Nie tylko politycy i prawnicy kwestionują przebieg wydarzeń pod Trybunałem Konstytucyjnym. Coraz głośniej o swoich obawach mówią również sami policjanci. W mediach pojawiły się anonimowe relacje funkcjonariuszy dotyczące niejasnych rozkazów, obaw przed odpowiedzialnością prawną i trudnych warunków służby. Jedna z policjantek miała spędzić pod TK aż 23 godziny, a pozostali mundurowi – według jej relacji – mdleli z wyczerpania. Policyjna Solidarność alarmuje o spadku morale, natomiast komendant główny gen. insp. Marek Boroń zapewnia o legalności działań.
Piątkowe i sobotnie wydarzenia pod Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie zaczynają mieć konsekwencje wykraczające daleko poza polityczny spór o kierowanie instytucją. Z relacji publikowanych przez ogólnopolskie media wyłania się obraz napięć również wewnątrz Policji.
Funkcjonariusze, których skierowano do zabezpieczenia wydarzeń przy alei Szucha, mieli nie tylko zmagać się z ogromnymi emocjami zgromadzonych osób, ale także z niepewnością dotyczącą charakteru całej operacji. Niektórzy anonimowi rozmówcy dziennikarzy krytykują sposób przygotowania działań. Pojawiają się zarzuty dotyczące wielogodzinnej służby, niedostatecznego zaopatrzenia, przemęczenia i braku informacji o planowanych zadaniach.
W tym samym czasie kierownictwo Policji przedstawia zupełnie odmienne stanowisko. Komendant główny gen. insp. Marek Boroń przekonuje, że wszystkie działania funkcjonariuszy były zgodne z prawem, a obecność mundurowych przed Trybunałem była konieczna dla zapewnienia bezpieczeństwa.
Zestawienie oficjalnych komunikatów z relacjami policjantów pokazuje jednak, że wyjaśnienia wymaga nie tylko prawna strona interwencji, ale również jej organizacja.
„Ze wstydu bym się spaliła”. Policjantka opisuje służbę pod Trybunałem
Jedne z najbardziej szczegółowych zarzutów pojawiły się w niedzielę, 1 listopada, na portalu Niezalezna.pl.
Dziennikarze Tomasz Grodecki i Grzegorz Wierzchołowski opublikowali fragmenty prywatnych wiadomości tekstowych przypisywanych policjantce uczestniczącej w zabezpieczeniu wydarzeń pod Trybunałem Konstytucyjnym.
Jeżeli przedstawiona korespondencja jest autentyczna, jej treść wskazuje na poważne problemy z organizacją służby.
Funkcjonariuszka miała napisać, że z piątku na sobotę spędziła pod Trybunałem 23 godziny. Po siedmiogodzinnej przerwie została następnie skierowana na kolejne 12 godzin służby. To jednak nie wszystko.
Według ujawnionych wiadomości policjanci przez 18 godzin mieli pozostawać bez zapewnionego jedzenia i picia. Autorka korespondencji twierdziła, że mundurowi nie wiedzieli, jak długo potrwa ich zadanie, a posiłki dotarły do nich dopiero nad ranem. W wiadomościach opisano również przypadki wyczerpania i omdleń. Sama policjantka miała zasłabnąć około godziny czwartej rano. Po krótkiej przerwie wróciła do wykonywania obowiązków.
Szczególną uwagę zwraca jednak inny fragment korespondencji. Funkcjonariuszka, odnosząc się do swojego udziału w wydarzeniach, miała napisać:
Dramat, dobrze że mam zasłoniętą twarz, bo bym się chyba ze wstydu spaliła.
Z ujawnionych wiadomości wynika ponadto, że kobieta znajdowała się kilka metrów od miejsca, w którym prezydent Karol Nawrocki wchodził do siedziby Trybunału. Relacja jest istotna, ponieważ dotyczy nie tylko politycznego charakteru wydarzeń, lecz także warunków wykonywania służby przez szeregowych funkcjonariuszy.
Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że redakcja naszego portalu nie miała możliwości niezależnego potwierdzenia tożsamości autorki wiadomości ani wszystkich opisanych okoliczności. Są to ustalenia opublikowane przez Niezalezna.pl, które wymagają wyjaśnienia przez Komendę Główną Policji.
23 godziny służby i omdlenia. Kto odpowiadał za organizację zabezpieczenia?
Jeśli informacje o warunkach pracy policjantów zostaną potwierdzone, pojawi się odrębny problem dotyczący odpowiedzialności osób kierujących operacją. Służba w oddziałach prewencji, szczególnie podczas zabezpieczania zgromadzeń o podwyższonym ryzyku, wymaga dużej odporności psychofizycznej. Funkcjonariusze mogą wykonywać obowiązki w trudnych warunkach i przez wiele godzin pozostawać w pełnym wyposażeniu ochronnym.
Nie oznacza to jednak, że kwestie odpoczynku, wyżywienia, dostępu do wody oraz zabezpieczenia medycznego mogą zostać pominięte.
W przypadku wydarzeń pod Trybunałem szczególnie istotne będzie ustalenie, kiedy rozpoczęły się poszczególne zmiany, jak organizowano przerwy oraz czy dowódcy otrzymywali informacje o pogarszającym się stanie zdrowia podwładnych.
Weryfikacji wymagają również doniesienia o omdleniach. Czy funkcjonariuszom udzielano pomocy medycznej? Ilu policjantów wymagało interwencji ratowników? Czy sporządzono dokumentację dotyczącą przypadków zasłabnięcia? I czy podjęto działania, aby zapobiec kolejnym podobnym sytuacjom?
Nie są to pytania o polityczne poglądy mundurowych. Dotyczą podstawowych warunków bezpieczeństwa osób skierowanych do wykonywania zadań służbowych.
Anonimowy policjant: funkcjonariusze boją się wyjazdu do Warszawy
Doniesienia o niepokoju wewnątrz formacji nie ograniczają się do prywatnych SMS-ów. Telewizja wPolsce24 opublikowała rozmowę dziennikarza Stanisława Pyrzanowskiego z anonimowym funkcjonariuszem Policji. Materiał przytoczył następnie portal wPolityce.pl. Rozmówca opowiadał o atmosferze panującej wśród policjantów kierowanych do Warszawy. W jego ocenie część funkcjonariuszy obawiała się nie tylko samego udziału w zabezpieczeniu, lecz także potencjalnych konsekwencji prawnych.
Dużo policjantów po prostu się boi, zwyczajnie się boi tam jechać – przyznał anonimowy funkcjonariusz.
Policjant zwracał uwagę na sposób dowodzenia oraz oznaczenia na wyposażeniu mundurowych. Twierdził, że na podstawie widocznych oznaczeń nie potrafił rozpoznać dowódcy kompanii odpowiedzialnego za funkcjonariuszy znajdujących się w kordonie.
W jego ocenie mogło to oznaczać, że policjanci w trudnych sytuacjach zostawali z koniecznością podejmowania decyzji bez odpowiedniego wsparcia dowódczego. Rozmówca przekonywał również, że nie wszyscy mundurowi mieli pełną świadomość celu skierowania ich do Warszawy.
Nie są to ustalenia potwierdzające brak dowództwa podczas operacji. Stanowią jednak bezpośrednie świadectwo obaw wyrażanych przez jednego z funkcjonariuszy.
Jeżeli podobne problemy występowały szerzej, ich wyjaśnienie powinno obejmować zarówno dokumentację służbową, jak i relacje samych policjantów.

Wirtualna Polska rozmawia z mundurowymi. Nastroje mają być złe
Podobne sygnały opisał Łukasz Maziewski z Wirtualnej Polski. W materiale opublikowanym 31 października dziennikarz przedstawił relacje kilku anonimowych rozmówców związanych z Policją, w tym wysokiego rangą oficera. Według ustaleń WP przygotowania do zabezpieczenia wydarzeń w Warszawie rozpoczęły się już w czwartek, 29 października. Do Legionowa miały być kierowane kompanie oddziałów prewencji z różnych regionów kraju.
