Rejsy na foki stały się hitem wśród turystów, ale w tle jest konflikt (FOTO: wbijamszpile.pl)

Rejsy na foki stały się hitem wśród turystów, ale w tle jest konflikt

Na Wyspie Sobieszewskiej wyrósł biznes, który jeszcze niedawno wyglądał jak spokojna, lokalna ciekawostka. Ze stoczni rybackiej w Świbnie ruszają łodzie z turystami, którzy chcą zobaczyć foki odpoczywające na Mewiej Łasze. Kto ma dobry aparat, zwykle wraca z konkretnym zdjęciem. Brzmi sielankowo. Tyle że za tą atrakcją zaczęła się już twarda walka o klienta z policją w tle.

Dla części miejscowych to nie jest żadna fanaberia, tylko sposób na przetrwanie. Rybacy, którzy przez lata żyli z łowienia i wypraw wędkarskich, dziś coraz częściej wożą ludzi na oglądanie fok. Skoro z dawnego zajęcia nie da się już zarabiać tak jak kiedyś, trzeba było znaleźć coś nowego.

Miejsce zdarzenia na mapie

I znaleźli.

Mewia Łacha stała się magnesem. Foki leżą tam spokojnie, odpoczywają, a turyści chcą je zobaczyć z możliwie bliska, choć oczywiście bez wchodzenia do rezerwatu. Z perspektywy zwykłej rodziny na urlopie sprawa jest prosta: przyjechać, wsiąść na łódź, zrobić zdjęcia, dzieci zadowolone, pamiątka gotowa.

Ludzie pytają, czy naprawdę zobaczą foki. A my odpowiadamy uczciwie: jak jest dobra pogoda i ktoś ma aparat, to szansa jest praktycznie 100 proc. One tam po prostu są – mówi nam jeden z miejscowych przewoźników.

Przez lata ten układ działał raczej spokojnie. Kilku przewoźników, znane twarze, niepisane zasady. Każdy wiedział, gdzie stoi, jak rozmawiać z turystami i jak nie wchodzić sobie za mocno w drogę. W małych miejscach takie rzeczy mają znaczenie. Bardzo duże.

Według relacji osób działających przy stoczni sytuacja zmieniła się w zeszłym roku, gdy na miejscu pojawił się nowy gracz. Sam ma przekonywać, że dysponuje nowym sprzętem, szybszymi jednostkami i lepszą ofertą. Do tego doszedł mocny marketing, jakiego wcześniej w Świbnie raczej nie było.

Zobacz też: Ta Biedronka korzysta na gdańskiej prohibicji. Otwarci są całą dobę

Pozostali są przerażeni takim agresywnym marketingiem

Rybacy mówią o rozdawaniu ulotek, zaczepianiu turystów i ściąganiu ich z ulicy w stronę konkretnej łodzi. Stocznia rybacka jest trochę schowana, więc kto pierwszy złapie klienta, ten ma przewagę. Proste. Aż za proste.

Nie może być tak, że my chcemy tutaj pracować w spokoju i harmonii, a przychodzi ktoś z zewnątrz i próbuje nas rozstawiać po kątach – mówi jeden z rybaków, z którym rozmawialiśmy na miejscu. – To nie jest zdrowa konkurencja. To jest robienie zamieszania.

Najwięcej emocji budzi jednak forma promocji. Z relacji przewoźników wynika, że do namawiania turystów mają być angażowane nawet dzieci. Padają hasła o najlepszym sprzęcie, najszybszych rejsach i ofercie, która ma bić konkurencję na głowę. Dla osób, które od lat pracowały tu spokojniej, to przekroczenie granicy.

Mówienie turystom, że my mamy gorsze jednostki, jest kompletnie niezrozumiałe. I po prostu nieprawdziwe – słyszymy od kolejnego rozmówcy. – Nasze łodzie pływają, są sprawne, bezpieczne, ludzie wracają zadowoleni. Nie trzeba nikogo straszyć ani oczerniać, żeby zarobić.

