Wojewoda pomorski nie panuje nad cudzoziemcami. Fatalny obraz urzędu

Przed Pomorskim Urzędem Wojewódzkim protestują cudzoziemcy, którzy na karty pobytu czekają miesiącami, a w skrajnych przypadkach nawet ponad trzy lata. Wicewojewoda Emil Rojek przyznaje, że spraw przybywa i że urzędnicy są przeciążeni. W tle mamy jednak znacznie więcej: śledztwo korupcyjne dotyczące przyspieszania legalizacji pobytu, proceder z fałszywymi dokumentami studenckimi i co najmniej 89 cudzoziemców przeznaczonych do deportacji. A gdy od dwóch miesięcy próbujemy uzyskać od rzecznika wojewody Krystiana Kłosa podstawowe dane o skali postępowań, odpowiedzi nie ma. Coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że obecna ekipa Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego nad problemem cudzoziemców po prostu nie panuje.

Czekają po trzy lata

W poniedziałek przed budynkiem Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku przy ul. Chmielnej odbył się protest cudzoziemców. Powód był prosty – przewlekłość postępowań dotyczących kart pobytu.

Według relacji uczestników niektórzy czekają na dokument ponad trzy lata. Dla człowieka, który mieszka i pracuje w Polsce, nie jest to tylko papier schowany w szufladzie. Brak karty pobytu może oznaczać problemy z wyjazdem za granicę, późniejszym powrotem do Polski, pracą czy korzystaniem z usług bankowych.

Jeden z uczestników protestu mówił, że po śmierci babci na Białorusi nie mógł pojechać na pogrzeb, bo obawiał się, że nie będzie mógł wrócić do Polski. Inny problem dotyczył wyjazdów służbowych. Padał przykład współpracy z firmą w Wielkiej Brytanii i niemożności odbycia delegacji do Londynu.

To już nie są administracyjne niedogodności. To sytuacje, które wpływają na normalne życie ludzi.

Rojek: wniosków cały czas przybywa

Do protestujących wyszedł zastępca wojewody pomorskiego Emil Rojek.

I powiedział kilka rzeczy, które warto zapamiętać.

Rojek przyznał, że rozumie zniecierpliwienie osób oczekujących od wielu miesięcy na rozpoznanie swoich spraw. Jednocześnie tłumaczył, że województwo pomorskie bardzo szybko się rozwija, a wraz z tym rozwojem przybywa cudzoziemców chcących tutaj mieszkać i pracować.

Cały czas mamy kolejne wnioski o kolejne przyjazdy osób z zagranicy, które chcą tu pracować – mówił.

Wymieniał budownictwo, turystykę oraz wielkie inwestycje infrastrukturalne. Wskazał m.in. morskie farmy wiatrowe, elektrownię atomową, przebudowę sieci przesyłowych oraz terminal FSRU.

To istotne. Wicewojewoda sam bowiem potwierdza, że liczba cudzoziemców i prowadzonych wobec nich postępowań rośnie.

Tylko ilu ich właściwie jest? Tego od urzędu nie możemy się dowiedzieć.

Ponaglenia też mają przeszkadzać

Jeszcze ciekawsza była dalsza część wystąpienia wicewojewody. Rojek tłumaczył protestującym, że na tempo rozpoznawania spraw wpływają również… ich własne ponaglenia, maile i pytania.

Według niego na każde takie wystąpienie pracownik musi przerwać prowadzone postępowanie, przygotować odpowiedź albo przesłać dokumenty organowi rozpatrującemu ponaglenie.

W pewnym momencie sprowadził problem do prostego wyboru: urzędnik może prowadzić sprawy, na które ludzie czekają, albo “siedzieć i pisać maile, odpowiedzi na zapytania”.

To dość niezwykła sytuacja. Cudzoziemiec czeka dwa czy trzy lata, zaczyna pytać, co dzieje się z jego sprawą, a urząd odpowiada, że samo pytanie zabiera czas potrzebny do załatwienia tej sprawy.

Podczas spotkania protestujący zarzucali także, że odpowiedzi na ponaglenia w praktyce nie otrzymują. Rojek zapewniał, że są one udzielane “w odpowiednim trybie”.

Milion złotych i sztuczna inteligencja

Urząd zapowiada zatrudnienie 24 urzędników i uzależnia to od środków przyznanych przez MSWiA i Unię Europejską. Niemniej Emil Rojek dodaje, że pozyskanie takiej liczby pracowników w obecnej sytuacji na rynku pracy jest bardzo trudne.

