Patrol na wodzie skończył się dla 28-latka wizytą w komendzie. Policjanci z Komisariatu Wodnego Policji w Gdańsku zatrzymali do kontroli niewielką łódź motorową w rejonie Mierzei Wiślanej. Na pierwszy rzut oka – zwykła rekreacyjna jednostka, popołudnie, okolice Mikoszewa. Dopiero sprawdzenie sternika w policyjnych systemach pokazało, że sprawa jest znacznie poważniejsza.
Kontrola na wodzie
Do zdarzenia doszło w sobotę 20 czerwca, około godziny 16:00. Funkcjonariusze patrolowali wody Wisły i Zatoki Gdańskiej, gdy na nowodworskim terenie Mierzei Wiślanej zatrzymali ponad 4-metrową łódź rekreacyjną.
Jednostka była wyposażona w silnik spalinowy o mocy 6 KM. Nie była to więc wielka motorówka, raczej sprzęt kojarzący się z weekendowym wypadem na wodę. I właśnie dlatego takie kontrole bywają lekceważone. Bo skoro mała łódź, spokojny rejs, sobotnie popołudnie – to przecież „nic takiego”. Tyle że dla policji wodnej takie „nic” też podlega sprawdzeniu.
Za sterem siedział 28-letni mieszkaniec powiatu starogardzkiego.
Czytaj też: Wieloryb na plaży w Mikoszewie. Służby mają nowy plan
Trzy zakazy w systemie
Podczas kontroli funkcjonariusze sprawdzili dane mężczyzny w policyjnych systemach. Wynik był jednoznaczny: sternik miał trzy aktywne sądowe zakazy prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.
Zakazy wydały sądy w Starogardzie Gdańskim oraz w Świnoujściu. To ważny szczegół, bo nie chodziło o jeden dawny wpis, który ktoś próbowałby tłumaczyć nieporozumieniem. Policjanci ustalili trzy obowiązujące zakazy. A łódź z silnikiem spalinowym nie znika magicznie z tej kategorii tylko dlatego, że płynie po wodzie.
I tu kończy się weekendowa beztroska.
Nie alkohol, tylko lekceważenie sądu
Badanie wykazało, że 28-latek był trzeźwy. Sprawa nie kręciła się więc wokół promili ani proc. alkoholu, ale wokół czegoś innego – niestosowania się do decyzji sądu.
Mężczyzna został zatrzymany w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z art. 244 kodeksu karnego. Ten przepis dotyczy właśnie sytuacji, w której ktoś ignoruje orzeczony przez sąd zakaz. W praktyce oznacza to, że nawet krótki rejs niewielką łodzią może zakończyć się postępowaniem karnym, jeśli sternik nie ma prawa prowadzić pojazdów mechanicznych.
Finał w komendzie
Po zatrzymaniu 28-latek trafił do Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gdańskim. Tam przeprowadzono z nim dalsze czynności procesowe. Później został zwolniony.
Nie oznacza to jednak końca sprawy. Za niestosowanie się do sądowych zakazów grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. To już nie mandat, nie pouczenie, nie krótka rozmowa z patrolem. To przestępstwo.
W tym przypadku wszystko zaczęło się od rutynowej kontroli na wodzie. Sobotnie popołudnie, Mierzeja Wiślana, niewielka łódź. A potem system pokazał trzy zakazy. Czasem tyle wystarczy, żeby rekreacyjny rejs zamienił się w poważny problem.
Zobacz: Żuławy Wiślane – region narażony na powodzie
mn