Rejsy na foki stały się hitem wśród turystów, ale w tle jest konflikt (FOTO: canva)
Rejsy na foki stały się hitem wśród turystów, ale w tle jest konflikt (FOTO: canva)

Nasza prowokacja

Pojechaliśmy to sprawdzić jako dziennikarze redakcji Wbijamszpile.pl, ale z tą małą różnicą, ze udawaliśmy ludzi, którzy mają dowozić turystów z gdańskich hoteli na rejsy.

Gdy tylko podjechaliśmy samochodem wyszedł do nas chłopiec w wieku około 11 lat i zaprasiła nas na rejs na foki. Zachwalał łodzie, krótki czas rejsu i niską cenę – około 70 zł od osoby. Już wtedy wydało nam się to dziwne – nastolatek w takiej pracy?

Zjeżdżamy wąską droga do portu rybackiego w Świbnie i ledwo przekroczyliśmy bramę mężczyzna wrzuca nam przez lekko uchylone okno ulotkę konkretnej firmy. Otwieramy drzwi i już jesteśmy obstawieni przez 11-latka i mężczyznę, którzy zachwalają swój biznes. Wyjaśniamy, że mamy grupy turystów, że szukamy czarterów na Mewią Łachę. Mężczyzna odpowiada, że ma najlepsze jednostki pod każdym względem, a do reszty nie ma nawet co iść. Jego zdaniem najważniejsze: jest tani.

Do nachalnego jegomościa mówimy jednak, że tu podobno są awantury, sprawy są na policji i chcemy uniknąć fatalnego wizerunku, gdy będziemy dowozić gości w dużych grupach z gdańskich hoteli.

Panie, tam gdzie jest żywa gotówka, awantury są zawsze, ale to pozostali robią awantury ja chcę tylko pracować – mówi nam nachalny mężczyzna.

Młody też coś u pana zarobił – pytamy?

Mężczyzna w tym samym wyciągnął przy nas 50 zł i dał 11-latkowi.

Dostaje 10 zł od klienta – mówi.

Mężczyzna się odchodzi od nas, widząc dochodzącą grupę turystów na stocznię rybacką.

Idziemy do innych przewoźników. Mówimy o co chodzi. Gdy pytamy o awantury słychać:

Daj pan spokój, nie chcemy mieć problemów.

Taksówka, tylko na wodzie

Cała sytuacja zaczęła przypominać coś, co dobrze znamy z lądu. Postój taksówek. Jest kolejka, są zasady, pierwszy samochód zabiera klienta i jedzie. Nikt nie wyskakuje z końca postoju, żeby przekonywać, że to właśnie jego taksówka jest najlepsza, najszybsza i najładniejsza.

W Świbnie, według miejscowych, zaczęło to wyglądać inaczej.

To tak, jakby ostatni kierowca z postoju wychodził przed wszystkich i mówił: nie wsiadajcie tam, chodźcie do mnie, ja mam najlepsze auto – mówi jeden z przewoźników. – No przecież to musi wywołać awanturę. Tutaj każdy chce pracować, każdy ma rodziny, każdy płaci rachunki.

Nie chodzi tylko o urażoną ambicję. Chodzi o pieniądze. W sezonie jeden udany dzień może oznaczać kilka rejsów, a kilka rejsów to realny zarobek. Zwłaszcza dla ludzi, którzy już raz musieli zmienić sposób utrzymania. Kiedyś łowili, organizowali wyprawy, żyli z wody po staremu. Teraz wożą turystów do fok.

Rejsy na foki stały się hitem wśród turystów, ale w tle jest konflikt (FOTO: wbijamszpile.pl)
Rejsy na foki stały się hitem wśród turystów, ale w tle jest konflikt (FOTO: wbijamszpile.pl)

Czytaj też: Przymiarki do budowy kompleksu hotelowego w Świbnie

Foki są, klient płaci

Atrakcja jest wdzięczna, bo działa na wyobraźnię. Foka na zdjęciu robi swoje. Turysta nie musi znać lokalnych układów, nie wie, kto pływa tu od lat, kto zna akwen, a kto dopiero mocno rozpycha się łokciami. Widzi łódź, słyszy obietnicę i podejmuje decyzję.

