Awantura o mandat z pizzerii. W Stanowskiego uderza szefowa związku w KAS (FOTO: zero/YT/X)

Awantura o mandat z pizzerii. W Stanowskiego uderza szefowa związku w KAS

Spór o gdańską pizzę z krewetkami już dawno przestał być historią o jednym rachunku. Z mandatu na 2,5 tys. zł zrobiła się opowieść o urzędach, politykach, dziennikarzach i zwykłych ludziach, którzy próbują prowadzić biznes bez potykania się o każdy przepis. Krzysztof Stanowski ostro zaatakował kontrolerki KAS, a potem przyznał, że sprawa wymknęła się spod kontroli. Teraz odpowiedziała mu Agata Jagodzińska, działaczka związkowa z administracji skarbowej. I nie broni wszystkiego jak leci.

Kontrola, która urosła do symbolu

Początek był dość zwyczajny, przynajmniej na papierze. Do rodzinnej pizzerii w Gdańsku przyszły dwie kobiety. Zamówiły pizzę z krewetkami, zjadły, zapłaciły. Dopiero później okazało się, że nie były zwykłymi klientkami, tylko kontrolerkami Krajowej Administracji Skarbowej.

Problemem stała się stawka VAT. Właściciel lokalu nabił 8 proc., jak przy klasycznej pizzy. Urzędniczki uznały jednak, że przy owocach morza powinno być 23 proc. VAT. Efekt? Mandat w wysokości 2500 zł.

Dla dużej sieci to koszt, który można wrzucić w rubrykę „nieprzyjemne”. Dla małego lokalu – szczególnie rodzinnego – to już pieniądze, które bolą. Tyle może kosztować czynsz, składki, część wypłat albo większe zakupy do kuchni. I właśnie dlatego ta historia tak szybko zaczęła żyć własnym życiem.

Stanowski uderzył za mocno

Krzysztof Stanowski skomentował sprawę w swoim stylu. Mocno, ostro, bez oglądania się na elegancję. Jego słowa o urzędniczkach wywołały burzę, bo padły określenia i obrazy, które część odbiorców odebrała jako przekroczenie granicy.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku skierował zawiadomienie do prokuratury, a minister finansów Andrzej Domański publicznie potępił wypowiedź Stanowskiego. Nagle pizza z krewetkami stała się sprawą polityczną. Trochę absurd, ale bardzo polski.

Stanowski później sam przyznał, że „nawarzył piwa”. Tyle że zamiast zejść z tonu, poszedł szerzej. W kolejnym nagraniu przeniósł ciężar z samego mandatu na hipokryzję polityków. Wypominał im kilometrówki, obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi, publiczne pieniądze dla zaprzyjaźnionych środowisk, areszty, dziwne wydatki i pomysły, które zwykły obywatel odbiera jako oderwane od życia.

W skrócie: nie chciał być pouczany przez tych, którym sam zarzuca znacznie poważniejsze grzechy.

Czytaj też: KAS z Gdańska zgłasza do prokuratury Krzysztofa Stanowskiego

Urzędniczka odpowiada: zabrakło drugiej strony

Na ten materiał zareagowała Agata Jagodzińska, działaczka związkowa związana z KAS. Co ciekawe, nie poszła prostą drogą obrony ministerstwa. Wcześniej sama wskazywała, że źródłem problemu mogą być decyzje obecnego kierownictwa i sposób rozliczania pracy urzędników.

Według niej pracownicy skarbówki są dziś pchani w stronę statystyk, kontroli i karania. Zwłaszcza tam, gdzie najłatwiej kogoś sprawdzić. Mały przedsiębiorca jest pod ręką. Nie ma sztabu prawników, nie ma działu PR, nie zrobi konferencji prasowej. Może co najwyżej wkurzyć się przy ekspresie do kawy.

Jagodzińska zarzuciła Stanowskiemu, że tym razem nie zachował się jak dziennikarz szukający pełnego obrazu, ale jak uczestnik awantury, który broni własnej pozycji. Jej zdaniem zabrakło rozmowy z drugą stroną – z urzędnikami, którzy wykonują polecenia, są oceniani według mierników i często sami nie mają wielkiego pola manewru.

To ważny punkt. Bo łatwo jest sprowadzić sprawę do jednej kontrolerki i jednego mandatu. Trudniej zobaczyć mechanizm, który sprawia, że urzędnik ma „dowieźć wynik”, a przedsiębiorca ma poczucie, że państwo czai się na niego przy stoliku.

Nie każdy przedsiębiorca jest święty

Jagodzińska zaznaczyła też, że obraz nieuczciwego urzędu i uczciwego przedsiębiorcy bywa zbyt prosty. W jej ocenie zdarzają się właściciele firm, którzy świadomie nie nabijają wszystkiego na kasę, kalkulują ryzyko i traktują mandaty jak koszt prowadzenia biznesu. Bo i tak, jak twierdzą, odrobią to w jeden dzień.

To nie jest wygodne zdanie w tej historii, ale ono też pada. Uczciwy restaurator, który wystawia paragony i płaci podatki, konkuruje z kimś, kto przepisy omija. I wtedy państwo powinno działać. Pytanie brzmi tylko: czy naprawdę najlepszym przykładem do pokazania siły skarbówki jest pizza z krewetkami i różnica między 8 proc. a 23 proc. VAT?

Zwłaszcza gdy mowa o mandacie 2500 zł.

Zobacz też: Podatek za zbieranie butelek i puszek? Mamy stanowisko KAS

Ministerstwo przespało moment

Najmocniejszy cios Jagodzińska wymierzyła jednak nie tylko w Stanowskiego. Wskazała także na Ministerstwo Finansów, które – jej zdaniem – popełniło błędy komunikacyjne i pozwoliło, by sprawa urosła do rangi ogólnopolskiej awantury.

I trudno nie zauważyć, że państwo znów przegrało wizerunkowo. Nawet jeśli formalnie urzędniczki miały rację, to dla wielu ludzi przekaz jest prosty: prowadzisz lokal, sprzedajesz pizzę, a po chwili dowiadujesz się, że owoc morza na cieście zmienia podatkową rzeczywistość i kosztuje cię 2,5 tys. zł. Zwykły człowiek nie rozkłada tego na interpretacje podatkowe. On widzi mandat.

Stanowski dostał zarzut przekroczenia granicy. KAS dostała łatkę instytucji polującej na drobnych przedsiębiorców. Ministerstwo pokazało, że nie umie szybko i jasno wyjaśnić, o co chodzi. A właściciel pizzerii został w środku tej całej wojny, w której jego lokal stał się symbolem czegoś większego niż jedna pizza.

Pizza już nie jest tylko pizzą

Ta sprawa pokazuje coś, co w Polsce wraca regularnie. Państwo potrafi być bardzo sprawne wobec małych, a zadziwiająco nieporadne wobec dużych. Potrafi skrupulatnie rozliczyć pizzę z krewetkami, ale kiedy ludzie słyszą o milionach, dotacjach, stanowiskach i politycznych układach, reakcja bywa znacznie mniej konkretna.

Agata Jagodzińska ma rację, gdy mówi, że warto posłuchać także urzędników. Stanowski ma rację, gdy wskazuje na absurd sytuacji i pyta o proporcje. Przedsiębiorcy mają rację, gdy boją się państwa, które czasem przychodzi nie po to, żeby wyjaśnić, tylko żeby ukarać.

I tak z jednej pizzy zrobił się test. Nie z gastronomii, ale z zaufania do państwa. Na razie wynik jest raczej słaby.

mn



Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.


Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.