruchu. Mieszkaniec zapyta prościej: czy rano wydostanę się z domu i czy po południu wrócę bez godzinnego błądzenia?
Na tym tle słowa Ubycha brzmią jak polityczne oskarżenie, ale jednocześnie zbierają emocje, które w tej części miasta już są.
Pytań, pomimo tego, że mieszkańcy wspólnie z mediami zmusili urząd miasta do przyznania się do czegoś, o czym w kuluarach mówiło się od dłuższego czasu, w żaden sposób nie pokazało, że urzędnicy przygotowali się i dali trwałe, jasne i bardzo precyzyjne wytyczne. Na dzisiaj można powiedzieć krótko, to będzie dramat dla tysięcy mieszkańców – mówi radny.
Mocno. Ale przy trzymiesięcznym zamknięciu ważnej ulicy trudno oczekiwać, że emocji nie będzie.
Remont potrzebny, ale pytania zostają
Nikt rozsądny nie będzie twierdził, że Wiczlińska nie wymaga inwestycji. Nowa jezdnia, chodniki, kanalizacja, pętla autobusowa, przystanki, droga rowerowa – to wszystko ma znaczenie. Docelowo ma być bezpieczniej i wygodniej. Tak przynajmniej zapowiada miasto.
Problem w tym, że zanim mieszkańcy zobaczą ten efekt, mają przejść przez trzy miesiące poważnych utrudnień. I nie chodzi tylko o niewygodę. Chodzi o dojazd do domów, autobusów, firm, sklepów i budów. Chodzi o transporty, odpady, służby, klientów. O zwykły dzień, który nagle może stać się logistyczną łamigłówką.
Miasto apeluje o ostrożność, stosowanie się do oznakowania i wyrozumiałość. Mieszkańcy apelują o konkrety. I trudno im się dziwić.
Bo wyrozumiałość jest łatwiejsza wtedy, gdy człowiek wie, którędy pojedzie jutro rano.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