Urząd szuka rozwiązania w technologii. Rojek poinformował, że PUW próbuje automatyzować część czynności i sięgać po narzędzia AI. Jak mówił, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wyraziło zgodę na przeznaczenie 1 mln zł na zakup nowej macierzy.

Sprzęt ma umożliwić automatyzację części elementów postępowań.

Problem w tym, że cudzoziemcy potrzebują rozwiązania dzisiaj. Jeżeli ktoś czeka ponad trzy lata, informacja o planowanym zakupie infrastruktury informatycznej niewiele zmienia w jego codziennym życiu. Technologia może pomóc. Nie zastąpi jednak sprawnej organizacji.

Korupcja przy legalizacji pobytu

A przewlekłość postępowań to tylko jeden z problemów, które w ostatnim czasie pojawiły się wokół legalizacji pobytu cudzoziemców na Pomorzu. W listopadzie 2024 roku prokuratura poinformowała o śledztwie dotyczącym korupcji związanej z przyspieszaniem takich procedur.

Według śledczych proceder miał trwać od 2022 roku. Zatrzymano pięć osób, w tym urzędnika Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz osoby mające pośredniczyć w załatwianiu formalności.

Urzędnik Adrian S. usłyszał zarzut przyjmowania korzyści majątkowych w związku z pełnioną funkcją. Yuriy K. usłyszał pięć zarzutów dotyczących m.in. powoływania się na wpływy i wręczania łapówek. Zarzuty usłyszały również trzy kolejne osoby. Wobec urzędnika i jednego z pośredników sąd zastosował tymczasowy areszt. W dwóch kolejnych przypadkach wyznaczono poręczenia majątkowe w wysokości 140 tys. zł oraz 80 tys. zł. To śledztwo dotyczyło właśnie obszaru, w którym dziś urząd przyznaje się do gigantycznych kolejek.

Nie oznacza to oczywiście, że przewlekłość postępowań ma związek z tamtą sprawą. Nie ma podstaw, by stawiać taką tezę. Nie da się jednak udawać, że ten epizod nie istniał.

Podczas poniedziałkowego protestu cudzoziemców uczestnicy podnosili publicznie, że w urzędzie może funkcjonować grupa, która umożliwia szybsze załatwienie karty pobytu. Emil Rojek nie odniósł się do tych sformułowań.

Fałszywy student za 1200 zł

Potem pojawiła się kolejna sprawa. Straż Graniczna ujawniła proceder wykorzystywania fałszywych legitymacji studenckich oraz zaświadczeń o statusie studenta. Dokumenty miały pomagać cudzoziemcom w legalizowaniu pobytu i zatrudnienia w Polsce.

W dużej mierze chodziło o obywateli Kolumbii.

Śledczy trafili na trop w grudniu 2025 roku po ustaleniu, że w jednej z hal magazynowych pracują Kolumbijczycy posiadający podejrzane dokumenty potwierdzające status studenta.

Za taki komplet cudzoziemiec miał płacić około 1200 zł. Agencja zatrudnienia związana ze sprawą posiadała biura w Poznaniu, Bydgoszczy i Pruszczu Gdańskim. Cudzoziemcy byli następnie kierowani do pracy fizycznej.

Funkcjonariusze zabezpieczyli prawie 100 fałszywych dokumentów. Kolejne miały być przygotowywane dla 102 Kolumbijczyków.

To już skala, której trudno nie zauważyć.

Co najmniej 89 deportacji

Konsekwencje dla cudzoziemców okazały się bardzo konkretne. Kontrole wykazały nielegalne powierzanie pracy w oparciu o fałszywe dokumenty. Co najmniej 89 osób ma zostać deportowanych z Polski.

W toku śledztwa zatrzymywano kolejne osoby, zabezpieczono telefony, komputery, dokumentację pracowniczą oraz samochody o łącznej wartości 295 tys. zł.

Pojawiły się zarzuty dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej. Za udział w niej grozi do 8 lat więzienia, a za kierowanie grupą – do 15 lat.

Śledczy badają również źródło powstawania fałszywych dokumentów.

