W Polsce odpowiedzialność za słowa działa błyskawicznie wobec szarego człowieka, którego można zwolnić. Wobec polityka zamienia się w zawieszenie, przeprosiny, mediację i oczekiwanie, aż opinia publiczna zajmie się czymś innym.
Zacznijmy od sprawy podstawowej: nie zamierzam bronić mężczyzny, który w autobusie w Bielsku-Białej wulgarnie zaatakował młode Ukrainki. Jego zachowanie było agresywne, obrzydliwe i całkowicie niewspółmierne do sytuacji. Nie ma znaczenia, czy jedna z dziewczynek przez chwilę trzymała nogi na siedzeniu. Dorosły człowiek nie otrzymuje w ten sposób prawa do urządzania dzieciom narodowościowej tyrady.
Monitoring zabezpieczony przez policję miał wykazać, że dziewczynka po zwróceniu uwagi natychmiast opuściła nogi na podłogę. Później przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Dopiero następnie mężczyzna zaczął krzyczeć i przeklinać. MZK w Bielsku-Białej stanowczo zaprzeczyło rozpowszechnianym w internecie opowieściom, według których dziewczynki miały prowokować, pluć albo agresywnie odpowiadać.
Mężczyzna nie prowadził wtedy autobusu. Jechał jako pasażer, choć był pracownikiem miejskiej spółki zatrudnionym na stanowisku kierowcy i od dłuższego czasu przebywał na zwolnieniu lekarskim. Gdy pracodawca ustalił jego tożsamość, podjął decyzję o zakończeniu współpracy. Prokuratura postawiła mu następnie zarzuty publicznego znieważenia trzech obywatelek Ukrainy, w tym dwóch małoletnich, oraz naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich.
Szybko, zdecydowanie i bez zabawy w półśrodki.
Pamiętacie Sylwię Cisoń z Gdańska?
A teraz przenieśmy się do Gdańska.
We wrześniu 2025 roku radna Sylwia Cisoń, związana z Koalicją Obywatelską, jechała taksówką na mecz Lechii Gdańsk. Doszło do awantury z pochodzącym z Ukrainy kierowcą. Wszystko się nagrało. Na nagraniu słychać, jak radna wulgarnie każe mężczyźnie wracać do swojego kraju, ponieważ – według niej – nie zna języka i nie wie, jak jechać.
Radna przeprosiła za wulgaryzmy i „zbyt mocne słowa”. Poprosiła również o zawieszenie członkostwa w klubie radnych KO oraz w strukturach Inicjatywy Polskiej. Zwróćmy uwagę na słowo: poprosiła. Nie została natychmiast wyrzucona. Sama wystąpiła o polityczną kwarantannę do czasu wyjaśnienia sprawy.
Później prokuratura postawiła jej zarzuty znieważenia oraz naruszenia nietykalności cielesnej kierowcy. Radna nie przyznała się do popełnienia przestępstwa i odmówiła składania wyjaśnień. Wiosną 2026 roku sprawa, na jej wniosek i za zgodą pokrzywdzonego, została skierowana do mediacji.
Mediacja jest legalnym i normalnym instrumentem postępowania. Nie ma podstaw, aby twierdzić, że prokuratura potraktowała radną ulgowo dlatego, że należy do określonego środowiska politycznego. Nie o odpowiedzialność karną chodzi jednak w tym felietonie.
Chodzi o odpowiedzialność polityczną.
Sylwia Cisoń nadal posiada mandat radnej Gdańska. Nadal zasiada w czterech komisjach Rady Miasta. Nadal jest wiceprzewodniczącą Komisji Kultury. Oficjalny miejski biogram wciąż przedstawia ją również jako dyrektorkę biura poselskiego Barbary Nowackiej. Zawieszone pozostaje jej członkostwo w klubie Koalicji Obywatelskiej.
Dla jednych wyrzucenie z pracy, dla polityków grożenie palcem
Czyli co właściwie straciła?
Mandatu nie. Funkcji w komisji nie. Miejsca w Radzie Miasta nie. Pracy na politycznym zapleczu również – przynajmniej według oficjalnych informacji – nie.
Owszem, radnego nie można zwolnić tak jak pracownika miejskiej spółki. Mandat pochodzi z wyborów i podlega przepisom prawa. To jednak nie oznacza, że polityczna odpowiedzialność nie istnieje. Można zrezygnować z funkcji w komisji. Można złożyć mandat. Partia może jednoznacznie zażądać takiej rezygnacji. Posłanka, której biurem kieruje radna, może ocenić, czy osoba zachowująca się w taki sposób powinna nadal reprezentować jej polityczne zaplecze.
Nic takiego się nie wydarzyło. I w tym właśnie tkwi cała różnica.