Rozmówcy dziennikarza krytycznie oceniali późniejszy przebieg wydarzeń przed Trybunałem.
Jeden z policjantów przekonywał, że organizatorzy operacji nie przewidzieli szybkiego powrotu prezydenta Karola Nawrockiego z zagranicznej podróży i jego osobistego pojawienia się przy alei Szucha.
Według tego rozmówcy po uzyskaniu informacji o przyjeździe głowy państwa należało odpowiednio zorganizować dostęp do Trybunału. Inny funkcjonariusz porównywał aktualne wydarzenia z wcześniejszymi zabezpieczeniami manifestacji. Zwracał uwagę, że policjanci wielokrotnie musieli mierzyć się z agresją i presją uczestników protestów, ale obecna sytuacja miała jego zdaniem zupełnie inną wagę.
W publikacji pojawiły się również sugestie, że niektórzy funkcjonariusze mogli wykonywać przydzielone zadania wbrew własnym przekonaniom.
Są to anonimowe relacje zebrane przez dziennikarza. Nie pozwalają one określić skali niezadowolenia w całej Policji, ale wskazują, że krytyczne głosy pojawiają się również wśród osób związanych bezpośrednio ze służbą.
Policyjna Solidarność alarmuje. „Policjanci są bardzo rozgoryczeni”
Niepokój sygnalizowany przez anonimowych funkcjonariuszy znalazł odzwierciedlenie w oficjalnym wystąpieniu jednej z policyjnych organizacji związkowych. 31 października przewodniczący Związku Zawodowego Policyjna Solidarność Jacek Łukasik skierował list otwarty do komendanta głównego Policji gen. insp. Marka Boronia.
Związek domagał się jasnego stanowiska kierownictwa w sprawie wydarzeń pod Trybunałem oraz zapewnienia funkcjonariuszom wsparcia. W piśmie zwrócono uwagę, że w zabezpieczeniu Warszawy mieli uczestniczyć również młodzi policjanci odbywający adaptację zawodową po ukończeniu szkolenia podstawowego.
Zdaniem związkowców część tych funkcjonariuszy mogła nie posiadać odpowiedniego doświadczenia do wykonywania zadań w tak szczególnych okolicznościach. Jeszcze poważniejszy problem dotyczy jednak odpowiedzialności prawnej. Policyjna Solidarność poinformowała, że otrzymuje sygnały z różnych garnizonów dotyczące wątpliwości co do legalności działań podejmowanych w rejonie Trybunału.
W liście przywołano nawet art. 127, 128 i 231 Kodeksu karnego, odnoszące się między innymi do przestępstw przeciwko Rzeczypospolitej, konstytucyjnym organom państwa oraz nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Związkowcy nie przedstawili jednak dowodów pozwalających stwierdzić, że doszło do popełnienia wskazanych przestępstw. Ich wystąpienie dotyczy obaw związanych z możliwą odpowiedzialnością za wykonywanie rozkazów.
Jacek Łukasik w rozmowie z Wirtualną Polską nie ukrywał, że sytuacja wywołała poważne emocje.
Policjanci są bardzo rozgoryczeni sytuacją – powiedział przewodniczący.
Związek ostrzega ponadto przed obniżeniem morale oraz możliwością wystąpienia różnych form niezadowolenia wśród funkcjonariuszy. Nie oznacza to, że w Policji doszło do zorganizowanego buntu czy masowego odmawiania służby. Pokazuje natomiast, że problemy zgłaszane przez mundurowych stały się przedmiotem formalnej interwencji związkowej.
Nawet rodziny policjantów obawiają się konsekwencji
W liście Policyjnej Solidarności zwrócono również uwagę na sytuację rodzin funkcjonariuszy.
