Opór miasta wokół Swietłany Krzemińskiej to nie jest tylko lokalna historia o instruktorce tańca. To nie tylko mowa o propagandzie. To sprawdzian dla władz miasta Gdańska. Test konsekwencji. I pytanie, czy standardy zmieniają się razem z politycznym klimatem. Co więcej, potępienie agresji Rosji nie wyklucza prawa do pytania o proporcję działań władz.
Miasto wylicza dziś aktywność sprzed lat, mówi o „propagandowym charakterze” i nie rekomenduje współpracy. W tle pojawiają się hasła o „soft power rosyjskiej kultury”. Padają odniesienia do wydarzeń, wyjazdów, nawet komentarzy w mediach społecznościowych.
Argument obrońców tej decyzji jest jeden: po 24 lutego 2022 roku wszystko się zmieniło. To prawda. Ale czy to cała prawda?
Rosja zaatakowała nie w 2022, lecz w 2014 roku
Zacznijmy od faktów. Rosja zaatakowała Ukrainę już w 2014 roku. Zajęła Krym. Rozpętała wojnę w Donbasie. Zginęły tysiące ludzi. To była agresja. To był akt naruszenia prawa międzynarodowego.
Nie było wtedy milionów uchodźców w Polsce. Nie było obrazów z Buczy. Skala pełnoskalowej inwazji z 2022 roku była inna. Brutalniejsza. Bardziej widoczna. Ale wojna zaczęła się osiem lat wcześniej.
I to jest punkt, którego nie można pomijać.
Lata 2014–2021. Współpraca trwała
Po 2014 roku Polska nie zerwała wszystkich relacji z rosyjskimi instytucjami. Samorządy nie zamknęły drzwi do projektów transgranicznych. W Gdańsku realizowano wspólne przedsięwzięcia, jak projekt „Połączeni bursztynem” z partnerem z Kaliningradu. Oficjalnie. Z unijnym dofinansowaniem. Z udziałem środków Federacji Rosyjskiej.
Nikt nie mówił wtedy, że każda forma współpracy kulturalnej jest elementem operacji wpływu. Nikt nie traktował kontaktów instytucjonalnych jako automatycznie podejrzanych.
To była inna atmosfera polityczna. Inny poziom emocji społecznych. Ale agresja już wtedy była faktem.
2022 – zmiana klimatu, nie zmiana faktu
Pełnoskalowa inwazja w 2022 roku wstrząsnęła Europą. Miliony uchodźców trafiły do Polski. Społeczeństwo zareagowało odruchem solidarności. Samorządy włączyły się w pomoc. To naturalne, że zmieniła się wrażliwość na rosyjskie symbole i współpracę z podmiotami powiązanymi z państwem agresorem. Tyle że zmiana klimatu politycznego nie powinna oznaczać zmiany zasad wstecz.
Jeśli w 2014 roku uznano, że współpraca instytucjonalna jest możliwa mimo aneksji Krymu, to dziś trzeba jasno powiedzieć, dlaczego prywatna aktywność kulturalna ma być oceniana ostrzej niż tamte decyzje.
To nie jest relatywizowanie wojny. To pytanie o konsekwencję.
Od projektu za miliony do komentarza w sieci
Spór wokół Swietłany Krzemińskiej to dziś jeden z najgłośniejszych lokalnych tematów. Miasto wylicza jej aktywność sprzed lat, mówi o „propagandowym charakterze” działań i nie rekomenduje współpracy. Padają ciężkie słowa. Tworzony jest obraz kontekstu, który ma uzasadniać decyzję.
Argument obrońców tej linii jest prosty: po 24 lutego 2022 roku wszystko się zmieniło.
To prawda, że pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę zmieniła Europę. Zmieniła emocje. Zmieniła wrażliwość na symbole. Ale trzeba pamiętać o jednej rzeczy – Rosja zaatakowała Ukrainę już w 2014 roku. Zajęła Krym. Rozpętała wojnę w Donbasie. To nie był incydent. To była wojna.
I właśnie po 2014 roku Gdańsk realizował wspólny projekt z rosyjskim partnerem z Kaliningradu.

