W sieci pojawił się fragment książki-wywiadu z Karolem Nawrockim, w którym wraca sprawa nagłego kryzysu zdrowotnego z kampanii prezydenckiej. Opis jest mocny, miejscami wręcz filmowy. Prof. Andrzej Nowak mówi o tym wprost: jego zdaniem mogło dojść do próby otrucia. Na razie to jednak teza historyka, a nie ustalenie śledczych. I tę różnicę trzeba jasno zaznaczyć.
Niepokojący fragment książki
Chodzi o książkę „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, wydawaną przez Biały Kruk. To wywiad rzeka, który z Karolem Nawrockim przeprowadził prof. Andrzej Nowak. Jeden z fragmentów trafił do sieci i od razu wywołał polityczne poruszenie.
Nawrocki opowiada w nim o dramatycznym momencie z kampanii prezydenckiej. Sytuacja miała zacząć się w okolicach Ząbkowic Śląskich, a sam polityk wspominał później, że ważny przełom kampanii nastąpił w Dzierżoniowie. Nie chodziło jednak o zwykłe zmęczenie po trasie, choć kampania potrafi człowieka przeczołgać. Tu opis jest znacznie poważniejszy.
Według relacji Nawrockiego doszło do gwałtownego załamania zdrowia. Miał położyć się na tylnym siedzeniu autokaru, stracić przytomność i nie pamiętać kilku kolejnych minut. Po odzyskaniu świadomości zobaczył zasłonięte okna oraz stojących nad nim współpracowników. Bladych, jak wynika z opisu.
Słowa, które rozgrzewają politykę
Największe emocje wywołuje wypowiedź prof. Nowaka, który w nagraniu promującym książkę odniósł się do tej historii bez owijania w bawełnę. Stwierdził, że Karola Nawrockiego próbowano otruć i w ten sposób wyeliminować z kampanii w momencie, gdy było już widać, że ma realne szanse na zwycięstwo.
To bardzo poważna teza. I właśnie dlatego nie można jej wrzucać do jednego worka z polityczną plotką. Jeżeli takie podejrzenie miałoby zostać potwierdzone, sprawa byłaby ciężkiego kalibru. Jeśli nie – pozostanie dramatyczną relacją z kampanii i ostrą oceną prof. Nowaka.
Na tym etapie nie ma jednak 100 proc. pewności, co dokładnie stało za nagłym kryzysem zdrowotnym. W materiale mowa o gwałtownych wymiotach, utracie przytomności i kilku minutach, których Nawrocki nie pamięta. To brzmi niepokojąco. Ale brzmi to nie jest jeszcze dowód.
Zobacz też: Polacy coraz chętniej ufają Karolowi Nawrockiemu. Prezydent bije rekord
Kampania pod ogromnym napięciem
Ten fragment pokazuje też mniej elegancką stronę polityki. Nie tę z wystąpień, kamer i ustawionych zdjęć, tylko tę z autokaru, nerwów, presji i ludzi jadących z miasta do miasta. W takim rytmie organizm czasem odmawia posłuszeństwa. Tyle że tutaj pojawia się pytanie, czy chodziło tylko o organizm.
Nowak sugeruje coś znacznie poważniejszego. Według niego nagły atak choroby mógł być próbą usunięcia Nawrockiego z gry. Mocne słowa. Bardzo mocne.
Dla wyborców taki wątek jest istotny nie tylko z powodu sensacji. Chodzi o zaufanie do życia publicznego. Jeśli polityk w czasie kampanii nagle traci przytomność w takich okolicznościach, a później bliski rozmówca mówi o możliwym otruciu, trudno przejść nad tym obojętnie. Nawet jeśli ktoś nie jest fanem Nawrockiego. Takie rzeczy po prostu powinny zostać wyjaśnione.
Czytaj też: Prezydent RP pominięty. Kanclerz Niemiec Merz przyjedzie do Gdańska
Pytania zostają
Na razie opinia publiczna dostała fragment książki, relację samego Nawrockiego i jednoznaczną ocenę prof. Nowaka. To wystarczy, by sprawa zrobiła hałas, ale za mało, by zamknąć temat.
Najważniejsze pytanie brzmi prosto: co naprawdę wydarzyło się podczas tamtego przejazdu? Czy był to nagły, brutalny atak choroby, czy coś więcej? I czy istnieją dokumenty, badania albo relacje świadków, które mogłyby tę sprawę uporządkować?
Bo polityka polityką, ale utrata przytomności, gwałtowne objawy i podejrzenie otrucia kandydata na prezydenta to nie jest anegdota do opowiadania przy kawie. To temat, który domaga się konkretów. Bez histerii. Ale też bez zamiatania pod dywan.
mn





