W Gdańsku znów zrobiło się głośno od sportowych aut. W piątek wieczorem policja dostała zgłoszenie o motoryzacyjnych spotkaniach w rejonie al. Grunwaldzkiej i Złotej Karczmy. Na miejsce wysłano duże siły – ponad 200 funkcjonariuszy. Mundurowi nie ukrywają, że sprawa ma związek z wydarzeniem Ultrace 2026, które właśnie rusza w Gdańsku.
Policja postawiła nogę
To nie była rutynowa kontrola dwóch radiowozów. Do działań skierowano policjantów prewencji, ruchu drogowego oraz kryminalnych. Nie tylko z Gdańska, ale też z okolicznych miejscowości.
Efekt? Skontrolowano 135 samochodów i wylegitymowano 199 osób. Teraz ich udział w zdarzeniu ma być sprawdzany. Chodzi o to, czy byli tylko widzami i uczestnikami spotkania, czy brali udział w zachowaniach, które mogły naruszać prawo. To istotna różnica, choć dla mieszkańca stojącego wieczorem przy oknie i słyszącego ryk silników może brzmieć dość teoretycznie.
Policja zatrzymała dwie osoby. Przy jednej znaleziono narkotyki. Druga była poszukiwana, a dodatkowo miała przy sobie dokumenty utracone w wyniku przestępstwa. Funkcjonariusze nałożyli też kilka mandatów i zatrzymali trzy dowody rejestracyjne.
Zobacz też: Nocny wyścig na S7. 19-latek z zarzutem

Nagrania trafią pod analizę
Sprawa nie kończy się na tym, co policjanci zastali na miejscu. Funkcjonariusze zabezpieczyli nagrania, które pojawiły się w internecie. Po ich analizie mają zapaść dalsze decyzje.
To może oznaczać kolejne konsekwencje dla kierowców. Zwłaszcza jeśli na filmach widać niebezpieczne manewry, popisy albo zachowania przypominające nielegalne wyścigi. Policja zapowiada, że będzie sprawdzać nie tylko samą obecność, ale też charakter uczestnictwa w całym zdarzeniu.
Krótko mówiąc – kto przyjechał tylko popatrzeć, jest w innej sytuacji niż ten, kto potraktował drogę jak prywatny tor. I tu zaczyna się konkret.
Ultrace 2026 i nocne spotkania
Według ustaleń policjantów tak duża liczba sportowych samochodów w Gdańsku ma związek z Ultrace 2026. Wydarzenie rozpoczyna się dziś i przyciąga fanów motoryzacji. Sama pasja do aut nie jest oczywiście problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy pokaz przenosi się na publiczną drogę.
Dla zwykłych kierowców oznacza to nerwy, hałas i ryzyko. Ktoś wraca z pracy, ktoś wiezie dziecko, ktoś po prostu chce przejechać przez miasto bez zastanawiania się, czy zza rogu nie wyskoczy rozpędzone auto. Nie każdy ma ochotę uczestniczyć w cudzym widowisku. Nawet przez przypadek.
Policja podkreśla, że bezpieczeństwo na drogach pozostaje jednym z jej priorytetów. I zapowiada dalsze działania. Funkcjonariusze mają być obecni tam, gdzie mogą pojawiać się nielegalne wyścigi albo rażące naruszenia przepisów.
Czytaj też: Policja rozbija nielegalne wyścigi w Trójmieście
Droga to nie tor
Komunikat policji jest w tej sprawie jasny. Nie ma zgody na traktowanie drogi publicznej jak toru wyścigowego. Mundurowi wskazują na nielegalne wyścigi, stwarzanie zagrożenia w ruchu i poważne łamanie przepisów.
W praktyce oznacza to kontrole, mandaty, zatrzymywanie dowodów rejestracyjnych i analizę materiałów z sieci. Tym razem skala działań była duża – ponad 200 policjantów, 135 sprawdzonych aut i 199 wylegitymowanych osób. To pokazuje, że policja potraktowała sprawę na 100 proc. poważnie.
Miłośnicy motoryzacji mogą mieć swoje święto. Ale miasto nie może zamieniać się w nocny tor. Ta granica jest prosta. I najwyraźniej w Gdańsku policja postanowiła jej pilnować.
mn

