Narasta polityczny spór wokół możliwego przekazania Ukrainie pocisków PAC-3 MSE do systemu Patriot. Chodzi o uzbrojenie wyjątkowo drogie, trudno dostępne i ważne dla polskiej obrony przeciwlotniczej. Na razie nie ma 100 proc. pewności, czy Polska rzeczywiście oddała Ukrainie takie rakiety, ani czy chodziło o fizyczne przekazanie pocisków, czy o inną formę wsparcia. Ale pytania są coraz głośniejsze. I trudno udawać, że ich nie ma.
Coraz więcej pytań o Patrioty
Sprawa nabrała tempa po komentarzach w internecie i wypowiedziach osób zajmujących się wojskowością. Paweł Sokala z portalu 1Star zwrócił uwagę, że PAC-3 MSE to nie jest zwykły zapas amunicji, który można szybko uzupełnić. Nazwał je „pociskami pieruńsko drogimi”, których Polska ma mało i na które trzeba długo czekać.
Według niego możliwe jest także, że Polska nie tylko przekazała Ukrainie część uzbrojenia, ale również odstąpiła miejsce w kolejce po kolejne dostawy. To ważny wątek, bo przy takim sprzęcie liczy się nie tylko to, co dziś leży w magazynie. Liczy się też dostęp do produkcji, terminy i opóźnienia. A te – jak przypominają komentatorzy – potrafią ciągnąć się miesiącami.
Sokala stwierdził również, że jeśli rząd ma wiedzę o scenariuszach ataku na Polskę rozważanych na Kremlu, to powinien zmienić priorytety.
To wystarczający powód, by poinformować Ukraińców o zmianie priorytetów rządu RP – napisał.
Broń, której nie da się łatwo zastąpić
PAC-3 MSE to pociski przechwytujące używane w systemach Patriot. W przywoływanych komentarzach podkreślano, że mają one szczególne znaczenie, bo są wskazywane jako broń zdolna do zwalczania rosyjskich rakiet Iskander. To właśnie ten element najbardziej niepokoi krytyków ewentualnej decyzji rządu.
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak napisał, że jeśli doniesienia okażą się prawdziwe, to Polska oddała Ukrainie kluczową broń zakupioną do budowy własnego systemu obrony przeciwlotniczej. Przypomniał, że system ten od lat jest zapowiadany jako jedna z najważniejszych inwestycji w bezpieczeństwo kraju, ale nadal nie został ukończony.
Bosak ocenił, że sprawa mogła zostać przeprowadzona „w tajemnicy przed Sejmem”. Dodał też, że chodzi o pociski „drogie i trudne do kupienia”. W polityce czasem padają słowa przesadzone. Tu jednak problem jest konkretny: czy państwo oddało sprzęt, który miało kupić dla własnej armii, i czy parlament został o tym poinformowany.
To nie jest detal dla pasjonatów wojskowości. Dla zwykłego człowieka sens jest prosty. Jeżeli nad polskim miastem miałaby kiedyś pojawić się realna groźba ataku rakietowego, to liczy się nie konferencja prasowa, lecz to, czy wojsko ma czym reagować. Tyle.
Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę
Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.
Błaszczak mówi o skandalu
Do sprawy odniósł się także były minister obrony Mariusz Błaszczak. Jego zdaniem, jeśli informacje o przekazaniu Ukrainie pocisków PAC-3 MSE się potwierdzą, będzie to „gigantyczny skandal”. To mocna ocena, ale wpisuje się w szerszy zarzut opozycji: rząd nie może jednocześnie ostrzegać przed rosyjskim zagrożeniem i pozbywać się części najważniejszego uzbrojenia.
Błaszczak napisał, że takie działanie brzmiałoby jak decyzja „całkowicie sprzeczna z podstawowym obowiązkiem władz”, czyli zapewnieniem bezpieczeństwa obywatelom. W tym punkcie polityczny spór schodzi na bardzo praktyczny poziom. Bo obywatel nie pyta najpierw o procedury NATO, tylko o to, czy państwo potrafi obronić jego dom, rodzinę, szkołę dziecka, szpital w powiatowym mieście.
