Szpital dziecięcy świętował jubileusz w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Byli goście, odznaczenia, catering, film promocyjny i oprawa artystyczna. Oficjalnie gala Szpitala Dziecięcego Polanki kosztowała ok. 135 tys. zł – już po odjęciu pieniędzy od sponsorów. Problem w tym, że części najciekawszych rachunków szpital nie ujawnił.
Jubileusz w teatrze, pytania przychodzą później
50 lat działalności szpitala to nie jest byle okazja. Zwłaszcza gdy mowa o placówce dziecięcej, miejscu, które dla wielu rodzin nie jest urzędem ani instytucją z folderu promocyjnego, ale konkretnym adresem w trudnym momencie życia. Dziecko choruje, rodzic czeka pod gabinetem, potem słyszy termin, cenę, zalecenia. Czasem zaciska zęby i płaci prywatnie, bo inaczej się nie da. Tak wygląda codzienność wielu ludzi.
Na tym tle jubileuszowa gala Szpitala Dziecięcego Polanki w Gdańsku nabiera innego znaczenia. Nie chodzi o to, że szpital nie ma prawa obchodzić rocznicy. Ma. Nie chodzi też o to, że lekarzom, pielęgniarkom czy pracownikom administracji nie należy się podziękowanie. Należy się. Pytanie jest inne: ile to kosztowało, dlaczego tak, kto o tym zdecydował i czemu część informacji schowano za formułką o tajemnicy przedsiębiorstwa.
Z odpowiedzi udzielonej w trybie informacji publicznej wynika, że formalnym organizatorem gali był sam Szpital Dziecięcy Polanki. Decyzję o organizacji wydarzenia poza terenem szpitala podjął zespół powołany przez zarząd. Uroczystość odbyła się w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Przestrzeń wynajęto 10 czerwca, od godz. 8 do 23. Wynajmem objęto Salę Główną.
Na galę zaproszono 200 osób. Faktycznie uczestniczyło 178. Byli przedstawiciele władz, osoby pełniące funkcje publiczne, kierownictwo pomorskiego NFZ, rektorzy uczelni, prezesi podmiotów ochrony zdrowia. Lista jak na jubileusz poważnej instytucji – reprezentacyjna. I właśnie dlatego rachunki też powinny być reprezentacyjnie przejrzyste.
A z tym jest gorzej.
135 tys. zł, ale po sponsorach
Szpital podał, że całkowity koszt organizacji gali wyniósł ok. 135 tys. zł – po odjęciu kwot od sponsorów. To ważne zastrzeżenie. Bo sponsorzy, według odpowiedzi placówki, przekazali łącznie 51,4 tys. zł. Fundacja LPP dała 30 tys. zł, Jotun 21,4 tys. zł.
Jeśli więc rozumieć podaną kwotę dosłownie, rachunek przed uwzględnieniem sponsorów mógł wynieść ok. 186,4 tys. zł. To oznaczałoby, że sponsorzy pokryli niespełna 28 proc. wydatków. Ale tu właśnie zaczyna się pierwszy problem: szpital używa słowa „ok.” i podaje koszt już po odjęciu dofinansowania. Nie daje prostego, pełnego rachunku brutto. A przy publicznej placówce taki rachunek powinien być pierwszym zdaniem, nie zagadką do samodzielnego liczenia.
Po przeliczeniu kosztu po sponsorach na liczbę faktycznych uczestników wychodzi ok. 758 zł na osobę. Przy wariancie ok. 186,4 tys. zł przed sponsorami byłoby to ponad 1 tys. zł na uczestnika. Oczywiście gala to nie tylko talerz z jedzeniem. To scena, technika, film, zaproszenia, obsługa, ludzie. Ale zwykły rodzic, który słyszy, że prywatna konsultacja kosztuje kilkaset złotych, ma prawo zapytać: czy naprawdę nie dało się tego zrobić taniej?
Szpital odpowiada, że gala została sfinansowana z przychodów z działalności komercyjnej oraz darowizn od sponsorów. Zapewnia też, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansował wydarzenia, a koszty nie zostały pokryte ze środków przeznaczonych na leczenie, funkcjonowanie szpitala, świadczenia zdrowotne czy administrację. To jest istotna informacja i trzeba ją uczciwie odnotować.
Tyle że to nie zamyka sprawy. Publiczna placówka nie działa w próżni. Nawet jeżeli pieniądze nie poszły bezpośrednio z kontraktu NFZ, nadal mówimy o szpitalu, jego przychodach, jego priorytetach i jego wizerunku. W ochronie zdrowia każda złotówka ma ciężar. Czasem bardzo konkretny.
