Nielegalny hazard na Pomorzu. Są akty oskarżenia (FOTO: KPP Pruszcz Gdański)

Nielegalny hazard na Pomorzu. Są akty oskarżenia

Nielegalne automaty, zamki elektromagnetyczne, zdjęcia funkcjonariuszy i szybkie ostrzeżenia przez komunikatory – hazard na Pomorzu. Tak – według prokuratury – miały działać punkty hazardowe prowadzone poza kasynami. Do sądów trafiły właśnie dwa akty oskarżenia przeciwko trojgu osobom, które miały pomagać w obsłudze takich lokali. Grozi im do 3 lat więzienia.

Akty oskarżenia w dwóch sądach

Prokuratura Regionalna w Gdańsku skierowała akty oskarżenia do sądów w Wejherowie i Olsztynie. Sprawa dotyczy Karoliny B., Jacka F. oraz Mateusza Ł. Według śledczych osoby te pomagały w organizowaniu nielegalnych gier hazardowych na automatach.

Chodzi o działalność punktów w Rumi, Wejherowie i Dobrym Mieście w 2019 r. To nie były przypadkowe miejsca z kilkoma maszynami ustawionymi gdzieś na zapleczu. Z ustaleń prokuratury wynika, że lokale działały w ramach większego mechanizmu, z podziałem ról i systemem zabezpieczeń.

Całe śledztwo obejmuje zorganizowaną grupę przestępczą, która miała prowadzić nielegalne salony gier od sierpnia 2017 r. do marca 2022 r. na terenie czterech województw: pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, kujawsko-pomorskiego i lubuskiego.

675 automatów i 153 lokale

Skala sprawy robi wrażenie. Funkcjonariusze Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni zabezpieczyli 675 automatów w co najmniej 153 lokalach. To pokazuje, że nie chodziło o drobną działalność na marginesie, tylko o rozbudowaną sieć.

Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Mariusz Marciniak przekazał, że grupa miała działać według ściśle określonego schematu. Byli pracownicy, serwisanci, monitoring i komunikacja służąca między innymi do ostrzegania przed kontrolami organów celno-skarbowych. W praktyce wyglądało to tak, że lokal nie był otwarty dla każdego. Klient musiał zostać wpuszczony. Nad wejściem i wnętrzem czuwał monitoring, a same drzwi miały zamki elektromagnetyczne. Prosty szyld i maszyna w środku? Raczej nie. Bardziej punkt, który miał przetrwać możliwie długo bez wizyty służb.

Zobacz też: Nalot na salony hazardu w Pruszczu Gdańskim

Zdjęcia funkcjonariuszy i alarmy

Najbardziej wymowny jest opis systemu selekcji klientów. Pracownicy mieli posiadać fotografie z wizerunkami funkcjonariuszy służb celno-skarbowych. Instrukcja była jasna: takich osób nie wpuszczać do środka.

Gdy pojawiało się ryzyko kontroli, przez komunikatory internetowe ogłaszano tzw. alarmy. Wtedy lokale zamykano, wyłączano reklamy, a dokumenty miały znikać z widoku. Pracownicy mieli też odmawiać składania wyjaśnień.

Brzmi jak scenariusz filmu o małej konspiracji, ale skutki były bardzo konkretne. W takich punktach zwykły człowiek mógł wejść po „szybką grę”, a wyjść bez pieniędzy. Bez kontroli typowej dla legalnego kasyna, bez pewności, kto naprawdę zarabia i na jakich zasadach działa maszyna. To właśnie dlatego państwo tak mocno reguluje hazard – bo za migającym ekranem często kryje się cudza strata.

Czytaj także: Bohaterska akcja. Policjanci i świadek uratowali życie kobiety

Co mieli robić oskarżeni

Według prokuratury Karolina B., Jacek F. i Mateusz Ł. odpowiadali za bieżącą obsługę punktów hazardowych. Ich zadania miały obejmować wpuszczanie klientów, obserwowanie monitoringu, resetowanie liczników automatów przy użyciu kluczy oraz wypłacanie wygranych.

To ważny element sprawy. Prokuratura nie zarzuca im kierowania całą grupą, lecz pomocnictwo w urządzaniu nielegalnych gier hazardowych. Innymi słowy – mieli być częścią systemu, który działał na co dzień. Ktoś musiał otworzyć drzwi, patrzeć w kamery, wypłacić pieniądze i dopilnować, by automat dalej pracował.

Ekspertyzy biegłych potwierdziły, że zabezpieczone maszyny oferowały gry losowe. A takie urządzenia, zgodnie z ustaleniami prokuratury, mogły legalnie funkcjonować wyłącznie w kasynach posiadających odpowiednią koncesję. Poza kasynem ich eksploatacja była niezgodna z prawem.

Zobacz też: DK22 zablokowana po śmiertelnym wypadku motocyklisty w Gnojewie

Do 3 lat więzienia

Czyny zarzucane oskarżonym są zagrożone karą do 3 lat pozbawienia wolności. Sąd może też orzec grzywnę do 720 stawek dziennych. Do tego dochodzi możliwość przepadku automatów oraz pieniędzy pochodzących z nielegalnego hazardu.

Oskarżeni przyznali się do winy i złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Teraz decyzja należy do sądów w Wejherowie i Olsztynie.

Sprawa pokazuje też coś szerszego. Nielegalny hazard rzadko wygląda dziś jak brudna piwnica z jednorękim bandytą w kącie. Częściej to sieć lokali, komunikatory, monitoring, instrukcje i ludzie pilnujący wejścia. Niby wszystko działa cicho, bez wielkiego rozgłosu. Do czasu.

Czytaj też: W gminie Żukowo 28-latek jechał skradzionym Suzuki na festyn

mn



Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.


Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.