Polityka oszczędzą, szarego człowieka zniszczą
Zwykły pracownik ma przełożonego, który może wezwać go do gabinetu i wręczyć mu dokument kończący zatrudnienie. Polityk ma kolegów, którzy wydają oświadczenie o „oczekiwaniu na wyjaśnienie sprawy”. Pracownik traci wypłatę. Polityk traci na jakiś czas możliwość pozowania do wspólnych zdjęć. Pracownik ponosi konsekwencję materialną. Polityk otrzymuje czas na przeprosiny, wyciszenie emocji i odbudowanie wizerunku.
Nie twierdzę, że obie sprawy są identyczne. W Bielsku-Białej ofiarami były dzieci, a zachowanie mężczyzny miało znacznie bardziej agresywny przebieg. Prokuratura zarzuca mu także naruszenie nietykalności jednej z pokrzywdzonych. To istotne różnice.
Ale istnieje również podobieństwo, którego nie da się przemilczeć.
W obu przypadkach dorosła osoba użyła wobec człowieka z Ukrainy wulgarnych i poniżających słów odnoszących się do jego pochodzenia. W obu przypadkach zachowanie zostało nagrane. W obu przypadkach nagranie obiegło internet. A potem uruchomiono dwa zupełnie różne mechanizmy odpowiedzialności.
Wobec pracownika – natychmiastowy. Wobec polityka – elastyczny.
Przeprosiny są dobre, ale odpowiedzialności nie widać
Można oczywiście powiedzieć, że Sylwia Cisoń przeprosiła. To dobrze. Przeprosiny są jednak początkiem ponoszenia odpowiedzialności, a nie jej zamiennikiem. Nie można przez dziesięć miesięcy przedstawiać zawieszenia w klubie jako dotkliwej kary, skoro radna nadal wykonuje mandat, pracuje w komisjach i zachowuje funkcję wiceprzewodniczącej jednej z nich.
Zawieszenie bez terminu i bez wyraźnego finału nie jest karą. Jest poczekalnią.
Polityk siada w niej na kilka miesięcy, ogranicza aktywność, pozwala mediom znaleźć nowy temat, a później stopniowo wraca do normalnego życia. Najpierw pojawia się na sesji. Potem zabiera głos w mniej kontrowersyjnej sprawie. Następnie publikuje zdjęcie z wydarzenia kulturalnego. Po roku mało kto pamięta, dlaczego właściwie został zawieszony.
Być może nikt w Koalicji Obywatelskiej nie podjął świadomej decyzji: „ocalmy Sylwię Cisoń”. Taka decyzja nie była nawet potrzebna. Wystarczyło, że nikt nie podjął decyzji przeciwnej. Nikt nie zażądał rezygnacji z funkcji. Nikt nie zakwestionował dalszej pracy na politycznym zapleczu. Nikt nie określił, jakie warunki trzeba spełnić, aby zawieszenie się zakończyło albo zamieniło w trwałe rozstanie.
Polityczna ochrona bardzo często nie polega na spektakularnej interwencji. Polega na bezczynności.
Największym przywilejem polityków nie zawsze jest immunitet, służbowy samochód czy dostęp do gabinetów. Czasami największym przywilejem jest po prostu czas. Możliwość przeczekania burzy bez utraty źródła dochodu, mandatu i wpływów.
Zwykły człowiek takiego czasu zazwyczaj nie dostaje.
Kiedy pracownik przekracza granicę, firma chce pokazać zdecydowaną reakcję. Kiedy granicę przekracza polityk, jego środowisko chce pokazać rozwagę. Nagle trzeba poczekać na prokuraturę, sąd, mediację, prawomocny wyrok i pełne wyjaśnienie wszystkich okoliczności.
Ostrożność prawna jest potrzebna. Ale do podjęcia decyzji politycznej nie trzeba czekać na prawomocny wyrok. Polityk odpowiada nie tylko za przestępstwa. Odpowiada również za standard, który reprezentuje.
I dlatego nie pytam, dlaczego zwolniono pracownika MZK. Po tym, co zrobił, trudno się dziwić tej decyzji. Pytam, dlaczego standard zastosowany wobec zwykłego pracownika staje się nagle niemożliwy do zastosowania wobec osoby należącej do politycznego środowiska władzy.
W Polsce odpowiedzialność za słowa najwyraźniej nie zależy wyłącznie od tego, co zostało powiedziane. Zależy również od tego, kto mówił i czy obok znajduje się ktoś gotowy nacisnąć przycisk z napisem „koniec współpracy”.
Gdy zwykły człowiek przekracza granicę, traci pracę. Gdy polityk przekracza granicę, dostaje przestrzeń do refleksji.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