Zobacz też: Sobótki Tczewskie przerwane po rozpyleniu gazu

Co ujawniono, a czego nie
Największym pojedynczym ujawnionym kosztem był film z okazji 50-lecia szpitala. Wykonała go firma Kuna Movie, a koszt wyniósł 43 tys. 788 zł. To niemal tyle samo, ile przekazał największy sponsor, i więcej niż koszt całego cateringu.
Catering kosztował 39 tys. 110 zł. Przy 178 uczestnikach daje to ok. 220 zł na osobę. Nie jest to jeszcze kwota z kosmosu, ale w zestawieniu z charakterem placówki działa na wyobraźnię. Bo to szpital dziecięcy, nie korporacyjna konferencja.
Dalej mamy mniejsze pozycje: obsługa techniczna 882 zł, nagłośnienie 2 460 zł, oświetlenie 1 764 zł, scenografia 882 zł, fotografowie 1 476 zł, zaproszenia 934 zł, inne usługi 1 200 zł. Transport i ochrona – 0 zł. Przygotowano też statuetki: 10 statuetek 50-lecia za 4 305 zł oraz 7 statuetek „Przyjaciel Szpitala” za 3 272 zł. Odznaki Ministra Zdrowia i Medale Prezydenta Miasta Gdańska miały być bezkosztowe.
To wszystko można opisać, porównać, ocenić. I tu kończy się prostota.
Szpital nie ujawnił kosztu wynajęcia Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Podał jedynie, że informacja jest objęta tajemnicą przedsiębiorstwa. Tak samo potraktowano oprawę artystyczną oraz obsługę organizacyjną. W wykazie umów tajemnicą objęto także umowę z Teatrem Szekspirowskim, reżysera wydarzenia – 2 BEEART Productions, Phoenix Records oraz prowadzenie gali przez Professional Sławomir Siezieniewski.
Efekt? Obywatel dostaje rachunek bez kilku najważniejszych pozycji. Wie, ile kosztował film. Wie, ile kosztował catering. Wie, że za realizatora dźwięku zapłacono 1 230 zł, za technika dźwięku 1 230 zł, za realizatora multimediów 882 zł, za montaż oświetlenia 882 zł. Ale nie wie, ile kosztowała sama przestrzeń w prestiżowym teatrze ani część oprawy wydarzenia.
To trochę tak, jakby ktoś pokazał paragon z restauracji, ale zasłonił cenę dań głównych. Zostawił wodę, pieczywo i napiwek.
Czytaj też: Nowa Nadzieja zapowiada kontrolę pomorskich szpitali
Tajemnica przedsiębiorstwa zamiast pełnej jawności
Oczywiście, tajemnica przedsiębiorstwa istnieje. Nie każda informacja handlowa musi automatycznie trafiać na pierwszą stronę gazety. Tyle że w przypadku publicznego szpitala i wydarzenia finansowanego z jego środków oczekiwanie jawności jest szczególnie wysokie. Nie mówimy o prywatnej imprezie. Mówimy o placówce, która wykonuje zadania publiczne, ma zarząd, odpowiada przed organami publicznymi i funkcjonuje w systemie, w którym pacjenci od lat słyszą, że pieniędzy brakuje.
Warto też zwrócić uwagę na odpowiedzi na pytania o wybór miejsca. Dlaczego wybrano Gdański Teatr Szekspirowski? Szpital uznał, że to nie jest informacja publiczna, bo odnosi się do ocen i opinii. Czy analizowano tańsze lokalizacje, w tym sale należące do szpitala, urzędu marszałkowskiego, miasta Gdańska albo innych podmiotów publicznych? Znów ta sama odpowiedź: sfera ocen i opinii.
Formalnie można się spierać. Ale zdrowy rozsądek podpowiada coś prostszego. Pytanie, czy analizowano tańsze lokalizacje, nie musi być opinią. Może być faktem. Była analiza albo jej nie było. Była notatka albo jej nie było. Były maile, zapytania, porównania, telefony. Albo nie.
Szpital przyznaje później, że organizację gali poprzedziło rozeznanie rynku. Dokumentacji dotyczącej wyboru wykonawców jednak nie udostępniono, bo – jak wyjaśniono – rozeznanie przeprowadzono w formie kontaktów telefonicznych z potencjalnymi wykonawcami. Nie zastosowano procedury porównania ofert ze względu na niską wartość zamówienia.
