Mieszkańcy różnych części Gdyni informowali rano o intensywnym zapachu spalenizny, który miał dostać się także do mieszkań przez uchylone i rozszczelnione okna. Źródłem dymu był nocny pożar hurtowni zabawek przy ul. Chwaszczyńskiej. W internecie szybko pojawiły się pytania, dlaczego mieszkańcy nie otrzymali żadnego ostrzeżenia, które pozwoliłoby im wcześniej zamknąć okna i ograniczyć napływ dymu do domów.
Zapach był wyczuwalny daleko od miejsca pożaru
Pożar hurtowni przy ul. Chwaszczyńskiej wybuchł w nocy. Zgłoszenie do straży pożarnej wpłynęło około godz. 1:40. Ogień objął dużą halę wypełnioną zabawkami. W kulminacyjnym momencie na miejscu pracowały 22 zastępy straży pożarnej. Pożar został zlokalizowany o godz. 4:15, a później rozpoczęło się dogaszanie pogorzeliska.
Tymczasem mieszkańcy budzili się ze swądem spalenizny w domach. Według pojawiających się relacji zapach był wyczuwalny nie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie Chwaszczyńskiej. Informacje o nieprzyjemnej woni pojawiały się również z innych części miasta, w tym z Oksywia.
Dla części osób pierwszym sygnałem, że w nocy wydarzyło się coś poważnego, nie był komunikat służb, lecz właśnie zapach, który przedostał się do mieszkań.
Lato, uchylone okna i dym w mieszkaniach
Sytuacja zwróciła uwagę także ze względu na porę roku. Wiele osób podczas ciepłych nocy śpi przy uchylonych lub otwartych oknach. W efekcie część mieszkańców informowała, że zapach pochodzący z pożaru przedostał się do środka jeszcze podczas ich snu.
W internetowych komentarzach pojawiały się relacje osób, które po przebudzeniu czuły w pomieszczeniach charakterystyczny swąd spalenizny. Niektórzy dopiero wtedy zaczynali sprawdzać, co wydarzyło się w mieście i skąd pochodzi dym.
To właśnie ten element nocnego zdarzenia wywołał wiele pytań.
„Dlaczego nie było żadnego ostrzeżenia?”
Mieszkańcy zwracali uwagę, że nie otrzymali alertu RCB ani innego bezpośredniego komunikatu ostrzegającego przed dymem po pożarze.
W komentarzach przewijało się pytanie, dlaczego osoby znajdujące się na obszarze, na którym wyczuwalny był zapach spalenizny, nie zostały wcześniej poinformowane o sytuacji. Szczególnie że w nocy wiele osób spało i nie miało możliwości samodzielnie śledzić komunikatów dotyczących akcji straży pożarnej.
Nie można na podstawie dostępnych informacji przesądzić, czy w tym przypadku istniały podstawy do uruchomienia alertu RCB. Faktem jest jednak, że część mieszkańców oczekiwała jakiejkolwiek formy ostrzeżenia.
I właśnie brak takiej informacji stał się jednym z głównych tematów porannych dyskusji po pożarze.
Hurtownia była wypełniona zabawkami
Straż pożarna informowała, że płonąca hala była wypełniona zabawkami. W pierwszych komunikatach pojawiały się różne informacje dotyczące jej wymiarów. Ostatecznie podano, że budynek miał około 50 na 200 metrów.
Nie było osób poszkodowanych. W chwili wybuchu pożaru w budynku nikogo nie było.
Przyczyny pojawienia się ognia nie są jeszcze znane. Ma je ustalać policja po zakończeniu działań gaśniczych.
Na razie brak również informacji, które pozwalałyby określić skład dymu czy stężenie konkretnych substancji. Dlatego nie można przesądzać, jakie dokładnie opary docierały do poszczególnych części miasta ani jaki był ich wpływ na mieszkańców.
Czytaj też: Dym z pożaru na gdańskiej Przeróbce ma międzynarodowy zasięg
Mieszkańcy zostali z pytaniami
Po nocnej akcji dyskusja przeniosła się do internetu. Oprócz informacji o samym pożarze powtarzały się relacje dotyczące zapachu spalenizny w różnych częściach Gdyni.
Najczęściej wracało jedno pytanie – dlaczego, skoro dym był wyczuwalny daleko od miejsca zdarzenia, mieszkańcy nie dostali żadnego komunikatu ostrzegawczego.
Dla osób, które przespały noc przy uchylonych oknach i dopiero rano dowiedziały się o dużym pożarze hurtowni zabawek, była to informacja zdecydowanie spóźniona.
mn
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