W tle pojawiły się już nowoczesne płatności. Jedni przewoźnicy wprowadzili możliwość płacenia Blikiem, by klient nie szedł w inne miejsce, więc konkurencja też poszła też w tę stronę. Niby zwykła rzecz, 100 proc. współczesności w wakacyjnym wydaniu. Ale w takim miejscu nawet Blik potrafi stać się elementem rywalizacji.

Brzmi zabawnie, dopóki nie zaczynają się awantury.

Według zgłoszeń napięcie między przewoźnikami miało doprowadzić nawet do szarpaniny. Sprawa trafiła na policję, choć mundurowi nie chcą przekazywać mediom szczegółów, powołując się na ochronę danych. Dla turystów to może być zaskoczenie. Przyjeżdżają oglądać foki, a trafiają na lokalny spór o miejsce, klienta i sposób prowadzenia biznesu.

Tu jest już tak nerwowo, że ktoś powinien w końcu przyjechać i to uporządkować – mówi jeden z naszych rozmówców. – Bo jeśli nikt nie zareaguje, to kiedyś może dojść do tragedii. A po co? Przecież my tu chcemy tylko pracować.

Kto naprawdę zna ten teren

Najważniejsze pytanie brzmi dziś nie tylko: kto ma szybszą łódź? Raczej: kto naprawdę zna to miejsce i potrafi pokazać je z szacunkiem?

Mewia Łacha to nie park rozrywki ustawiony pod kasę fiskalną. To teren cenny przyrodniczo, a foki nie są rekwizytem do wakacyjnego zdjęcia. Dlatego doświadczenie ludzi, którzy przez lata funkcjonowali na wodzie, ma znaczenie. Znajomość prądów, warunków, zachowania zwierząt i zwykłej kultury pływania nie bierze się z ulotki.

Nowy przewoźnik, z którym również rozmawialiśmy, przekonuje z kolei, że po prostu oferuje turystom nowoczesny sprzęt i lepszą organizację. Twierdzi, że ma prawo działać na rynku i walczyć o klienta tak jak inni. Formalnie trudno z tym polemizować. Konkurencja sama w sobie nie jest przecież niczym złym.

Problem zaczyna się wtedy, gdy konkurencja zamienia się w podbieranie ludzi, krzyki i wzajemne oskarżenia.

A zwykły turysta? On chce po prostu zapłacić, wsiąść i wrócić z dobrym wspomnieniem. Nie chce być przeciągany między przewoźnikami jak zdobycz. Nie chce oglądać kłótni przed rejsem, szczególnie gdy obok stoi dziecko z lodem w ręku i pyta, kiedy wreszcie zobaczy fokę.

Czytaj też: Sternik łodzi zatrzymany na Mierzei Wiślanej. Odpowie przed sądem

Biznes rośnie, nerwy też

Historia ze Świbna pokazuje coś szerszego. Tam, gdzie pojawia się popularna atrakcja, szybko pojawia się też walka o pieniądze. Najpierw jest zachwyt, potem kolejki, potem konkurencja, a na końcu ktoś zaczyna grać ostrzej niż reszta.

Rejsy na foki mogą być świetną wizytówką Wyspy Sobieszewskiej. Mogą dawać pracę ludziom, którzy musieli zmienić sposób zarabiania. Mogą też pokazywać turystom przyrodę, której nie zobaczą w centrum dużego miasta.

Ale pod jednym warunkiem. Że nie zamienią się w jarmark z krzykiem, ulotkami i przepychankami. Bo foki na Mewiej Łasze nadal odpoczywają spokojnie. To ludzie, jak zwykle, robią najwięcej hałasu.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.