Władze województwa i kolejarze ogłosili wielki powrót pociągów do Nowego Dworu Gdańskiego. Ma być rewitalizacja linii, dziesięć par pociągów dziennie i uroczysty finał w grudniu 2027 roku. Brzmi pięknie. Problem w tym, że na razie szybciej od pociągów jadą wyłącznie polityczne obietnice.
Nie jestem przeciwnikiem kolei. Jeżeli połączenie jest potrzebne mieszkańcom, ma pasażerów, sensowny rozkład i policzone koszty, należy je uruchomić. Ale pomiędzy pomysłem a regularnymi przewozami znajduje się coś więcej niż konferencja prasowa, kilka uśmiechów i przejazd drezyną.
Znajdują się tam pieniądze, dokumentacja, przetargi, wykonawcy, roboty, odbiory techniczne, tabor oraz umowa na wieloletnią obsługę połączeń. I właśnie tych konkretów w całej opowieści nadal brakuje.
Najpierw ogłoszenie, potem konkrety?
W Nowym Dworze Gdańskim usłyszeliśmy, że finansowanie zostało „zapewnione”, a PKP Polskie Linie Kolejowe przeznaczą na inwestycję „kilkadziesiąt milionów złotych”. Tylko co dokładnie oznacza „kilkadziesiąt”? Trzydzieści milionów? Sześćdziesiąt? Dziewięćdziesiąt?
Gdzie jest dokładna kwota? Gdzie pozycja w planie finansowym? Gdzie numer przetargu na roboty? Gdzie podpisana umowa z wykonawcą i harmonogram z konkretnymi etapami?
Mieszkańcom pokazano datę otwarcia, zanim pokazano dokumenty, które miałyby tę datę uwiarygodnić. A przecież pociąg nie pojedzie po konferencji prasowej. Drezyna z samorządowcami także nie jest podpisaną umową.
Co więcej, jeszcze w 2025 roku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. PKP PLK informowały wówczas, że dla linii nie ma zapewnionego finansowania ani rozpoczętych prac przygotowawczych. W regionalnym dokumencie strategicznym z kwietnia 2025 roku prawdopodobieństwo oddania linii do eksploatacji nawet do 2030 roku oceniano jako „bardzo niskie”. Teraz nagle słyszymy: grudzień 2027.
Co wydarzyło się po drodze? Cud infrastrukturalny czy cud kalendarza wyborczego?

Zakres jak wielka inwestycja, termin jak z kampanii
Zapowiadane prace nie polegają na przykręceniu kilku śrub i pomalowaniu przystanku. Według informacji o inwestycji trzeba wymienić około 20 kilometrów toru między Stogami a Nowym Dworem Gdańskim, naprawić kolejny odcinek, wyremontować lub wybudować perony, zająć się 35 przejazdami kolejowymi, 29 przepustami oraz dwoma mostami.
To poważny zakres robót. Wszystko ma zostać przygotowane, zakontraktowane, wykonane, sprawdzone i odebrane w około kilkanaście miesięcy.
Być może kolejarze mają już wszystkie dokumenty w szufladach, wykonawców w blokach startowych i materiały czekające przy torach. Jeżeli tak, wystarczy je pokazać. Na razie jednak opinia publiczna otrzymała przede wszystkim polityczne zapewnienie, że „będzie”.
A takich zapewnień mieszkańcy Pomorza słyszeli już wiele.
Czytaj też: Nowa droga w Pruszczu Gdańskim. Otwarcie 31 sierpnia
Dziesięć par pociągów. Tylko dla kogo?
Samorząd zapowiada co najmniej dziesięć par pociągów dziennie na trasie Nowy Dwór Gdański–Nowy Staw–Szymankowo–Tczew. To już brzmi niemal jak gotowy rozkład jazdy.
Tyle że ogłoszenie o zamiarze przeprowadzenia przetargu na przewozy nie jest jeszcze umową z przewoźnikiem. Sam urząd marszałkowski przyznawał, że było to wymagane prawem zawiadomienie dotyczące planowanych usług, a nie gwarancja ich uruchomienia.
Nie pokazano również publicznie pełnego badania popytu, na podstawie którego wyliczono właśnie dziesięć par. Ilu pasażerów ma jeździć każdym pociągiem? Dokąd? Do Tczewa, Gdańska, szkół, zakładów pracy? Jak kolej ma konkurować z samochodem i bezpośrednim transportem drogowym? Ile będzie kosztowało województwo coroczne utrzymywanie tych kursów?
Puste pociągi nie stają się sukcesem tylko dlatego, że jest ich dużo.
Jeżeli analiza popytu istnieje, należy ją opublikować. Jeżeli nie istnieje, oznaczałoby to, że najpierw wymyślono liczbę pociągów, a dopiero później zaczęto szukać dla nich pasażerów.
Czytaj też: Miliardy na trzeci tor. Tak PKP zmieni kolej w Gdyni
Obietnica przed wyborami, sprawdzian po wyborach
Najbardziej zastanawiający jest termin: grudzień 2027 roku.
W 2027 roku powinny odbyć się wybory parlamentarne. Obietnicę można więc pokazywać mieszkańcom przez całą kampanię, fotografować się na tle torów i opowiadać, że kolej „już wraca”. Natomiast rzeczywiste sprawdzenie, czy wróciła, nastąpi dopiero po wyborach.
To układ wręcz idealny: obietnica przed głosowaniem, weryfikacja po głosowaniu.
Nie twierdzę, że istnieje tajny dokument z napisem „operacja wybory”. Twierdzę natomiast, że w mojej ocenie sposób ogłoszenia tej inwestycji i wyznaczony termin wyglądają jak polityczny produkt przygotowany na kampanię.
Grudzień 2027 nie wygląda dziś jak termin wynikający z wiarygodnego harmonogramu technicznego. Wygląda jak data wyjęta z kalendarza wyborczego.
Pokażcie umowy, wtedy uwierzę
Chcecie przekonać mieszkańców, że tym razem nie jest to kolejowa bajka? Nic prostszego.
Pokażcie dokładną kwotę zabezpieczoną na inwestycję. Pokażcie numer postępowania na roboty budowlane. Pokażcie umowę z wykonawcą i harmonogram prac. Opublikujcie analizę popytu dla dziesięciu par pociągów. Wyjaśnijcie, ile będzie kosztowało coroczne utrzymanie przewozów i jak długo województwo zobowiązuje się je finansować.
Wtedy będziemy mogli poważnie rozmawiać o powrocie kolei.
Na dziś nie podpiszę się pod zdaniem: „Pociągi wrócą w grudniu 2027 roku”. Mogę podpisać się jedynie pod zdaniem: „Politycy obiecują, że pociągi wrócą w grudniu 2027 roku”.
Różnica jest ogromna.
Kolej może być Żuławom potrzebna. Ale potrzebna kolej to taka, która rzeczywiście wozi ludzi, a nie taka, która wozi polityków przez kampanię wyborczą.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