Niską wartość? W całej sprawie mówimy o ok. 135 tys. zł po sponsorach i potencjalnie ok. 186 tys. zł przed sponsorami. Jasne, poszczególne zamówienia mogły być niższe. Ale społecznie to brzmi co najmniej niezręcznie. Zwłaszcza gdy potem okazuje się, że nie sporządzono po wydarzeniu sprawozdania, rozliczenia ani podsumowania kosztów gali.
Czyli: były telefony, była gala, części kwot nie ma, pełnego raportu po wydarzeniu też nie ma. To jest sedno problemu.
Zobacz również: Szpital odpowiada na protesty. Mocne oświadczenie i wyłączone komentarze
Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę
Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.
Gdy pacjent słyszy „proszę czekać”
Szpital w odpowiedzi zapewnia, że nie posiada wymagalnych zobowiązań ani zaległości. Deklaruje też, że w ostatnich 12 miesiącach nie przesuwał terminów zabiegów, nie ograniczał świadczeń, nie skracał harmonogramów przyjęć i nie zgłaszał problemów finansowych. To są ważne zdania. One chronią placówkę przed najprostszym zarzutem, że jubileusz odbył się kosztem konkretnych świadczeń.
Ale opinia publiczna ma prawo patrzeć szerzej. Polska służba zdrowia jest w stanie permanentnego napięcia. Nawet jeśli akurat ta placówka mówi, że nie ma zaległości i nie przesuwa zabiegów, rodzice dzieci dobrze znają kolejki, prywatne wizyty, zbiórki, dopłaty, telefony, odsyłanie od okienka do okienka. To nie jest teoria. To jest codzienność.
Dlatego takie wydarzenie musi być rozliczone wyjątkowo przejrzyście. Nie dlatego, że jubileusz jest czymś złym. Dlatego, że szpital dziecięcy powinien szczególnie uważać na symbolikę. Teatr, gala, odznaczenia, statuetki, film za ponad 43 tys. zł – to wszystko może się bronić, ale tylko wtedy, gdy rachunek jest jasny.
Tymczasem szpital na pytania, czy zarząd analizował zasadność organizacji gali w teatrze w obecnej sytuacji finansowej ochrony zdrowia, odpowiedział, że to nie jest informacja publiczna, bo dotyczy ocen i opinii. Podobnie odpowiedział na pytanie, czy zarząd uważa, że środki przeznaczone na galę nie mogły zostać wykorzystane na potrzeby pacjentów, zakup sprzętu, poprawę warunków pracy personelu lub skrócenie kolejek.
Tu nawet nie chodzi o prawny spór o definicje. Tu chodzi o polityczny i społeczny instynkt. W normalnej sytuacji zarząd publicznego szpitala powinien chcieć odpowiedzieć na takie pytanie jasno: tak, analizowaliśmy, uważamy, że było to zasadne, bo… I podać argumenty. Zamiast tego jest urzędowa ściana.
Krótko mówiąc: zabrakło wyczucia.
Kierownictwo pod lupą
Do tej historii dochodzą oświadczenia majątkowe kierownictwa szpitala za 2024 r. Trzeba od razu zaznaczyć: nie są one dowodem żadnej nieprawidłowości. Osoby zarządzające dużą placówką mogą zarabiać dobrze. Mają prawo posiadać mieszkania, oszczędności, akcje, kredyty. Sam majątek nie jest zarzutem.
Ale oświadczenia pokazują kontekst. A w tej sprawie kontekst ma znaczenie.
Małgorzata Paszkowicz, prezes zarządu Szpitala Dziecięcego Polanki, wykazała za 2024 r. dochód z tytułu członkostwa w zarządzie szpitala w wysokości 386 205,80 zł. W oświadczeniu wpisano też 205 tys. zł oszczędności w polskiej walucie oraz środki w walutach obcych: 23 250 dolarów, 15 350 euro i 2 750 funtów. Do tego akcje kilku spółek, udziały w spółce ENIZO, emeryturę w wysokości 42 805,62 zł oraz dochód z najmu 52 124,80 zł.
W części dotyczącej nieruchomości prezes wskazała kilka lokali. Mieszkanie 90 m kw. o wartości 1,6 mln zł, kolejne o powierzchni 33 m za 500 tys. zł, 38 m za 550 tys. zł, 52 m za 700 tys. zł, 66 m za 800 tys. zł oraz inną nieruchomość 45 m o wartości 850 tys. zł. Przy części wpisano współwłasność małżeńską, przy jednej – majątek odrębny. Wykazano także kredyt hipoteczny w PKO BP w wysokości 285 217 zł.
Małgorzata Paszkowicz, prezes zarządu Szpitala Dziecięcego Polanki zanim została prezesem była w latach 2014 – 2016 (za rządów Ewy Kopacz) szefem Pomorskiego Narodowego Funduszu Zdrowia. Została odwołana ze stanowiska dyrektora przez ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła z PiS.