Związek przekazał, że otrzymuje liczne pytania od bliskich policjantów, zaniepokojonych zarówno ich bezpieczeństwem podczas zabezpieczania wydarzeń, jak i możliwymi późniejszymi konsekwencjami prawnymi.
To szczególnie istotny element całej sprawy.
Szeregowy funkcjonariusz wykonuje zadania określone przez przełożonych. Nie jest jednak zwolniony z przestrzegania prawa, a w określonych sytuacjach może ponosić odpowiedzialność za własne działania.
Z perspektywy rodziny policjanta uczestnictwo w takiej operacji oznacza więc nie tylko ryzyko wynikające z konfrontacji z tłumem. Może również rodzić obawę o ewentualne postępowania, które rozpoczną się dopiero po zakończeniu politycznego konfliktu.
Związkowcy oczekują, że to kierownictwo formacji weźmie odpowiedzialność za przygotowanie działań i jednoznacznie wyjaśni podstawy prawne wydawanych poleceń.

Komendant Boroń odpowiada policjantom. Zapewnia, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem
W niedzielę, 1 listopada, komendant główny Policji gen. insp. Marek Boroń skierował do funkcjonariuszy specjalny list. Dokument rozpoczyna się od fragmentu roty policyjnego ślubowania, w którym funkcjonariusze zobowiązują się do wiernej służby narodowi.
Boroń podkreślił, że obecność policjantów przy Trybunale była konieczna dla ochrony osób znajdujących się w budynku oraz demonstrantów zgromadzonych na zewnątrz. Jednocześnie stanowczo zapewnił, że działania formacji nie naruszały obowiązującego prawa. Komendant zaznaczył, że Policja nie jest powołana do oceniania funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego, lecz do wykonywania ustawowych zadań związanych z zapewnianiem bezpieczeństwa i porządku publicznego.
W liście znalazła się również deklaracja wsparcia dla funkcjonariuszy, którzy wykonywali swoje obowiązki. Boroń zapewnił, że nie dopuści do narażania policjantów na niezgodną z prawem odpowiedzialność. Problem polega na tym, że taka deklaracja nie zastępuje niezależnej oceny konkretnych czynności służbowych. Komendant może zapewnić policjantom pomoc prawną oraz odpowiednie wsparcie instytucjonalne. Nie może jednak z góry zagwarantować, że żadne postępowanie dotyczące przebiegu wydarzeń nie zostanie wszczęte.
W przedstawionym liście zabrakło również szczegółowych wyjaśnień dotyczących zarzutów organizacyjnych, które pojawiły się w anonimowych relacjach funkcjonariuszy. Nie odniesiono się w nim bezpośrednio do doniesień o 23-godzinnej służbie, przypadkach omdleń czy wielogodzinnym oczekiwaniu na jedzenie i wodę.
Czy policjant musi wykonać każdy rozkaz? Art. 58 ustawy o Policji
W kontekście obaw zgłaszanych przez funkcjonariuszy szczególnego znaczenia nabiera art. 58 ustawy o Policji. Zgodnie z jego drugim ustępem policjant ma obowiązek odmówić wykonania rozkazu lub polecenia, jeżeli jego realizacja wiązałaby się z popełnieniem przestępstwa.
Przepis obejmuje zarówno rozkazy przełożonych, jak i określone polecenia wydawane przez inne uprawnione organy. Co istotne, ustawa przewiduje możliwość poinformowania komendanta głównego o takiej odmowie z pominięciem zwykłej drogi służbowej.
Nie oznacza to oczywiście, że każda wątpliwość prawna uprawnia funkcjonariusza do dowolnej odmowy wykonania polecenia. Odmowa musi wynikać z przesłanek określonych ustawą. Jednak obowiązek przestrzegania prawa nie znika tylko dlatego, że polecenie zostało wydane przez przełożonego.
