Kolejny bat w Gdańsku? Przewodnicząca z KO chce fotoradarów (FOTO; kolaż Agnieszka Owczarczak FB/canva)

Kolejny bat w Gdańsku? Przewodnicząca z KO chce fotoradarów

W Gdańsku wraca temat fotoradarów. Tym razem impulsem nie jest wielka debata o bezpieczeństwie, ale hałas po motoryzacyjnej imprezie i skargi mieszkańców. Agnieszka Owczarczak, przewodnicząca Rady Miasta Gdańska, zapytała prezydent Aleksandrę Dulkiewicz o działania wobec nielegalnych wyścigów, przekraczania prędkości i nocnego ryku silników. W tle jest ostatnia impreza Ultra Race 2026, wydarzenie przyciągające fanów sportowych samochodów.

Hałas po imprezie, rachunek dla wszystkich

Interpelacja została złożona na początku lipca i dotyczy działań mających ograniczyć nielegalne wyścigi na terenie Gdańska. Owczarczak pisze, że w ostatnim czasie wzrosła liczba incydentów związanych z przekraczaniem prędkości oraz uciążliwym hałasem, szczególnie nocą. Wskazuje przy tym na okres wiosenno-letni oraz imprezę Ultrace na Polsat Plus Arenie Gdańsk.

Do tego dochodzi zgromadzenie sportowych samochodów przy Hali Olivii. Pojazdy zaparkowały w rejonie obiektu, a część z nich miała być wyposażona w dodatki wzmacniające dźwięk silnika. Efekt? Głośno, nerwowo, bez większej sympatii ze strony mieszkańców. Ci ostatni nawet zarzuci bierność policji. Policja odpierała te zarzuty.

Tyle że tu zaczyna się klasyczny miejski mechanizm. Kilku kierowców robi pokaz, część ludzi składa skargi, a potem konsekwencje mogą spaść na wszystkich. Także na tych, którzy po prostu jadą do pracy, wracają z zakupów albo próbują przejechać przez miasto bez stania w kolejnych korkach i bez ryzyka mandatu za chwilowe przekroczenie prędkości.

Czytaj też: Policyjna kompromitacja podczas Ultra Race 2026? Radny krytykuje

Fotoradary na ważnych trasach

Najbardziej konkretny punkt interpelacji dotyczy fotoradarów. Owczarczak pyta, czy planowany jest ich montaż na newralgicznych odcinkach Gdańska. Wymienia Drogę Zieloną, Aleję Grunwaldzką, Aleję Zwycięstwa oraz trasę W-Z.

To nie są boczne uliczki pod szkołą, gdzie każdy rozsądny kierowca sam zdejmie nogę z gazu. To ważne arterie, którymi codziennie poruszają się tysiące ludzi. I właśnie dlatego wielu kierowców może odebrać ten pomysł nie jako walkę z nocnymi wyścigami, ale jako prosty sposób na ustawienie kolejnych punktów kontroli tam, gdzie ruch jest największy.

Bo fotoradar działa zawsze tak samo. Nie rozpoznaje, czy ktoś urządza nielegalny wyścig, czy tylko przez moment pojechał za szybko pustą drogą. Nie wie, czy kierowca ma sportowy wydech, czy rodzinne kombi. Aparat robi zdjęcie. Potem przychodzi pismo. Reszta to formalność.

Bezpieczeństwo czy maszynka do mandatów?

Oczywiście urząd miasta może tłumaczyć wszystko bezpieczeństwem. I trudno udawać, że problemu nie ma. Nocne rajdy, gwałtowne przyspieszanie, jazda grupą przez miasto – to nie jest normalna jazda. To irytuje, bywa niebezpieczne i zwyczajnie psuje życie mieszkańcom.

Ale kierowcy mają prawo zapytać, czy odpowiedzią na takie zachowania naprawdę mają być kolejne fotoradary. Bo w praktyce najczęściej kończy się to tak, że za wybryki wąskiej grupy płaci znacznie większa grupa zwykłych użytkowników dróg. Może 2 proc. kierowców robi hałas i popisy. Ale mandatowy system obejmie 100 proc. przejeżdżających.

