Radni Andrzej Skiba i Barbara Imianowska poszli na stadion Lechii Gdańsk, żeby zobaczyć, jak w praktyce wygląda korzystanie z loży VIP. Nie chodziło o piłkarską ciekawość ani o lepszy widok na murawę. Chodziło o publiczne pieniądze, miejskie spółki i pytanie, kto właściwie korzysta z przywilejów fundowanych przy stadionie. Na miejscu zrobiło się ciekawie, bo loża była przygotowana, ale radnych rządzących – według relacji Skiby – tam nie było.
Opozycja sprawdza stadionowe zaplecze
Skiba i Imianowska zaczęli swoją relację wprost. Zamierzali sprawdzić, “na co idą publiczne pieniądze”. Taki był sens tej wizyty. W tle jest stadion, Lechia Gdańsk i temat loży VIP, o której zwykły kibic może co najwyżej usłyszeć, stojąc wcześniej w kolejce po zapiekankę za 24 zł albo kiełbasę w bułce za 26 zł.
Radni opozycji podkreślali, że swoje drobne wydatki pokryli sami. Herbata za 10 zł, pizza za 45 zł – niby szczegół, ale w tej historii dość znaczący. Bo kontrast jest prosty. Normalny kibic płaci za wszystko z własnej kieszeni, a w loży VIP – jak opisują radni – jedzenie i napoje mają być dostępne w szerokiej ofercie, bez limitu i dla wybranych za darmo.
Na stole nie miały leżeć chipsy z plastikowej miski. W relacji padają konkrety: briożka z szarpaną wołowiną i sosem barbecue, łosoś w sosie koperkowo-cytrynowym, polędwiczka wieprzowa w sosie musztardowym. Do tego woda, soki, piwo i dwa rodzaje wina. Krótko mówiąc – nie stadionowa bułka z parówką, tylko catering z wyższej półki.
Wszystko gotowe, tylko gości brak
Najważniejszy wątek pojawia się jednak później. Skiba relacjonuje, że na poziomie loży znajdowały się miejsca opisane jako przeznaczone m.in. dla prezydenta i radnych Rady Miasta Gdańska. To właśnie tam radni opozycji chcieli zobaczyć, jak działa system w praktyce.
I wtedy zrobiło się dziwnie.
Według relacji Skiby władze miasta i rządzący radni “gdzieś uciekli”, a przy stoliku Rady Miasta siedziały osoby kompletnie im obce. To jest sedno sprawy. Nie sama obecność jedzenia, nie sam fakt istnienia loży, nawet nie ten nieszczęsny łosoś. Pytanie brzmi: jeżeli przestrzeń jest przygotowana pod radnych, to dlaczego radnych tam nie ma?
Można oczywiście powiedzieć, że ktoś przyszedł wcześniej, ktoś później, ktoś siedział gdzie indziej. Tylko że właśnie o to chodzi. Jeżeli miasto wykłada duże pieniądze na klub i stadionowe zaplecze, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kto z tego korzysta, na jakich zasadach i ile to kosztuje. Bez kluczenia.
Miejskie spółki w lożach
Podczas obchodu radni zwrócili też uwagę, że na stadionie swoje loże mają podmioty miejskie. W relacji padają przykłady: Gdańskie Autobusy i Tramwaje oraz zakład zajmujący się odpadami. I tu robi się jeszcze bardziej praktycznie.
Bo dla mieszkańca Gdańska to już nie jest abstrakcyjna dyskusja o “reprezentacji” albo “promocji”. To może oznaczać pytanie bardzo przyziemne: czy koszty takich loży w miejskich spółkach nie mają żadnego wpływu na opłaty, które potem płacą ludzie? Za bilety, za śmieci, za codzienne usługi. Nawet jeśli wpływ byłby pośredni, warto go wyjaśnić. Prosto. Na liczbach.
Skiba sam zadaje pytanie, czy koszty wynajmu takiej loży są znaczące i czy mogą się przełożyć na decyzje dotyczące opłat. To nie jest czepianie się dla sportu. To jest zwykła kontrola pieniędzy publicznych.
Czytaj też: Loża VIP dla radnych. Świat poza zasięgiem zwykłych kibiców Lechii Gdańsk
Knajpa zamiast trybun? Loże na stadionie w Gdańsku
W relacji pojawia się też gorzka obserwacja, jeśli chodzi o loże na stadionie w Gdańsku. Skiba mówi, że ma wrażenie, iż w lożach zrobiła się “jakaś knajpa”. I trudno nie zrozumieć, o co mu chodzi. Stadion teoretycznie jest miejscem dla kibiców. Dla emocji, dopingu, meczu. Tymczasem w opisie z loży VIP piłka chwilami schodzi na drugi plan, a na pierwszy wychodzą przekąski, alkohol i wygodne zaplecze.
Radny rozróżnia przy tym dwie sprawy. Jeżeli prywatna firma płaci za lożę z własnych pieniędzy, to jej sprawa. Ktoś zarobił, ktoś wydał, koniec dyskusji. Ale gdy w grę wchodzą radni, urzędnicy, osoby związane z lokalną polityką, ich rodziny i znajomi – wtedy sprawa przestaje być prywatna.
Wtedy pytanie brzmi: dlaczego mają mieć to za darmo?
Zobacz też: Loża VIP w Gdańsku pod lupą – radni PiS pytają o koszty i alkohol
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć
Najmocniejszy fragment relacji dotyczy kosztów. Skiba mówi wprost, że chce wiedzieć, ile to wszystko kosztowało. Ile kosztują loże VIP, ile kosztuje pobyt radnych, ile kosztuje pobyt władz Gdańska. I dodaje, że mieszkańcy mają prawo to wiedzieć, bo to są ich pieniądze.
Trudno o bardziej podstawową zasadę samorządu. Jeżeli publiczne środki idą na stadionowe przywileje, nie wystarczy ogólna odpowiedź w stylu: wszystko jest zgodne z przepisami. Zgodność z przepisami to minimum. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać również przejrzystości i elementarnego wyczucia.
Bo ktoś, kto płaci 10 zł za wodę, 20 zł za słabe piwo albo 24 zł za zapiekankę, może czuć zgrzyt, gdy słyszy o nielimitowanym cateringu dla lokalnej elity. Zwłaszcza jeśli ta sama elita nie bardzo chce wyjaśniać, kto korzystał, kiedy korzystał i kto finalnie za to zapłacił.
Brak odpowiedzi robi swoje
Z relacji wynika także, że radni pytali o szczegóły: kto przychodzi najczęściej, czy pojawiają się rodziny i znajomi, ile kosztuje cała obsługa. Odpowiedź władz – w ujęciu Skiby – była daleka od konkretu. Mówiąc łagodnie.
I to właśnie buduje największy problem. Nie sama loża, ale mgła wokół niej. Bo gdyby wszystko było jasne, można by pokazać dokumenty, zasady, listy, kwoty. Twardo. Bez nerwów. Tymczasem z materiału wyłania się obraz miejsca przygotowanego dla radnych, w którym radnych rządzących nie ma, za to przy stoliku siedzą inne osoby.
Kto je zaprosił? Na jakiej podstawie? Czy loże na stadionie w Gdańsku są opłacana niezależnie od frekwencji? Czy mieszkańcy płacą za gotowość miejsca, nawet gdy osoby uprawnione z niego nie korzystają? To są pytania, które powinny paść oficjalnie.
Bo w tej historii najgorsze nie jest nawet wino bez limitu. Najgorsze jest poczucie, że zwykły mieszkaniec ma płacić, nie pytać i jeszcze udawać, że nic się nie stało.
mn