„Możemy tak po gdańsku, otwarcie współpracować”
W 2021 roku, przy okazji projektu „Połączeni bursztynem”, dotyczącego nowego Muzeum Bursztynu w Wielkim Młynie i współpracy z partnerem z Królewca, prezydent Aleksandra Dulkiewicz mówiła:
Bardzo cieszę się z tego, że możemy tak po gdańsku, otwarcie współpracować, bo tak właśnie staramy się realizować nasze inwestycje. Mam nadzieję, że dzięki temu projektowi Wielki Młyn będzie domem nie tylko dla tych, którzy kochają bursztyn, ale też dla tych, którzy go jeszcze nie poznali, a także będzie domem dla naszych sąsiadów.
To była świadoma decyzja władz, podjęta już po aneksji Krymu. To była oficjalna konferencja. Oficjalny projekt. 24-miesięczne przedsięwzięcie o wartości ponad 2,2 mln euro. 90 proc. budżetu pochodziło ze środków publicznych – z Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej.
Nikt nie mówił wtedy, że współpraca kulturalna z partnerem z obwodu kaliningradzkiego to „soft power”. Nikt nie sugerował zagrożenia systemowego.

Pomoc władzom Królewca
Warto przypomnieć jeszcze jeden fakt z tamtego okresu. Po 2014 roku, już po aneksji Krymu i rozpoczęciu wojny w Donbasie, Gdańsk utrzymywał relacje z Kaliningradem także w kontekście przygotowań do piłkarskich mistrzostw świata w Rosji w 2018 roku. Przed turniejem przedstawiciele władz Gdańska odwiedzili Kaliningrad, by dzielić się doświadczeniami z organizacji dużych imprez sportowych, w tym Euro 2012.
W delegacji była również Aleksandra Dulkiewicz, która w tamtym czasie pełniła kluczową funkcję w magistracie – wiceprezydenta. Strona gdańska podpowiadała, jak organizować wydarzenia masowe, jak zarządzać ruchem kibiców i jak promować miasto w czasie turnieju. Mówiono o współpracy, wymianie doświadczeń i dobrych praktykach.
Co więcej, przedstawiciele Kaliningradu byli zapraszani do Gdańska, m.in. na mecze Lechii Gdańsk. Relacje miały charakter oficjalny i partnerski. Nie traktowano ich wtedy jako elementu zagrożenia czy „miękkiej propagandy”. To pokazuje, że jeszcze kilka lat po 2014 roku obowiązywał model współpracy i dialogu – nawet w obszarze sportu i promocji międzynarodowej.

Dla Rosjan w Kaliningradzie to pierwsza tak wielka impreza międzynarodowa, nie do końca więc zdają sobie sprawę, jakie wyzwania przed nimi stoją, podobnie jak my przed euro 2012 – podkreślała twedy wiceprezydent Aleksandra Dulkiewicz. – Ale są bardzo otwarci na współpracę i korzystanie z naszych doświadczeń. Zaprosiliśmy przedstawicieli komitetu organizacyjnego do Gdańska na jeden z meczów Lechii. Przyjadą prawdopodobnie w kwietniu.
Od projektu za miliony do „nierekomendowania współpracy”
Różnica skali jest oczywista. Wspomniany projekt muzealny wart miliony euro i pomoc dla Rosjan to działanie systemowe. Oficjalne. Z udziałem władz miasta. Z publicznymi deklaracjami o otwartej współpracy.
W sprawie Swietłany Krzemińskiej mówimy o osobie prywatnej. O udziale w wydarzeniach kulturalnych. O kontaktach z instytucją, którą dziś ocenia się jako narzędzie rosyjskiej polityki wpływu. Miasto wyciąga te fakty, zestawia je i nadaje im polityczną kwalifikację. Nie ma wyroku. Nie ma formalnego postępowania. Jest interpretacja i „nierekomendowanie współpracy”.
To miękka sankcja. W praktyce bardzo odczuwalna. I tu wraca pytanie zasadnicze: czy proporcja została zachowana?
Nie chodzi o Ukrainę. Chodzi o standard
Nie ma wątpliwości, że Rosja jest agresorem. Nie ma wątpliwości, że po 2022 roku wiele rzeczy musiało zostać przewartościowanych. Ale państwo prawa i odpowiedzialny samorząd nie działają wyłącznie pod wpływem klimatu politycznego.
Jeżeli zmieniły się zasady – trzeba je jasno nazwać. Jeżeli granica została przesunięta – trzeba wyjaśnić dlaczego. Inaczej powstaje wrażenie selektywnej wrażliwości.
Bo jeśli w 2014 roku aneksja Krymu nie zamknęła drzwi do oficjalnej współpracy, to dziś bardzo precyzyjnie trzeba uzasadnić, dlaczego prywatna działalność kulturalna ma być traktowana jako zagrożenie systemowe. To pytanie o spójność. O konsekwencję. O standard.
I właśnie dlatego ta sprawa wykracza poza jedną osobę. Jeśli standard zmienia się wraz z temperaturą polityczną, to przestaje być standardem, a staje się narzędziem.

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






