Do naszej redakcji zgłosił się emeryt, którego zaniepokoił telefon w sprawie świadczenia wspierającego. Rozmówcy mieli zaproponować wizytę w jego mieszkaniu, by specjaliści ocenili jego stan zdrowia i poziom potrzebnego wsparcia. Mężczyzna twierdzi jednak, że sam nie składał żadnych dokumentów i nikogo nie zapraszał. Sprawa wygląda na tyle poważnie, że zapytaliśmy policję o możliwą nową metodę działania oszustów.
Telefon, który zapalił czerwoną lampkę
Senior, który skontaktował się z naszą redakcją, przyznaje, że na początku rozmowa brzmiała urzędowo. Padły nazwy związane ze świadczeniem wspierającym, oceną poziomu wsparcia i komisją działającą przy wojewodzie.
Zadzwonili do mnie i mówili, że mogą przyjść do domu, żeby ocenić mój stan zdrowia. Tylko że ja niczego nie składałem. Nie prosiłem o żadną wizytę i nie miałem żadnej sprawy w toku – relacjonuje emeryt.
Jak mówi, najbardziej zaniepokoiło go to, że rozmówcy od razu mówili o wizycie w mieszkaniu.
Starszy człowiek może się przestraszyć albo pomyśleć, że to jakiś obowiązek. A ja sobie pomyślałem: chwila, skąd oni mają mój numer i dlaczego chcą wejść do domu? – dodaje.
Mężczyzna postanowił nie podawać żadnych dodatkowych informacji. Nie umawiał spotkania, nie potwierdzał danych i nie przekazywał dokumentów. Zamiast tego napisał do naszej redakcji.
Proszę to nagłośnić, bo ktoś inny może ich wpuścić. Ja może jeszcze się zastanowiłem, ale wiele osób uwierzy, szczególnie jak usłyszy o komisji, świadczeniu i urzędzie – mówi senior.
Policja monitoruje sygnały
O sprawę zapytaliśmy pomorską policję. Funkcjonariusze zaznaczają, że na ten moment nie mają zgłoszeń dokładnie o takiej metodzie działania sprawców.
Pomorscy policjanci monitorują wszelkie sygnały dotyczące prób oszustw i podszywania się pod przedstawicieli instytucji publicznych. Obecnie nie odnotowaliśmy zgłoszeń dotyczących osób podszywających się pod członków komisji w związku z procedurą przyznawania świadczenia wspierającego – przekazuje policja.
To ważne zastrzeżenie. Nie ma więc potwierdzenia, że w regionie działa już zorganizowana grupa wykorzystująca właśnie ten pretekst. Ale policja nie lekceważy sprawy.
Należy jednak pamiętać, że sprawcy oszustw często wykorzystują aktualne tematy społeczne oraz programy pomocowe do uwiarygodnienia swoich działań i mogą wykorzystywać tego rodzaju legendy do popełniania przestępstw oraz jako pretekst do nawiązania kontaktu z potencjalnymi ofiarami – czytamy w stanowisku.
Innymi słowy: nawet jeśli dziś nie ma serii zgłoszeń, jutro taki scenariusz może już zostać użyty. Oszuści nie wymyślają metod w próżni. Biorą to, o czym ludzie słyszą w telewizji, urzędach i rozmowach rodzinnych. Potem dorabiają do tego „pilną wizytę”.
Po co ktoś miałby wejść do mieszkania?
Policja wskazuje kilka możliwych celów. Nie chodzi tylko o bezpośrednią kradzież pieniędzy z szuflady, choć i to może się zdarzyć. Taka wizyta może służyć wyłudzeniu danych osobowych, danych rachunku bankowego albo dostępowi do dokumentów.
Może też chodzić o rozpoznanie mieszkania. Kto mieszka sam? Czy w przedpokoju leżą klucze? Czy w domu są oszczędności? Czy sąsiedzi reagują? Dla przestępcy to cenna wiedza. Dla seniora – realne zagrożenie.
Takie działania mogą mieć na celu wyłudzenie danych osobowych, pieniędzy lub danych rachunków bankowych, uzyskanie dostępu do dokumentów, rozpoznanie mieszkania pod kątem późniejszej kradzieży lub włamania albo bezpośrednia kradzież mienia znajdującego się w lokalu – ostrzega policja.
Senior, który zgłosił się do redakcji, sam mówi, że najbardziej obawia się właśnie o los osób mieszkających samotnie.
Ja jeszcze zadzwoniłem, zapytałem, zastanowiłem się. Ale znam ludzi, którzy wpuszczą, bo pomyślą, że to urzędnik. Taki człowiek pokaże kartkę, powie kilka mądrych słów i starsza osoba już czuje, że musi współpracować – mówi emeryt.
