Jedno pismo z urzędu wystarczyło, by zamknąć drzwi do miejskich sal. W Gdańsku operatorzy domów sąsiedzkich otrzymali rekomendację, by nie podejmować współpracy z instruktorką tańca Swietłaną Krzemińską. W tle pojawiły się „zalecenia służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa”. Pada też sformułowanie o propagandzie. Sprawa dotyczy działalności kulturalnej z seniorami prowadzonej od lat w lokalnej przestrzeni.
Oficjalne pismo do operatorów
Wydział Rozwoju Społecznego Urzędu Miejskiego w Gdańsku skierował do operatorów domów i klubów sąsiedzkich pismo. Sprawę tą obszernie opisaliśmy całkiem niedawno. W treści znalazła się jednoznaczna rekomendacja, by nie podejmować współpracy z konkretną osobą. Chodzi o Swietłanę Krzemińską, instruktorkę tańca. Urząd wskazał, że zgromadzone materiały mają świadczyć o sprzeczności jej aktywności z wartościami reprezentowanymi przez miasto. W dokumencie pojawiło się także sformułowanie o „znamionach rosyjskiej propagandy”.
Nie jest to decyzja administracyjna w ścisłym sensie. Nie wydano formalnego zakazu ani nie wszczęto postępowania zakończonego decyzją. To rekomendacja. Jednak w praktyce takie stanowisko może skutecznie zablokować możliwość prowadzenia zajęć w przestrzeniach finansowanych lub wspieranych przez miasto. W efekcie osoba wskazana w piśmie traci realny dostęp do infrastruktury publicznej.
Czytaj więcej: Rosyjski zbiornikowiec Khatanga zniknął z gdyńskiego portu
Miasto powołuje się na służby
Zapytaliśmy urząd o podstawy działań. Odpowiedź nadesłał Marcin Szeląg z Referatu Prasowego Biura Prezydenta.
Podjęte wobec tej osoby działania to realizacja zaleceń służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. Przestrzeń społeczna i kulturalna w Gdańsku musi pozostawać transparentna, bezpieczna i wolna od propagandy – napisał.
To całość przekazanego stanowiska. Nie wskazano, o jakie służby chodzi. Nie podano, czy zalecenia miały charakter ogólny, czy dotyczyły konkretnej osoby. Brakuje informacji, czy zostały przekazane w formie pisemnej. Nie wiadomo także, czy zainteresowana została o nich poinformowana. Tymczasem to kluczowe kwestie proceduralne.
Zobacz: Rosja traci konsulat w Gdańsku. Miliony długu zniknęły
Instruktorka: jestem obywatelką Polski od lat
Swietłana Krzemińska podkreśla, że jest obywatelką Polski. Do kraju przyjechała w 1994 roku z Krasnodaru. Od ponad 30 lat mieszka w Polsce. Ma męża Polaka i tu zbudowała swoje życie zawodowe.
Przyjechałam do Polski w 1994 roku. Tu wyszłam za mąż, tu pracuję, tu płacę podatki. Jestem obywatelką Polski – mówi.
Jak zaznacza, nikt ze służb nie kontaktował się z nią w związku z jej działalnością.
Nie miałam żadnej rozmowy ani z ABW, ani z policją. Nie przedstawiono mi żadnych zarzutów – podkreśla.
Instruktorka dodaje, że jej działalność ma charakter wyłącznie kulturalny. „Uczę tańca. To są zajęcia dla mieszkańców, dla dzieci i dorosłych. Nie prowadzę żadnej działalności politycznej” – mówi. Z jej relacji wynika, że o sprawie dowiedziała się pośrednio. „Jeżeli istnieją jakieś zalecenia służb wobec mnie, chciałabym je zobaczyć. Mam prawo wiedzieć, na jakiej podstawie podważa się moje dobre imię” – dodaje.

Procedura czy uznaniowość
Sprawa rodzi pytania o zakres kompetencji samorządu. Miasto ma prawo dbać o bezpieczeństwo przestrzeni publicznej. Może też reagować na sygnały ze strony instytucji państwowych. Jednak czym innym jest ogólna czujność, a czym innym wskazanie konkretnej osoby w oficjalnym piśmie. W tym przypadku padło nazwisko i sugestia o propagandzie.
Warto zauważyć, że brak precyzyjnych informacji o charakterze zaleceń utrudnia ocenę sytuacji. Czy były one imienne? Czy miały formę dokumentu? Czy przewidziano możliwość odniesienia się do nich przez osobę, której dotyczą? To pytania, które pozostają bez odpowiedzi.
Dlatego skierowaliśmy do urzędu dodatkowe pytania. Chcemy ustalić, które służby wydały zalecenia i w jakiej formie. Pytamy także, czy Swietłana Krzemińska została o nich oficjalnie poinformowana. Na odpowiedź czekamy. Do tematu wrócimy.
Zobacz też: Moskwa gra Dulkiewicz na nosie. Rosjanie nie oddadzą konsulatu
Działalność pod własnym nazwiskiem
Nawet jeśli przyjąć czysto hipotetycznie, że ktoś prowadzi działalność o charakterze propagandowym, pojawia się pytanie o elementarną logikę działania. Czy osoba świadoma takich zamiarów występowałaby publicznie pod własnym nazwiskiem? Czy budowałaby przez lata lokalną rozpoznawalność w oficjalnych miejskich przestrzeniach?
Swietłana Krzemińska prowadzi zajęcia jawnie. Podpisuje się imieniem i nazwiskiem. Organizuje otwarte warsztaty. Nie działa w ukryciu ani pod szyldem anonimowej inicjatywy.
Od lat pracuję pod swoim nazwiskiem z seniorkami. Nie mam nic do ukrycia – mówi.
To oczywiście nie przesądza o niczym. Jednak w sprawach, w których padają tak poważne sugestie jak „znamiona propagandy”, sposób działania i transparentność mają znaczenie. Warto zauważyć, że osoby rzeczywiście zaangażowane w działalność o charakterze dezinformacyjnym rzadko wystawiają się wprost na lokalną ekspozycję.
Czy w tym przypadku mamy do czynienia z realnym zagrożeniem, czy z nadinterpretacją sygnałów? To pytanie pozostaje otwarte.

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