Wiceprezes Michał Owczarczak wykazał za 2024 r. dochód ze Szpitala Dziecięcego Polanki w wysokości 141 122,85 zł. Tu trzeba dodać istotną rzecz: w zarządzie szpitala jest od 2 kwietnia 2024 r., więc kwota nie obejmuje pełnego roku. Oprócz tego w oświadczeniu pojawiają się inne dochody: 39 381,52 zł z rady nadzorczej Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, 15 471 zł z rady nadzorczej spółki Holm Construction, 63 428 zł z Kociewskiego Centrum Zdrowia oraz 2 028 zł z Telewizji Polskiej w likwidacji, jako diety członka Rady Programowej oddziału w Gdańsku.
Wiceprezes wykazał też ok. 85 tys. zł oszczędności, 346,17 euro, środki na rachunkach PPK, mieszkanie o wartości ok. 800 tys. zł, samochód Volkswagen T-Roc z 2019 r. oraz kredyt hipoteczny we frankach, z pozostałą do spłaty kwotą 63 054,86 CHF.
Ciekawostką jest to, że Owczarczak był dyrektorem ds. jakości i rozwoju w Kociewskim Centrum Zdrowia Sp. z o.o. (Starogard Gdański) – do ok. 2024 r. W latach 2007-2015 Michał Owczarczak pełnił funkcję wicewojewody pomorskiego. BIP Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego wskazywał też, że był członkiem Platformy Obywatelskiej, skarbnikiem Regionu Pomorskiego PO i członkiem Rady Krajowej tej partii.
Podczas gali Małgorzata Paszkowicz otrzymała Medal Prezydenta Miasta Gdańska, a zarówno ona, jak i Michał Owczarczak znaleźli się wśród osób uhonorowanych Odznaką Honorową Za Zasługi dla Ochrony Zdrowia.
Czy to znaczy, że kierownictwo zrobiło coś złego? Nie. Ale oznacza, że osoby podejmujące decyzje w publicznej ochronie zdrowia żyją w realiach dalekich od przeciętnego pacjenta. Wokół szpitala widać wyraźne tło polityczno-samorządowe: w zarządzie jest były wicewojewoda pomorski Michał Owczarczak, a w Radzie Nadzorczej zasiada Mateusz Skarbek, wiceprzewodniczący Rady Miasta Gdańska i radny klubu Koalicji Obywatelskiej. To jeszcze bardziej zwiększa obowiązek przejrzystości. Kto zarządza publiczną placówką i pobiera wysokie wynagrodzenie z tego tytułu, powinien szczególnie pilnować, by nikt nie musiał domyślać się, ile kosztowała gala.
Nie wszystko da się przykryć jubileuszem
Szpital może powiedzieć: to była ważna rocznica. I będzie miał rację. 50 lat pracy lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów, diagnostów, salowych i całego zaplecza placówki to nie jest drobiazg. To kawał historii gdańskiej medycyny dziecięcej.
Może też powiedzieć: nie zapłacił za to NFZ, pomogli sponsorzy, nie ma zaległości i nie ograniczano świadczeń. Te argumenty pojawiły się w odpowiedzi szpitala i trzeba je uczciwie odnotować.
Ale ta sprawa ma jeszcze jeden wymiar – polityczny. Szpital Dziecięcy Polanki nie działa w oderwaniu od lokalnego układu władzy. W jego Radzie Nadzorczej zasiada Mateusz Skarbek, członek tego organu, a jednocześnie wiceprzewodniczący Rady Miasta Gdańska i radny klubu Koalicji Obywatelskiej. W zarządzie szpitala jest Michał Owczarczak, były wicewojewoda pomorski.
I teraz warto zestawić to z listą gości. Na jubileusz zaproszono m.in. minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę, marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka, wojewodę pomorską Beatę Rutkiewicz, przewodniczącą Rady Miasta Gdańska Agnieszkę Owczarczak, zastępcę prezydenta Gdańska Piotra Borawskiego, kierownictwo pomorskiego NFZ, rektorów uczelni oraz prezesów podmiotów ochrony zdrowia z województwa. Oficjalna relacja miasta również pokazuje, że była to uroczystość z udziałem najważniejszych osób z lokalnej i regionalnej administracji.
To nie jest zarzut sam w sobie. Politycy, samorządowcy i urzędnicy bywają na jubileuszach publicznych instytucji. Problem zaczyna się wtedy, gdy przy tak gęstym tle polityczno-instytucjonalnym opinia publiczna dostaje odpowiedzi niepełne, ostrożne i miejscami zasłonięte formułkami.
