Sprawa ataku na Jacka Jaśkowiaka wróciła w dość nieoczekiwanym miejscu – przy oświadczeniu majątkowym prezydenta Poznania. W mediach społecznościowych pojawił się wpis sugerujący, że zniszczony garnitur miał zostać wyceniony na 4 tys. euro. To już nie jest tylko historia o torcie rzuconym podczas sesji rady miasta. Teraz pojawiło się pytanie, czy tak drogi element garderoby powinien znaleźć się w dokumentach majątkowych.
Do zdarzenia doszło 16 czerwca podczas sesji Rady Miasta Poznania. Obrady dotyczyły między innymi absolutorium dla władz samorządu, a Jacek Jaśkowiak przedstawiał raport o stanie miasta. Po jego wystąpieniu do siedzącego prezydenta podszedł mężczyzna i uderzył go ciastem.
Napastnik krzyczał, że jest to “wotum nieufności Poznaniaków” wobec Jaśkowiaka. Policja zatrzymała w tej sprawie dwóch mężczyzn. Obaj usłyszeli zarzuty znieważenia oraz naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. Śledczy wystąpili także o dozór policyjny oraz zakaz zbliżania się do Urzędu Miasta Poznania i pracowników magistratu. Podejrzanym grozi do 3 lat więzienia.
Sam Jaśkowiak mówił po wszystkim o przekroczeniu granic. I trudno się dziwić, bo nawet ostry konflikt polityczny nie usprawiedliwia fizycznego ataku. Tyle że w tej historii szybko pojawił się drugi wątek. Dużo bardziej niewygodny dla prezydenta.
Garnitur za 4 tys. euro
Na profilu poznan_moment w serwisie X pojawiła się informacja, że Jacek Jaśkowiak miał zeznać na policji, iż tort zniszczył mu garnitur wart 4 tys. euro. Autor wpisu zapytał, dlaczego tak kosztowny ubiór nie jest widoczny w oświadczeniu majątkowym, skoro przy wartości powyżej 10 tys. zł pojawia się obowiązek wykazania składnika majątku.
Do wpisu dołączono fragment programu “WTK na Gorąco”. Jeden z mężczyzn związanych ze sprawą mówił tam, że w zarzutach pojawiła się kwestia zniszczenia garnituru, a kwotę szkody określono na minimum 4 tys. euro. Według jego relacji później “Głos Wielkopolski” miał dotrzeć do pralni, która zajmowała się ubraniem. Koszt czyszczenia miał wynosić 60-80 zł.
Różnica wygląda, delikatnie mówiąc, efektownie. Z jednej strony tysiące euro, z drugiej rachunek jak za porządne pranie. Oczywiście koszt czyszczenia nie musi być tym samym, co wartość garnituru, ale politycznie sprawa zaczęła żyć własnym życiem. I nie chodzi tu o kilka proc. w tabeli, tylko o prostą rzecz: wiarygodność publicznego urzędnika.
Zawisza uderza w Jaśkowiaka
Do sprawy odniosła się poseł Razem Marcelina Zawisza. Jej komentarz był krótki, złośliwy i mocno wymierzony w prezydenta Poznania. Stwierdziła, że wygląda na to, iż Jaśkowiak albo złożył fałszywe zeznania, albo skłamał w oświadczeniu majątkowym. Dodała ironicznie, że może zaraz okaże się, iż garnitur został pożyczony od kuzyna.
Ten komentarz nie wziął się znikąd. Jaśkowiak wcześniej próbował łączyć zdarzenie z marcową interwencją poselską Zawiszy w jego gabinecie. W mediach społecznościowych pisał, że poseł Razem, nadużywając prawa do kontroli poselskiej, weszła do jego gabinetu z osobami, które później miały zaatakować go podczas sesji absolutoryjnej.
W tle mamy więc nie tylko tort, garnitur i policję, ale także polityczną awanturę między prezydentem dużego miasta a poseł opozycyjnej wobec niego lewicy. Niby lokalna sprawa. A jednak widać tu coś szerszego.
Zobacz też: Kocham Gdańsk zarzuca władzom ustawienie debaty
Co widzi zwykły mieszkaniec
Dla przeciętnego poznaniaka ta historia może wyglądać po prostu fatalnie. Sesja rady miasta, raport o stanie miasta, absolutorium – sprawy ważne, choć dla wielu mieszkańców dość odległe. A na końcu i tak zostaje obrazek z tortem, kłótnią, zarzutami i pytaniami o garnitur za 4 tys. euro.
Ktoś, kto czeka na lepszą komunikację, remont ulicy albo miejsce w przedszkolu, patrzy na to wszystko i może zapytać: naprawdę tym dziś żyje miasto? Niestety, takie awantury zostawiają ślad. Osłabiają zaufanie do instytucji, nawet jeśli zaczęły się od politycznego happeningu i jednego absurdalnego gestu.
Zobacz też: Gdańsk: tylko 15 mieszkańców wystąpi na sesji. Opozycja mówi o skandalu
mn

