„Idziemy po zwycięstwo, nadchodzi Polska ambitna” – te słowa Karola Nawrockiego, kandydata na prezydenta wspieranego przez PiS, padły podczas „Marszu za Polską” w Warszawie. W tym samym czasie, w stolicy odbywał się również „Wielki Marsz Patriotów” Rafała Trzaskowskiego, kandydata KO. Ton wypowiedzi obu polityków, ale szczególnie przemówienie premiera Donalda Tuska, pokazują wyraźny kontrast: w jednym marszu słychać było mobilizację i wiarę w siłę wspólnoty, w drugim dominowała retoryka ostrzeżeń i oskarżeń.
Trzy szybkie fakty:
- Karol Nawrocki w marszu PiS promował jedność, tożsamość narodową i odpowiedzialność społeczną.
- Donald Tusk ostro zaatakował przeciwników, nazywając ich „gangsterami”, wzywał do walki o Polskę.
- Oba marsze pokazały zupełnie inne strategie polityczne i różne emocje budowane w elektoracie.
Marsz za Polską z hasłem wspólnoty i odpowiedzialności
Karol Nawrocki zgromadził w centrum Warszawy tłumy uczestników marszu pod hasłem „za Polską”. Na placu Zamkowym mówił o zwycięstwie wartości, które mają być alternatywą wobec obecnych rządów. Podkreślił rolę wspólnoty narodowej, odniesień do historii i chrześcijańskiej tożsamości jako fundamentu nowej prezydentury.
Mówił:
My jesteśmy dzisiaj za Polską świadomą swojej przeszłości, świadomą naszej wspólnej narodowej tożsamości”.
Dla słuchaczy nie były to puste słowa. Wystąpienie budowało poczucie narodowej dumy i jedności, czego kulminacją było mocne: „Idziemy po zwycięstwo, idzie zmiana”.
W bezpośrednim nawiązaniu do obecnego układu władzy Nawrocki zarzucił rządowi Donalda Tuska „mikromanię” i zwijanie państwa. Zapewnił jednocześnie, że nie pozwoli na dominację jednego środowiska politycznego. Był to manifest silnej opozycji wobec obecnej władzy, ale pozbawiony agresji i języka wykluczenia.
Tusk ostrzega przed „gangsterami”, apeluje do emocji
W tym samym czasie na „Wielkim Marszu Patriotów” przemawiał premier Donald Tusk. Słowa, które padły z jego ust, zdominowały medialne relacje i wzbudziły kontrowersje. Premier mówił:
Dzisiaj po władzę chcą sięgnąć nie polityczni, ale zwykli gangsterzy.
Oskarżenia pod adresem przeciwników politycznych były ostre i osobiste.
W wystąpieniu Tuska pojawił się apel do emocji, dramatyczne wezwania o „obudzenie się Polski” oraz ostrzeżenia przed „wojną domową”, którą – według niego – miałby wywołać Jarosław Kaczyński. „Polska nie może mieć prezydenta, który będzie inicjował kolejną wojnę domową”, mówił Tusk, odnosząc się bezpośrednio do kandydatury Karola Nawrockiego.
Tego typu retoryka, jakkolwiek nośna medialnie, dla wielu była zbyt radykalna. Zabrakło jasnych konkretów programowych. W przeciwieństwie do marszu Nawrockiego, wydarzenie KO nacechowane było poczuciem zagrożenia i mobilizacją przez strach, a nie przez wspólne wartości.
Czytaj więcej: Media: bezpłatny pociąg do Warszawy na marsz Tuska
Dwa marsze, dwie wizje kampanii
Równoległe marsze w Warszawie pokazały wyraźny podział w stylach kampanijnych. Karol Nawrocki stawiał na jedność, tradycję i odpowiedzialność społeczną. Używał języka wspólnoty i wiary w Polskę, której podstawą jest tożsamość narodowa i chrześcijańska.
Rafał Trzaskowski, choć bezpośrednio nie odniósł się do przemówienia Tuska, przyjął patronat nad marszem, który premier uczynił okazją do politycznych oskarżeń. Tego typu wystąpienia mogą nie tylko nie przekonać niezdecydowanych, ale wręcz zniechęcić wyborców pragnących spokoju i konstruktywnego dialogu.
Na tym tle wyraźnie pozytywniej wypada przekaz Nawrockiego – bez wrogości, z wyraźnym celem i zakorzenieniem w wartościach. Taka strategia może przyciągnąć wyborców zmęczonych ciągłym konfliktem politycznym.
Zobacz też: Marsz Nawrockiego kontra marsz Trzaskowskiego

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