Pośrednicy i pełnomocnicy

I właśnie dlatego zwróciliśmy się do Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego z pytaniami. Nie o dane osobowe. Nie o akta konkretnych cudzoziemców. Chcieliśmy podstawowych statystyk. Pytaliśmy, ilu cudzoziemców składa wnioski o pobyt czasowy, czy urząd może przedstawić te dane według obywatelstwa, ilu wnioskodawców deklaruje studia jako cel pobytu i ilu wśród nich jest obywateli Kolumbii.

Chcieliśmy również wiedzieć, czy dane można pokazać miesiąc po miesiącu. To szczególnie istotne w kontekście informacji o pośrednikach i pełnomocnikach.

Pytaliśmy więc, czy urząd może ustalić, ile wniosków składanych jest z udziałem pełnomocników oraz czy zdarzają się osoby reprezentujące większe grupy cudzoziemców.

To nie są pytania egzotyczne. To podstawowe dane, dzięki którym można ocenić, co rzeczywiście dzieje się w systemie. Nie wiemy choćby, jaki proc. wszystkich postępowań dotyczy poszczególnych grup cudzoziemców i jak duży udział mają sprawy związane ze studiami.

Rzecznik milczy od dwóch miesięcy

I tutaj dochodzimy do kolejnego problemu. Na nasze pytania od dwóch miesięcy nie odpowiedział rzecznik prasowy Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Krystian Kłos. Działacz Koalicji Obywatelskiej, radny miasta Gdańska zarazem pojawił się na proteście, gdy zobaczył naszego dziennikarza zwyczajnie przed nim uciekł.

W tym czasie cudzoziemcy zdążyli wyjść na ulicę, publicznie opowiedzieć o wieloletnim oczekiwaniu, a wicewojewoda wyszedł do nich i tłumaczył, dlaczego urząd nie nadąża. Rojek mówi o rosnącej liczbie cudzoziemców.

My pytamy, jaka jest ta liczba. Rojek mówi o kolejnych wnioskach. My pytamy, ile ich jest i z jakich krajów pochodzą wnioskodawcy. Rojek mówi o obciążeniu pracowników. My próbujemy ustalić skalę tego obciążenia. Od rzecznika – cisza.

Trudno przyjąć wyjaśnienie o nadmiarze pytań jako wystarczające w sytuacji, gdy urząd publiczny przez dwa miesiące nie jest w stanie przekazać mediom podstawowych danych dotyczących jednego z najgorętszych problemów, z którymi sam się mierzy.

Kto kontroluje ten system?

Nie twierdzimy, że śledztwo korupcyjne, fałszywe legitymacje studenckie i protest cudzoziemców są elementami jednego procederu. Nie ma na to dowodów. Łączy je jednak jedno miejsce systemu: legalizacja pobytu cudzoziemców na Pomorzu.

Najpierw pojawia się śledztwo dotyczące łapówek za przyspieszanie postępowań. Potem służby rozbijają grupę wykorzystującą fałszywy status studenta do legalizowania pobytu i pracy. W tym samym czasie cudzoziemcy opowiadają, że na zwykłe decyzje czekają po kilka lat. A przedstawiciel wojewody przyznaje publicznie, że postępowań przybywa tak szybko, iż urząd ma problem z ich obsługą.

Do tego przez dwa miesiące nie można uzyskać podstawowych statystyk. Każdą z tych sytuacji można oczywiście tłumaczyć osobno. Kadrami. Liczbą wniosków. procedurami. Brakiem pieniędzy. Koniecznością odpowiadania na ponaglenia. Starą infrastrukturą komputerową. Tylko w pewnym momencie suma tych tłumaczeń zaczyna być ważniejsza niż każde z nich oddzielnie.

Bo administracja ma nie tylko przyjmować wnioski. Ma również wiedzieć, kto je składa, sprawnie je weryfikować, wyłapywać nadużycia i w rozsądnym terminie wydawać decyzje. Dzisiaj trudno powiedzieć, że na Pomorzu ten system działa dobrze.

Obraz, który wyłania się z ostatnich miesięcy, jest dokładnie odwrotny: wieloletnie kolejki, protestujący cudzoziemcy, pośrednicy, fałszywe dokumenty, wcześniejsze zarzuty korupcyjne i urząd, który nawet na proste pytania o skalę zjawiska nie odpowiada przez dwa miesiące. Można kupić macierz za 1 mln zł. Można wdrożyć AI. Można zatrudnić kolejnych ludzi. Najpierw jednak dobrze byłoby wiedzieć, nad czym właściwie urząd jeszcze panuje.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.
Ładowanie zdjęcia