Gdynia ogłasza bezpłatne przejazdy dla opozycjonistów PRL, ale nie wszyscy przyjmują ten gest z wdzięcznością. Jeden z najbardziej znanych działaczy podziemia – Andrzej Kołodziej – stanowczo odmówił uznania inicjatywy prezydent Aleksandry Kosiorek. „Ja nic od Pani Kosiorek nie chcę, nie chcę mieć z nią nic wspólnego” – mówi bez ogródek. Twarde słowa byłego opozycjonisty stawiają pod znakiem zapytania szczerość intencji gdyńskich władz.
Trzy fakty:
- Andrzej Kołodziej był jednym z głównych organizatorów strajku sierpniowego w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni w 1980 roku.
- Gdynia od 13 grudnia wprowadza darmowe przejazdy dla posiadaczy legitymacji opozycjonisty i osób represjonowanych.
- Inicjatywa władz nie spotkała się z entuzjazmem środowisk dawnej opozycji – niektórzy uznają ją za polityczny gest.
Kołodziej – człowiek Sierpnia, który mówi „nie”
Andrzej Kołodziej to postać, której nie trzeba przedstawiać nikomu, kto interesuje się historią opozycji antykomunistycznej. Urodzony w 1959 roku, od końca lat 70. aktywny działacz Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Jeden z przywódców strajku w gdyńskiej stoczni w sierpniu 1980 roku, współtwórca „Solidarności”. W stanie wojennym internowany, potem działacz podziemia, ukrywający się przed służbami. Za swoją działalność był rozpracowywany przez SB, inwigilowany i represjonowany.
Dziś Kołodziej stanowczo odcina się od obecnych władz miasta. Gdy zapytano go o inicjatywę prezydent Kosiorek, odpowiedział bez ogródek: „Ja nic od Pani Kosiorek nie chcę, nie chcę mieć z nią nic wspólnego”. To słowa, które ważą więcej niż niejeden komunikat prasowy. Wskazują na głębszy problem: jak dzisiaj traktuje się pamięć o opozycji PRL i czy wszystkie gesty są na miejscu.
Bezpłatna komunikacja dla wybranych
Zarządzenie prezydent Aleksandry Kosiorek wprowadza bezpłatne przejazdy komunikacją miejską dla działaczy opozycji antykomunistycznej i osób represjonowanych z powodów politycznych. Skorzystać z ulgi może każdy, kto posiada ważną legitymację wydaną przez Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Data wejścia w życie decyzji nie jest przypadkowa. To 13 grudnia – rocznica wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku. Władze miasta podkreślają symbolikę tego dnia. Mieszkańcy Gdyni dobrze pamiętają też wydarzenia Grudnia ’70 – krwawe starcia na ulicach miasta i ofiary wśród robotników.
To ważny sygnał. Chcemy pokazać, że pamiętamy i doceniamy – powiedziała Aleksandra Kosiorek, podpisując zarządzenie.
Kto może dostać legitymację i co z niej wynika
Prawo do legitymacji mają osoby, które między 1956 a 1989 rokiem działały w strukturach opozycyjnych lub współpracowały z nimi. Działalność ta musiała trwać przynajmniej rok i wiązać się z ryzykiem odpowiedzialności karnej. Druga grupa to osoby represjonowane – internowane, więzione, wcielone do wojska z powodów politycznych, inwigilowane, usuwane z pracy czy relegowane z uczelni. Wymagana jest dokumentacja potwierdzająca represje.
Dokument ma formę plastikowej karty z danymi osobowymi i symbolem państwowym. Jego wzór określa rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 2015 roku.
Czytaj więcej: Aleksandra Kosiorek ogłasza umowę koalicyjną
Nie wszyscy chcą „symbolicznych gestów”
Władze Gdyni podkreślają, że gest ma charakter symboliczny. Ale właśnie na tym tle rozgrywa się spór. Środowiska opozycyjne coraz częściej kwestionują autentyczność tych symboli. Przypominają, że prawdziwe wsparcie to konkretne działania – nie darmowy bilet, ale pamięć, edukacja, realne upamiętnienie wydarzeń i osób.
Kołodziej nie owija w bawełnę. Dla niego nie ma miejsca na polityczne teatrzyki. Wyborczy klimat, napięcia ideowe, a może osobiste zatargi? Odpowiedzi szukać będą zapewne sami zainteresowani. Jedno jest pewne – słowa Kołodzieja nie przejdą bez echa.
Zobacz też: Pomorze nagradza Pomorze, czyli Invest in Pomerania nagradza siebie

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