I tu pojawia się problem. Jeśli miasto chce walczyć z nielegalnymi wyścigami, powinno celować w tych, którzy faktycznie je organizują albo w nich uczestniczą. Potrzebne są patrole w konkretnych godzinach, reakcja na zgłoszenia, kontrole techniczne aut z przerobionymi układami wydechowymi. A nie tylko stawianie kolejnych urządzeń, które później będą łapać wszystkich jak leci.

Zobacz też: Ultrace 2026 w Gdańsku. Policja reaguje na nocne spotkania

Czerwone światło za zbyt szybką jazdę

W interpelacji pojawia się też pomysł sygnalizacji świetlnej reagującej na prędkość. System miałby automatycznie włączać czerwone światło, jeśli nadjeżdżający pojazd porusza się zbyt szybko. Rozwiązanie działa między innymi na Trakcie św. Wojciecha – tuż za wjazdem do Gdańska z Pruszcza Gdańskiego.

Na papierze to rozwiązanie brzmi sprytnie. Kierowca przekracza prędkość – musi się zatrzymać. W teorii kara natychmiastowa, bez mandatu, bez policjanta, bez dyskusji. Ale z punktu widzenia normalnego ruchu miejskiego warto zapytać, czy takie rozwiązanie nie będzie kolejnym sposobem na sztuczne spowalnianie miasta. Samochody zatrzymują się na czerwonym i znowu ryk, gdy ruszają.

Gdańsk i tak nie jest rajem dla kierowców. Korki, remonty, zwężenia, ograniczenia, buspasy, przejścia, sygnalizacja. Teraz do tego może dojść światło, które zatrzyma samochód, bo system uzna, że nadjeżdża zbyt szybko. A za nim zatrzyma się pięć, dziesięć, może dwadzieścia kolejnych aut. Tak powstaje korek. Niby w imię porządku. W praktyce – znowu kosztem kierowców.

TRISTAR pod większą kontrolą

Owczarczak pyta również o możliwość wykorzystania systemu TRISTAR do rejestrowania i dokumentowania wykroczeń. Chodzi m.in. o wielokrotne przejazdy tą samą trasą, jazdę w grupie i gwałtowne przyspieszenia.

To już nie jest tylko kwestia jednego fotoradaru przy drodze. To pytanie o to, czy miejski system zarządzania ruchem może stać się narzędziem obserwowania kierowców pod kątem wykroczeń. I tu zapala się kolejna lampka ostrzegawcza.

Bo oczywiście piraci drogowi powinni być ścigani. Ale między ściganiem piratów a budowaniem coraz bardziej gęstego systemu kontroli jest cienka granica. Kierowca, który codziennie jedzie tą samą trasą, bo tak prowadzi go droga do pracy, nie powinien czuć się jak podejrzany. A w Polsce, niestety, wiele pomysłów zaczyna się od „dla bezpieczeństwa”, a kończy na regularnym sięganiu do kieszeni obywatela.


Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę

Każda kawa pomaga nam działać:



Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.


Policja zamiast automatu

W interpelacji pada też pytanie o współpracę miasta z policją. I właśnie tam, zdaniem wielu kierowców, powinna być główna odpowiedź. Jeśli problemem są nielegalne wyścigi, nocne grupowe przejazdy i samochody z przerobionymi układami wydechowymi, to potrzebne są działania wobec konkretnych sprawców.

Policja ma narzędzia. Może kontrolować pojazdy, sprawdzać dokumenty, reagować na zgłoszenia, zatrzymywać dowody rejestracyjne, jeśli auto nie spełnia wymogów. To jest bardziej punktowe i uczciwsze niż ustawianie fotoradaru na trasie, którą codziennie jadą tysiące zwykłych ludzi.

Mieszkańcy mają prawo do spokoju. To jasne. Nikt nie chce słuchać nocnego ryku silników pod oknem, szczególnie gdy następnego dnia trzeba wstać o 6.00 do pracy. Ale kierowcy też mają prawo oczekiwać, że miasto nie wykorzysta każdej głośnej sprawy jako pretekstu do rozbudowy systemu karania.

Bo finał może być dobrze znany. Najpierw oburzenie po motoryzacyjnej imprezie. Potem interpelacja. Potem „analiza newralgicznych odcinków”. A na końcu kolejne urządzenia przy drogach i kierowca, który zamiast myśleć o płynnym przejeździe przez miasto, znów wypatruje, gdzie postawiono następną skrzynkę.

mn

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.