Bo tu nie chodzi tylko o galę. Chodzi o standard zarządzania publiczną placówką, która leczy dzieci i działa w systemie stale narzekającym na brak pieniędzy. Jeżeli wokół szpitala pojawiają się ludzie lokalnej władzy, osoby z NFZ, samorządowcy i politycy Koalicji Obywatelskiej, to oczekiwanie przejrzystości powinno być jeszcze większe.
Pacjent i rodzic nie muszą znać wszystkich zależności w gdańskim samorządzie. Widzą jednak prostą rzecz: placówką kierują i nadzorują osoby z mocnymi życiorysami publicznymi, a na jubileuszu pojawia się całe polityczno-urzędnicze otoczenie regionu. W takiej sytuacji każde pytanie o priorytety powinno być traktowane poważnie. Bez zbywania. Bez półodpowiedzi. Bez tonu „proszę się nie interesować”.
Szpital dziecięcy powinien być miejscem zaufania. A zaufanie w instytucji publicznej nie bierze się z medali, jubileuszowych przemówień i oficjalnych zdjęć. Bierze się z prostych odpowiedzi – zwłaszcza wtedy, gdy za kulisami widać politykę.
Najdroższa jest utrata zaufania – gala Szpitala Dziecięcego Polanki
Największy koszt tej gali może wcale nie znajdować się na fakturze. Może nim być utrata zaufania. Nie całkowita, nie natychmiastowa, ale taka drobna rysa, która zostaje w głowie rodzica.
Bo rodzic nie czyta odpowiedzi urzędowej jak prawnik. Czyta ją prościej. Widzi, że szpital dziecięcy zrobił galę w teatrze. Widzi koszt 135 tys. zł po sponsorach. Widzi film za ponad 43 tys. zł i catering za ponad 39 tys. zł. Widzi, że część rachunków jest niejawna. Widzi, że nie ma sprawozdania po wydarzeniu. I zadaje jedno, zupełnie ludzkie pytanie: naprawdę musiało tak być?
Może musiało. Może da się to obronić. Ale wtedy trzeba to wyjaśnić, nie chować się za formułkami.
Właśnie dlatego ta sprawa jest ważna. Nie dlatego, że jubileusz sam w sobie był skandalem. Skandalem byłoby raczej przekonanie, że przy publicznym szpitalu dziecięcym wystarczy powiedzieć „tajemnica przedsiębiorstwa” i temat znika.
Nie znika.
Tym bardziej że szpital sam przyznał, iż nie posiada wewnętrznego regulaminu dotyczącego organizacji wydarzeń promocyjnych, jubileuszowych lub reprezentacyjnych. Nie sporządzono też końcowego podsumowania kosztów. Kolejnych wydarzeń jubileuszowych nie zaplanowano, więc można powiedzieć: sprawa zamknięta. Ale tylko formalnie.
Społecznie zostaje pytanie o styl zarządzania. O to, czy w instytucji publicznej ktoś zawczasu pomyślał, jak ta gala będzie wyglądała z perspektywy pacjenta. Co dostali pacjenci? Nie z perspektywy loży, sceny i statuetek. Z perspektywy człowieka, który stoi w kolejce do specjalisty z dzieckiem na ręku.
To jest zasadnicza różnica.

Rachunki ważniejsze niż przemówienia
Jubileusze mają swoją logikę. Są przemówienia, podziękowania, wspomnienia, goście honorowi. W takich chwilach instytucja chce pokazać dorobek. Szpital Dziecięcy Polanki miał co pokazywać, bo pół wieku działalności to historia wielu pacjentów i wielu ludzi pracy.
Ale w sektorze publicznym za każdym przemówieniem idzie rachunek. I ten rachunek powinien być jawny w możliwie pełnym zakresie. Nie po to, by upokarzać organizatorów. Po to, by nie zostawiać miejsca na domysły.
Dziś obraz jest taki: gala była, kosztowała co najmniej ok. 135 tys. zł po sponsorach, część pieniędzy pochodziła z działalności komercyjnej szpitala, część od sponsorów, NFZ – według szpitala – nie finansował wydarzenia. Ujawniono sporo pozycji, ale ukryto te, które najbardziej interesują opinię publiczną. Nie było pisemnego porównania ofert, bo rozeznanie rynku prowadzono telefonicznie. Nie było też końcowego sprawozdania.
To wystarczy, by pytać dalej.
Nie o to, czy ktoś miał prawo świętować. O to, czy świętowano z głową.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.