Właśnie dlatego z punktu widzenia odpowiedzialności prawnej istotne jest ustalenie, jakie konkretne rozkazy otrzymywali policjanci pod Trybunałem i kto je wydawał.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka również dostrzega problem prawny
Wątpliwości dotyczące wydarzeń wokół Trybunału nie ograniczają się do wypowiedzi funkcjonariuszy i polityków. 31 października stanowisko opublikowała także Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Organizacja oceniła, że podstawy prawne zarządzenia o przerwie w czynnościach służbowych prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego są wątpliwe. Fundacja zwróciła uwagę, że przepisy nie dają wyraźnej podstawy do podjęcia takiej decyzji przez sędzię o najdłuższym stażu.
Jednocześnie HFPC przypomniała własne stanowisko, zgodnie z którym prawidłowo wybrani przez Sejm sędziowie powinni móc rozpocząć wykonywanie obowiązków w Trybunale. Organizacja oceniła więc krytycznie zarówno dotychczasowy kryzys instytucjonalny, jak i sposób przeprowadzenia ostatnich działań.
Stanowisko HFPC nie przesądza o ewentualnej odpowiedzialności policjantów. Pokazuje jednak, że pytania dotyczące podstaw prawnych wydarzeń nie są wyłącznie elementem partyjnego sporu.
Tajemnicza mobilizacja przed wydarzeniami w TK. Pismo z 29 października
Osobny wątek dotyczy polecenia wydanego 29 października przez zastępcę komendanta głównego Policji nadinsp. Tomasza Michułkę. Dokument skierowano do komendantów wojewódzkich. Przewidywał utrzymanie określonych sił oddziałów prewencji w gotowości do natychmiastowego wyjazdu w dniach od 2 do 8 listopada.
Wśród wymaganego wyposażenia wymieniono między innymi pistolety maszynowe, broń gładkolufową, kamizelki kuloodporne oraz specjalistyczne urządzenia obserwacyjne.Pismo wzbudziło kontrowersje ze względu na datę jego wydania i wydarzenia, które rozegrały się następnego dnia w Warszawie.
„Rzeczpospolita”, powołując się na rozmówców ze służb, zwróciła uwagę, że część wskazanego wyposażenia nie jest typowym zestawem używanym podczas zwykłego zabezpieczenia demonstracji.
Gazeta opisała również nieoficjalne ustalenia dotyczące przygotowań do operacji przy Trybunale, które miały odbywać się w wąskim gronie najwyższego kierownictwa Policji. Komendant Marek Boroń stanowczo odrzucił jednak sugestie, że dokument Michułki miał związek z wydarzeniami przy TK. W swoim liście wyjaśnił, że polecenie wynikało z zagrożeń związanych z działaniami dywersyjnymi, sabotażem i możliwymi próbami destabilizacji Polski przez służby ze Wschodu.
Zwrócił uwagę na konieczność utrzymywania gotowości do reagowania na zagrożenia infrastruktury krytycznej oraz bezpieczeństwa państwa. Sama zbieżność dat nie dowodzi związku tego dokumentu z kryzysem wokół Trybunału. Tym bardziej że wskazany okres zwiększonej gotowości zaczyna się 2 listopada, już po wydarzeniach z piątku i soboty.
Nie zmienia to jednak faktu, że szczegółowe przyczyny wydania polecenia pozostają przedmiotem zainteresowania opinii publicznej.
Policja broni interwencji. Przypomina o zagrożeniach i zatrzymaniach
W całej dyskusji należy również uwzględnić oficjalne stanowisko Komendy Stołecznej Policji. 30 października formacja poinformowała, że podjęła działania w związku z pismami dotyczącymi bezpieczeństwa Trybunału, które pochodziły od Prokuratora Generalnego oraz sędzi TK.
Policja zapewniła, że jej działania były ograniczone do terenu zewnętrznego i przestrzeni publicznej, a celem było zapewnienie bezpieczeństwa osób przebywających w budynku oraz demonstrantów.
Podczas wydarzeń dochodziło także do incydentów wymagających interwencji. Funkcjonariusze zatrzymali między innymi osoby, które według komunikatów Policji przedostały się przez ogrodzenie Trybunału. W sobotę zatrzymano również mężczyznę podejrzewanego o zaatakowanie kobiety uczestniczącej w zgromadzeniu. Znaleziono przy nim niebezpieczne przedmioty.
