To nie jest opowieść o samotnej „bohaterce”, która zderzyła się nagle z mroczną falą internetu. To raczej dobrze znany mechanizm politycznego PR-u: trudny projekt dostaje ludzką twarz, najlepiej spokojną, medialną i odporną na krytykę. W tym przypadku twarzą SAFE stała się Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. I tu zaczyna się problem.
Twarz zamiast odpowiedzi
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka jest pełnomocnikiem rządu ds. Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy. Brzmi technicznie, sucho, urzędowo. Więc w przekazie publicznym robi się z tego coś znacznie prostszego: program SAFE, bezpieczeństwo, pieniądze dla Polski, obrona przed Putinem, a po drugiej stronie „trolle”, „atakujący” i wszyscy ci, którzy rzekomo nie rozumieją powagi chwili.
Tylko że to jest klasyczne odwrócenie uwagi.
Zamiast uczciwej rozmowy o pieniądzach, zobowiązaniach, kosztach, odsetkach, kontroli i politycznych konsekwencjach, buduje się emocjonalną opowieść. Bo Jest minister, jest atak, jest zagrożenie i jest wielka sprawa państwowa. A kto pyta za dużo, ten najwidoczniej komuś pomaga – najlepiej Rosjanom.
Wygodne. Ale bardzo słabe.
Pytania nie są atakiem
Obronność państwa jest ważna. Moim zdaniem jedna z najważniejszych spraw, jakie państwo w ogóle ma na głowie. Tylko właśnie dlatego nie wolno jej sprzedawać ludziom jak kampanii wizerunkowej.
Jeśli Polska ma dostać ponad 43 mld euro w ramach programu SAFE, to obywatel ma prawo wiedzieć, na jakich zasadach. Czy to są pieniądze bezzwrotne, czy pożyczka. Jakie będą koszty. Kto będzie nadzorował wydawanie środków. Co dokładnie kupujemy. Kto na tym zarobi. Jakie zobowiązania zostają na lata.
To nie są pytania „trolobotów”. To są pytania człowieka, który płaci podatki.
Bo zwykłego Polaka mniej interesuje eleganckie nagranie w mediach społecznościowych, a bardziej to, czy za kilka lat nie okaże się, że rachunek znowu trafi do niego. Do kierowcy, który tankuje coraz drożej. Do małego przedsiębiorcy, który już dziś liczy każdą składkę. Do rodziny, która słyszy o miliardach, ale w sklepie widzi, że za 100 zł coraz trudniej zrobić normalne zakupy.
Tak, to jest bardzo przyziemne. Ale polityka właśnie tam się kończy – przy kasie, w portfelu i na rachunku za prąd.
Stary numer Platformy
Ten mechanizm nie jest nowy. Donald Tusk i jego obóz przerabiali to już wcześniej.
Po latach rządów Tuska Platforma dostała „ciepłą” twarz Ewy Kopacz. Miało być spokojniej, bardziej ludzko, mniej technokratycznie. Zmęczenie władzą przykrywano miękkim wizerunkiem. Nie chodziło tylko o zmianę premiera. Chodziło o zmianę emocji.
Potem była Małgorzata Kidawa-Błońska – elegancka, spokojna, pojednawcza. Miała być twarzą Platformy, która nie drażni, nie straszy i nie wygląda jak partyjna maszyna. Znów: nie sprzedawano samego politycznego zaplecza, tylko jego łagodniejszą wersję.
W kampanii 2023 r. Tusk bardzo mocno postawił na emocje wokół kobiet, godności i bezpieczeństwa. To był skuteczny zabieg. Ale skuteczny PR nie przestaje być PR-em tylko dlatego, że ładnie wygląda w telewizji.
Teraz widzę podobny schemat przy SAFE.
Sobkowiak jako tarcza
Problem nie polega na tym, że Magdalena Sobkowiak-Czarnecka jest kobietą. Problem polega na tym, że jej wizerunek może być używany jak polityczna tarcza.
Krytykujesz SAFE? To pewnie atakujesz pełnomocnik. Pytasz o pożyczkę? To pewnie powielasz narrację wrogów. Chcesz konkretów? To może jesteś częścią jakiejś internetowej operacji.
No nie.
Tak się nie prowadzi poważnej debaty o bezpieczeństwie państwa. Tak się prowadzi kampanię komunikacyjną, w której najważniejsze jest to, żeby przeciwnik wyglądał podejrzanie, zanim jeszcze zdąży zadać pierwsze pytanie.
A pytań jest sporo. Bo 150 mld euro w skali Europy i ponad 43 mld euro dla Polski to nie są drobne na kawę. To są gigantyczne pieniądze. I im większe kwoty, tym mniej miejsca powinno być na wzruszenia, a więcej na dokumenty, procedury i kontrolę.
Czytaj też: Weto w sprawie SAFE. Spór o 200 mld zł i burza w sieci
Nie róbmy teatru z obronności
Państwo musi się zbroić. Musi inwestować w armię. Musi reagować na zagrożenia. Tego nie kwestionuję.
Ale właśnie dlatego nie wolno robić z obronności politycznego teatru. Nie wolno przykrywać twardych decyzji opowieścią o dobrej twarzy programu i złych ludziach, którzy śmią pytać. Bo kiedy politycy zaczynają mówić, że pytania są niebezpieczne, to zazwyczaj znaczy, że warto pytać jeszcze mocniej.
SAFE może być potrzebne. Może być korzystne. Może być ważnym elementem bezpieczeństwa. Ale niech rząd to udowodni konkretami, a nie emocjonalną narracją.
I niech Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, jako pełnomocnik rządu ds. SAFE, odpowiada politycznie za projekt, który promuje. To jest normalne. Funkcja publiczna oznacza publiczne pytania. Także niewygodne.
Im więcej PR-u, tym więcej kontroli
Nie kupuję tej bajki o „bohaterce”. Widzę raczej próbę ubrania trudnego projektu w miękką, medialną formę. Taką, która ma rozbroić krytykę, zanim ta zdąży wybrzmieć.
Przerabialiśmy już „ciepłą” twarz Ewy Kopacz. Przerabialiśmy łagodną twarz Kidawy-Błońskiej. Przerabialiśmy kampanię opartą na emocjach, godności i bezpieczeństwie kobiet.
Teraz SAFE dostaje własną twarz.
A ja mam prostą zasadę: im więcej twarzy, spotów i wzruszeń, tym mocniej trzeba patrzeć na dokumenty. Bo bezpieczeństwo państwa to nie dekoracja do konferencji prasowej. To rachunek, odpowiedzialność i kontrola.
Bez tego zostaje tylko PR. Ładny, gładki, bardzo profesjonalny. I właśnie dlatego podejrzany.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

