Pasażerka miejskiego autobusu została przejechana podczas wysiadania na przystanku „Stogi” w Gdańsku. Kobieta trafiła do szpitala, gdzie konieczna była amputacja nogi. Zmarła trzy tygodnie później. Teraz pojawiają się poważne pytania o stan techniczny pojazdu, który miesiąc przed tragedią miał zgłoszoną usterkę hamulca przystankowego.
Autobus ruszył podczas wysiadania
Do wypadku doszło 11 lutego 2026 r. Autobus linii T8 zatrzymał się na przystanku „Stogi”. Kiedy ponownie włączał się do ruchu, kierowca najechał kołem tylnej osi na wysiadającą pasażerkę.
Miejsce wypadku z 11 lutego 2026
Kobieta doznała ciężkiego urazu nogi. Lekarze musieli amputować kończynę, jednak mimo prowadzonego leczenia pasażerka zmarła po trzech tygodniach.
Za kierownicą znajdował się pracownik PKS Gdańsk. Przewoźnik obsługiwał linię T8 jako podwykonawca komunikacji organizowanej przez gdański Zarząd Transportu Miejskiego. Pojazdem był autobus marki MAN o numerze taborowym 9277.
Według informacji przekazanych przez prokuraturę kierowca początkowo odjechał z miejsca zdarzenia. Wrócił po tym, gdy świadek powiadomił go o potrąceniu. Śledztwo wszczęto 9 marca. Dotyczy spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Potrącenie na gdańskich Stogach. Było zgłoszenie przed wypadkiem
Sprawa nabiera dodatkowego ciężaru z powodu dokumentu, do którego dotarł portal BRD24.pl. Chodzi o kartę drogową wypełnioną przez jednego z kierowców PKS Gdańsk prawdopodobnie w styczniu 2026 r.
Na liście usterek autobusu 9277 znalazły się problemy z ABS, przegubem i kasownikami. Największe wątpliwości budzi jednak wpis dotyczący hamulca przystankowego.
To zabezpieczenie, które ma uniemożliwić ruszenie autobusu przy otwartych drzwiach. Jego zadanie jest proste – chronić pasażerów podczas wsiadania i wysiadania. W lutym doszło właśnie do sytuacji, przed którą taki system powinien zabezpieczać.
Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie usterkę zgłoszono, jak została sprawdzona i w którym momencie zakończono naprawę. Nie wiadomo też, czy autobus w tym okresie nadal przewoził pasażerów. PKS Gdańsk zapewnił jedynie, że w dniu wypadku blokada ruszania przy otwartych drzwiach oraz zabezpieczenia krawędziowe były sprawne w 100 proc. Na bardziej szczegółowe pytania dotyczące historii napraw przewoźnik nie odpowiedział do czasu publikacji materiału w portalu brd24.pl.
ZTM nie wiedział o problemie
O wcześniejszym zgłoszeniu dotyczącym hamulca przystankowego, jak informuje portal BRD24.pl nie wiedział także Zarząd Transportu Miejskiego w Gdańsku.
ZTM zapowiedział, że prezes PKS Gdańsk zostanie zobowiązany do złożenia wyjaśnień. Jednocześnie organizator komunikacji nie deklaruje, że rozważa ograniczenie albo rozwiązanie umowy z przewoźnikiem.
Wręcz przeciwnie. W przesłanym stanowisku ZTM ocenił, że operator wykonuje powierzone zadania „z zaangażowaniem”. Dla pasażera brzmi to co najmniej zaskakująco. Zwłaszcza że mowa o pojeździe, który miał zgłaszane usterki, śmiertelnym wypadku i pytaniach, na które nadal nie ma odpowiedzi.
Monitoring nie zarejestrował zdarzenia
Ustalenie przebiegu wypadku utrudnia brak nagrania z kamer zamontowanych wewnątrz autobusu. Według PKS Gdańsk monitoring w pojeździe nie działał akurat w dniu tragedii.
Takie nagranie mogłoby pokazać moment wysiadania pasażerki. Pozwoliłoby też ustalić, czy podczas ruszania drzwi były otwarte oraz gdzie dokładnie znajdowała się kobieta.
Śledczy zabezpieczyli za to zapis z miejskich kamer znajdujących się przy skrzyżowaniu ulic Stryjewskiego i Hożej. Prokuratura nie ujawnia na razie, co widać na materiale.
Powołany został również biegły zajmujący się rekonstrukcją wypadków drogowych. Jego opinia ma pomóc odpowiedzieć na najważniejsze pytanie – dlaczego autobus ruszył, gdy pasażerka znajdowała się jeszcze w pojeździe lub tuż obok niego.
Zobacz też: Nocne potrącenie w centrum Wrzeszcza. 43-latek zginął na pasach
Cztery dni później znów był na trasie
Autobus numer 9277 nie został na długo wyłączony z ruchu. Cztery dni po wypadku ponownie przewoził pasażerów.
15 lutego pojazd utknął na rondzie przy ul. Lotniczej w Baninie. Na miejsce wezwano strażaków. Przewoźnik tłumaczył, że przyczyną były oblodzenie oraz bardzo trudne warunki drogowe.
PKS Gdańsk przekazał też, że po wypadku kierowca poprosił o dwa tygodnie wolnego i otrzymał zgodę. Firma nie wyjaśniła jednak, czy został formalnie odsunięty od prowadzenia autobusów ani czy wszczęto wobec niego wewnętrzne postępowanie.
Nie podano również, jakie dokładnie badania techniczne przeszedł autobus przed powrotem na trasę. Cztery dni to niewiele. Szczególnie po tak poważnym zdarzeniu.
Kontrole i ponad 20 tys. zł kar
Problemy techniczne pojazdów PKS Gdańsk były wykrywane jeszcze przed lutowym wypadkiem. W styczniu 2026 r. Inspekcja Transportu Drogowego przeprowadziła siedem kontroli autobusów należących do przewoźnika.
W jednym przypadku zatrzymano dowód rejestracyjny z powodu stwierdzonych usterek. W innym wszczęto postępowanie administracyjne dotyczące naruszeń czasu pracy, a kierowca został ukarany mandatami.
Autobusu o numerze rejestracyjnym GD 277MX, czyli pojazdu 9277, nie objęła wtedy żadna z tych kontroli.
W samym 2026 r. ZTM stwierdził natomiast 11 przypadków obsługi linii T8 autobusem, który nie spełniał wymaganych przepisami parametrów technicznych lub użytkowych. Naliczono za to ponad 20 tys. zł kar umownych.
W internecie pojawiały się również zdjęcia i nagrania autobusów PKS Gdańsk poruszających się z otwartymi drzwiami. Przewoźnik zapewnia, że takie przypadki są sprawdzane, a firma prowadzi działania mające poprawić bezpieczeństwo.
Czytaj też: Most Siennicki ma być gotowy w czerwcu 2027. Zaskakujące spotkanie
mn
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