Czytaj też: Trzy osoby oskarżone o zabójstwo 78-latka w Brzeźnie
Presja czasu i urzędowy ton
Według podkom. Anny Banaszewska-Jaszczyk z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku oszuści często działają według podobnego schematu. Najpierw budują wiarygodność. Powołują się na instytucję, używają nazw urzędów, wspominają o świadczeniach, komisjach albo rodzinie. Potem pojawia się presja.
Oszuści najczęściej wywierają presję czasu, przekonują o konieczności pilnego działania, podają się za pracowników instytucji publicznych, proszą o okazanie dokumentów lub wpuszczenie do mieszkania – informują funkcjonariusze.
Policjanci zwracają też uwagę, że sprawcy potrafią korzystać z powszechnie dostępnych informacji. To może brzmieć bardzo przekonująco. Wystarczy nazwisko, adres, wiek, czasem ogólna wiedza o świadczeniu. I już rozmowa wygląda jak oficjalna procedura.
Oni nie muszą wiedzieć wszystkiego. Wystarczy, że mówią pewnym głosem. Człowiek starszy nie chce mieć kłopotów, więc zaczyna odpowiadać – opowiada nasz rozmówca.
To jest właśnie moment, w którym trzeba przerwać rozmowę. Bez tłumaczenia się i bez wstydu. Lepiej odłożyć słuchawkę i sprawdzić sprawę samodzielnie, niż przez grzeczność zaprosić kogoś obcego do domu.
Jak się zachować?
Policja apeluje o prostą zasadę: najpierw weryfikacja, potem rozmowa. Nigdy odwrotnie.
Przede wszystkim należy zachować ostrożność. Nie należy wpuszczać do mieszkania nieznajomych osób bez wcześniejszego zweryfikowania celu wizyty. Warto poprosić o okazanie legitymacji służbowej, skontaktować się z instytucją, na która powołuje się rozmówca i potwierdzić czy wizyta została zaplanowana – podkreślają funkcjonariusze.
W przypadku jakichkolwiek wątpliwości należy zakończyć rozmowę i powiadomić policję pod numerem alarmowym 112. To nie jest „zawracanie głowy”. Nawet jeśli nie doszło do utraty pieniędzy, zgłoszenie może pomóc w wykryciu schematu i ostrzeżeniu innych.
Policji warto przekazać numer telefonu, datę i godzinę kontaktu, treść rozmowy, wiadomości SMS lub e-mail, opis osoby, rysopis, informacje o samochodzie, a także nagrania z monitoringu lub rozmowy, jeśli są dostępne.
Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę
Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.
Rodzina też ma zadanie
Policjanci apelują do rodzin, sąsiadów i opiekunów, by rozmawiali z seniorami oraz osobami z niepełnosprawnościami o metodach oszustów. Nie ogólnie, nie raz na rok. Konkretnie: co zrobić, gdy ktoś dzwoni, chce wejść do mieszkania albo prosi o dokumenty.
Policjanci niezmiennie apelują do rodzin, opiekunów i sąsiadów o rozmowę z seniorami oraz osobami z niepełnosprawnościami na temat metod działania oszustów. Świadomość zagrożeń oraz zachowanie ostrożności są jednymi z najskuteczniejszych sposobów zapobiegania tego rodzaju przestępstwom – czytamy w stanowisku policji.
To szczególnie ważne, bo świadczenie wspierające dotyczy osób, które często już same w sobie są bardziej narażone na presję, manipulację albo zwykłe zagubienie w urzędowych procedurach. Dla oszustów to łatwy teren. Brzydko mówiąc – wygodny.
Policja zaznacza jednak, że nie każda wizyta przedstawiciela instytucji publicznej musi oznaczać próbę oszustwa. Trzeba zachować rozsądek, nie panikę. Ale rozsądek oznacza sprawdzanie.
W przypadku wizyty osoby podającej się za przedstawiciela instytucji publicznej, członka komisji lub innego podmiotu realizującego zadania związane ze świadczeniem wspierającym, należy zachować szczególną ostrożność – apelują funkcjonariusze.
Najważniejsze: nie wpuszczać nieznajomych bez potwierdzenia tożsamości i celu wizyty. Korzystać z oficjalnych numerów telefonów, nie z tych podanych przez rozmówcę. A gdy coś nie pasuje – dzwonić pod 112.
W tej sprawie jedna zasada powinna działać zawsze: 100 proc. ostrożności, zero presji.
mn