To zdarzenia pokazujące, że obecność Policji w rejonie zgromadzeń miała rzeczywiste uzasadnienie związane z bezpieczeństwem publicznym.
Nie rozstrzyga to jednak wszystkich kontrowersji dotyczących sposobu zabezpieczenia dostępu do Trybunału, wydawania poleceń funkcjonariuszom czy organizacji ich wielogodzinnej służby. Ocenę tych kwestii należy przeprowadzać oddzielnie.

Komendant krytykuje wewnętrzne podziały. A co ze skargami funkcjonariuszy?
W końcowej części niedzielnego listu Marek Boroń odniósł się do informacji rozpowszechnianych wśród policjantów.
Komendant wyraził oburzenie tym, że część funkcjonariuszy przekazuje interpretacje wydarzeń, które w jego ocenie są nieprawdziwe i mogą podważać zaufanie do formacji. Zaapelował o zachowanie jedności oraz skupienie się na zagrożeniach dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Nie ulega wątpliwości, że Policja musi funkcjonować jako sprawnie dowodzona formacja, szczególnie w sytuacjach wymagających szybkiego reagowania.
Jednocześnie zgłaszanie problemów organizacyjnych, obaw prawnych czy zastrzeżeń dotyczących warunków służby nie jest tym samym co celowe rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji.
Jeżeli policjanci rzeczywiście pełnili służbę przez kilkadziesiąt godzin z niewystarczającymi przerwami, bez odpowiedniego zaopatrzenia lub przy problemach z zabezpieczeniem medycznym, takie okoliczności powinny zostać wyjaśnione niezależnie od wydarzeń politycznych.
To samo dotyczy sygnałów przekazywanych przez Policyjną Solidarność.
Związek nie zastępuje organów prowadzących postępowania wyjaśniające, ale jego wystąpienie stanowi wyraźną informację, że część środowiska policyjnego oczekuje odpowiedzi od kierownictwa.
Kto odpowie za rozkazy, logistykę i bezpieczeństwo policjantów?
Po publikacji listu Marka Boronia najważniejsze pytania nadal pozostają otwarte. Nie wiadomo, czy kierownictwo Policji przeprowadzi odrębną analizę doniesień o skrajnie długiej służbie i omdleniach funkcjonariuszy.
Wyjaśnienia wymaga także sposób przekazywania informacji policjantom przyjeżdżającym z innych garnizonów oraz to, czy znali oni przewidywany charakter i czas trwania swoich zadań. Osobnym zagadnieniem jest odpowiedzialność dowódców za podejmowane decyzje. W przypadku ewentualnego postępowania dotyczącego konkretnej interwencji konieczna będzie ocena nie tylko zachowania funkcjonariusza wykonującego czynności, ale również rozkazów, które otrzymał, i okoliczności ich wydania.
Na obecnym etapie nie ma podstaw do stwierdzenia, że cała operacja była nielegalna albo że policjanci dopuścili się przestępstw. Istnieją natomiast udokumentowane wystąpienia związkowe, publikacje zawierające anonimowe relacje funkcjonariuszy oraz oficjalne zapewnienia kierownictwa Policji o prawidłowości działań. To wystarczający powód, aby domagać się szczegółowego wyjaśnienia przebiegu operacji.
Bo choć konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego rozgrywa się między najważniejszymi instytucjami państwa, jego praktyczne konsekwencje ponoszą również szeregowi funkcjonariusze.
To oni godzinami stali przed budynkiem, mierzyli się z emocjami demonstrantów i wykonywali otrzymane polecenia.
Teraz część z nich pyta o własne bezpieczeństwo, odpowiedzialność oraz warunki służby. A zapewnienie, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, nie daje jeszcze odpowiedzi na pytanie, dlaczego pojawiło się tak wiele skarg i obaw.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.
Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.