I właśnie dlatego ta sprawa jest tak niewygodna. Nie dotyczy symbolicznego gestu ani sprzętu z demobilu. Dotyczy elementu systemu, który miał chronić Polskę przed najpoważniejszym zagrożeniem z powietrza.
Kancelaria Prezydenta też chce odpowiedzi
W Polsat News o sprawę pytany był Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP. Nie przesądzał, co dokładnie się wydarzyło, ale przyznał, że pytanie jest zasadne.
Jeżeli tak było, no to jest pytanie zasadne – powiedział.
Bogucki przypomniał też sprawę MiG-ów i zasugerował, że wtedy prezydent również nie był informowany. To bardzo poważna sugestia, bo dotyczy nie tylko samego przekazania sprzętu Ukrainie, ale relacji między rządem a głową państwa w sprawach bezpieczeństwa. A w takich sprawach państwo nie powinno działać jak zespół ludzi, którzy dowiadują się o własnych decyzjach z mediów.
W tle pojawia się jeszcze kwietniowy ślad. Podczas spotkania grupy kontaktowej Ramstein minister obrony Ukrainy Mychajło Fiodorow dziękował partnerom za pociski do systemów Patriot i wymienił w tym kontekście Polskę. Do dziś jednak nie wiadomo, czy chodziło o przekazanie rakiet z polskich zasobów, czy na przykład o finansowe wsparcie zakupu uzbrojenia od USA.
MON odpowiada ogólnie
Ministerstwo Obrony Narodowej, pytane o sprawę przez Defence24.pl, nie podało szczegółów. Resort przekazał, że Polska udziela Ukrainie „wielowymiarowego wsparcia wojskowego”, a z uwagi na poufność dokumentów i interes Sił Zbrojnych RP nie informuje o konkretnych rodzajach i kategoriach przekazywanego sprzętu.
Z formalnego punktu widzenia taka odpowiedź może być zrozumiała. Nie wszystko, co dotyczy wojskowego wsparcia, powinno trafiać na pierwsze strony gazet. Tyle że tutaj mamy sytuację wyjątkową. Jeżeli chodzi o pociski deficytowe, kupione z myślą o polskiej obronie i trudne do szybkiego uzupełnienia, sama formułka o poufności nie wystarczy.
Rząd powinien wyjaśnić przynajmniej tyle, ile da się powiedzieć bez szkody dla bezpieczeństwa państwa. Czy Polska przekazała Ukrainie PAC-3 MSE? Czy były to pociski z zasobów Wojska Polskiego? Czy prezydent i Sejm zostali poinformowani? Czy uzupełnienie tych zdolności jest zabezpieczone?
Bez odpowiedzi zostaje niepokój
Pomoc Ukrainie ma swoje uzasadnienie, bo wojna za naszą wschodnią granicą wpływa także na bezpieczeństwo Polski. Ale pomoc nie może oznaczać, że polski obywatel ma dowiadywać się po fakcie, iż z kraju mogło zniknąć uzbrojenie ważne dla jego własnej ochrony.
W tej sprawie najgorsza jest mgła. Trochę wypowiedzi, trochę przecieków, krótki cytat z ukraińskiego ministra, ogólna odpowiedź MON, a potem politycy składający fragmenty układanki. Tak nie powinno wyglądać informowanie opinii publicznej o decyzjach dotyczących obrony państwa.
Jeśli doniesienia są nieprawdziwe, rząd powinien je przeciąć. Jeśli są prawdziwe, powinien wyjaśnić, dlaczego podjął taką decyzję i jak zamierza uzupełnić ewentualne braki. Bo w sprawach bezpieczeństwa cisza nie uspokaja. Czasem działa dokładnie odwrotnie.
Zobacz też: Ukraina dostaje Patrioty. USA nakładają nowe cła
mn
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

