Sobolew to niewielka miejscowość w powiecie garwolińskim. W sobotę znalazła się w centrum krajowej debaty. Przed urzędem gminy i bramą schroniska w Sobolewie zebrały się dziesiątki osób. W tle pojawiły się kontrole, decyzje administracyjne i polityczne deklaracje. Wszystko dotyczyło jednego miejsca i setek zwierząt, które od lat budziły niepokój mieszkańców oraz organizacji prozwierzęcych.
Jak doszło do decyzji o zamknięciu schroniska w Sobolewie
W sobotę premier Donald Tusk poinformował w mediach społecznościowych o zamknięciu schroniska w Sobolewie. Decyzję wydał Powiatowy Lekarz Weterynarii po kontroli przeprowadzonej 21 stycznia 2026 r. Kontrola wykazała, że wcześniejsze zalecenia nie zostały wykonane.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przekazało, że właściciel obiektu nie zastosował się do decyzji administracyjnych nakazujących usunięcie uchybień. Chodziło o warunki bytowe zwierząt, sposób karmienia oraz zabezpieczenie przed niskimi temperaturami. Kontrola była jedną z wielu prowadzonych w ramach ogólnopolskiej akcji.
W związku z utrzymującymi się mrozami resort polecił wojewodom sprawdzenie schronisk w całym kraju. Inspektorzy przeprowadzili ponad 200 niezapowiedzianych wizyt. Uchybienia stwierdzono w kilku placówkach, w tym w schronisku „Happy Dog” w Sobolewie.
Mazowiecki Urząd Wojewódzki poinformował, że prowadzący schronisko otrzymał nie tylko decyzję o jego zamknięciu, ale również zakaz prowadzenia schronisk dla zwierząt. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Oznacza to, że nie mogła ona zostać odłożona w czasie.
Protesty, interwencje i chaos wokół zwierząt
W dniu ogłoszenia decyzji przed schroniskiem w Sobolewie zgromadzili się miłośnicy zwierząt, a wśród nich byli celebryci – Dorota Rabczewska, Małgorzata Rozenek-Majdan, Marianna Schreiber. Domagali się poprawy warunków bytowych psów oraz rozwiązania umowy z dzierżawcą obiektu. Następnie protest przeniósł się pod bramy schroniska.
Na miejscu pojawił się poseł Lewicy Łukasz Litewka, który zapowiedział interwencję poselską. Protestujący argumentowali, że sytuacja zwierząt była dramatyczna od wielu lat. Podnoszono kwestie chorób, niedożywienia oraz braku odpowiedniej opieki weterynaryjnej.
Po informacji o zamknięciu schroniska sytuacja stała się bardzo dynamiczna. Część zgromadzonych osób zaczęła na własną rękę wyprowadzać psy z terenu obiektu. Organizacje prozwierzęce alarmowały w mediach społecznościowych, że protest wymknął się spod kontroli.
Pojawiły się pilne apele o transporty, domy tymczasowe oraz ludzi gotowych do natychmiastowej pomocy. Aktywiści podkreślali, że zwierzęta wymagają zabezpieczenia i spokojnego przeniesienia. Gmina zapowiedziała tymczasowe zabezpieczenie psów w obecnym miejscu.
Czytaj więcej: Policjanci i OTOZ Animals Tczew uratowali zaniedbane psy
Do Sobolewa przyjechali wolontariusze z różnych miast, między innymi z Siedlec, Dęblina, Puław i Warszawy. Wielu z nich deklarowało gotowość do przyjęcia zwierząt pod swój dach. Skala zaangażowania pokazała, jak duże emocje wywołała sprawa.
Kontrole i wieloletni spór wokół schroniska w Sobolewie
Szef MSWiA Marcin Kierwiński podkreślił, że interwencyjne kontrole schronisk będą kontynuowane. Wskazał, że państwo nie może tolerować przypadków naruszania dobrostanu zwierząt. Jednocześnie zaznaczył, że decyzje podejmują konkretne organy, a nie politycy.
W przestrzeni publicznej pojawiły się pytania o wcześniejsze komunikaty urzędów. Część komentatorów zwracała uwagę na rozbieżności pomiędzy ocenami sprzed kilku dni a decyzją o zamknięciu schroniska. Resort odpowiadał, że różne instytucje kontrolują różne obszary działalności.
Wpis wojewody mazowieckiego sprzed dwóch dni. Pani jest niewiarygodna i skompromitowana. Proszę wracać opowiadać o opóźnieniach autobusów. pic.twitter.com/1eLbt5E916
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) January 24, 2026
Schronisko w Sobolewie od lat było przedmiotem sporów. Prowadzący je Marian D. został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Proces trwa od wielu lat i nie zakończył się prawomocnym wyrokiem. W lutym mężczyzna ma ponownie stanąć przed sądem.
Mieszkańcy i aktywiści wielokrotnie apelowali do wójta Sobolewa o rozwiązanie umowy z dzierżawcą. Argumentowali, że gmina ponosi odpowiedzialność za to, co dzieje się na jej gruncie. Sprawa wracała regularnie, ale przez długi czas nie zapadały rozstrzygające decyzje.
Kluczowa informacja pojawiła się dopiero teraz. Decyzja administracyjna została wydana w trybie natychmiastowym, a schronisko straciło prawo dalszego działania. Los setek zwierząt stał się symbolem problemu, który wykracza daleko poza jedną gminę.
Zobacz też: Pomorskie na czele tragicznych statystyk dzieci
mn






