Sygnalista z WSA w Gdańsku stracił pracę. Prokuratura wszczęła dochodzenie (FOTO: WSA/wbijamszpile.pl)

Sygnalista z WSA w Gdańsku stracił pracę. Prokuratura wszczęła dochodzenie

Były informatyk Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku zgłosił wątpliwości dotyczące zakupów sprzętu informatycznego. Później przestał dostawać nagrody, otrzymał pierwszą niedostateczną ocenę pracy, a ostatecznie stracił zatrudnienie. Sprawę opisał Przekanał w materiale Karola Darmorosa. Dziś bada ją prokuratura, choć nikomu nie postawiono zarzutów.

Spór o zakupy za ponad 200 tys. zł

Początkiem całej historii były zakupy sprzętu informatycznego dla Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku. Jak wynika z materiału Przekanału, informatyk pracujący w sądzie zakwestionował część wydatków. Jednym z głównych punktów sporu były zasilacze awaryjne przeznaczone do zabezpieczenia serwerowni.

Pracownik wyliczył rzeczywiste zapotrzebowanie na energię i rekomendował zakup jednego urządzenia. Sąd kupił dwa, a pół roku później trzecie. Koszt miał wynieść około 60 tys. zł. Łączna wartość zakupów, które informatyk uznał za wymagające wyjaśnienia, przekraczała 200 tys. zł.

WSA w Gdańsku przekazał Przekanałowi, że zasilacze pracowały na poziomie 20-25 proc. mocy, ale miało to wynikać z przyjętej koncepcji – chodziło m.in. o dłuższe podtrzymanie działania i stworzenie zapasu dla drugiego budynku.

Późniejsze kontrole przeprowadzone na polecenie Naczelnego Sądu Administracyjnego nie potwierdziły sygnalizowanych uchybień. System zabezpieczeń został uznany za odpowiadający wymaganym standardom.

I właśnie tu trzeba postawić wyraźną granicę. Sprawa nie sprowadza się dziś do pytania, czy informatyk miał rację w ocenie sprzętu. Kluczowe jest to, co wydarzyło się po złożeniu przez niego zgłoszenia.

Zobacz też: Zielona Fala alarmuje w sprawie pasa nadmorskiego po naszych publikacjach

Zgłoszenie trafiło do osoby, której dotyczyło

18 sierpnia 2025 roku pracownik rozmawiał z prezesem WSA w Gdańsku Pawłem Mierzejewskim. Według relacji przedstawionej w materiale Karola Darmorosa, podczas rozmowy miał powiedzieć, że uważa się za sygnalistę i pytać, czy swoją notatkę powinien umieścić w specjalnej skrzynce przeznaczonej do takich zgłoszeń.

Tego samego dnia złożył pismo w sekretariacie prezesa. O godz. 15:56 wysłał także SMS, w którym zaznaczył, że notatka ma charakter zgłoszenia w trybie sygnalisty.

Po 21 minutach otrzymał odpowiedź.

Prezes poinformował go, że jeszcze przed otrzymaniem SMS-a kopia notatki została przekazana dyrektorowi. Jak wynika z relacji Przekanału, pismo trafiło również do osoby, której działania były przedmiotem zgłoszenia.

Były pracownik twierdził później, że podczas kolejnego spotkania osoba ta miała przed sobą jego notatkę, odwoływała się do jej treści i cytowała jej fragmenty. Miała także rozważać skierowanie przeciwko niemu pozwu o ochronę dóbr osobistych.

Dla pracownika był to sygnał, że jego zgłoszenie nie pozostało poufne.

Najpierw nagrody, potem niedostateczna ocena

Kolejne wydarzenia układają się w sekwencję, którą Przekanał szczegółowo rekonstruuje na podstawie dokumentów i korespondencji.

W październiku 2025 roku prezes sądu przygotował opinię, która kilka miesięcy później stała się jednym z elementów oceny pracowniczej informatyka. Wśród przykładów jego zachowania wskazano m.in. notatkę służbową z 18 sierpnia wraz z późniejszym uzupełnieniem.

To właśnie ta notatka była związana ze zgłoszeniem nieprawidłowości.

Pod koniec października zgłoszenie trafiło do komisji sądu zajmującej się sygnalistami. Stało się to ponad dwa miesiące od jego złożenia. Tymczasem procedura przewidywała siedem dni na potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia.

W tym samym okresie w sądzie przyznawano nagrody. Informatyk jej nie otrzymał. Według materiału Przekanału wcześniej przez pięć lat był regularnie nagradzany, a ostatnią nagrodę otrzymał niecałe trzy miesiące przed zgłoszeniem.

Sam fakt nieprzyznania nagrody nie oznacza jeszcze odwetu. Zbieżność czasowa stała się jednak jednym z elementów całej sprawy.

Czytaj też: Jak powstał układ wokół WFOŚiGW we Wrocławiu

Ochrona była. Spór o to, co działo się później

W grudniu 2025 roku komisja działająca przy Naczelnym Sądzie Administracyjnym wydała zaświadczenie, z którego wynikało, że pracownikowi przysługiwała ochrona sygnalisty od dnia dokonania zgłoszenia.

8 stycznia 2026 roku również prezes WSA w Gdańsku podpisał dokument potwierdzający, że pracownik jest objęty ochroną. Jednocześnie odmówił wskazania konkretnej daty rozpoczęcia tej ochrony.

W kwietniu 2026 roku informatyk otrzymał pierwszą w swojej karierze niedostateczną ocenę okresową. Wcześniej jego oceny były dobre lub bardzo dobre.

Jednym z kryteriów ocenionych niedostatecznie była dyscyplina pracy. Jednocześnie, jak opisuje Przekanał, w tym samym arkuszu pojawiały się stwierdzenia, że pracownik był punktualny, dyspozycyjny i przestrzegał dyscypliny pracy.

Komisja miała tłumaczyć, że elementem dyscypliny jest również przestrzeganie zasad współżycia społecznego, a zastrzeżenia dotyczyły relacji ze współpracownikami.

Pracownik złożył sprzeciw. Rozpoznał go prezes Paweł Mierzejewski, który wcześniej sam był autorem jednej z opinii wykorzystanych przy ocenie.

Sprzeciw nie został uwzględniony.

Jubileusz, a chwilę później wypowiedzenie

21 kwietnia 2026 roku prezes podpisał list gratulacyjny z okazji 25-lecia pracy informatyka. Życzył mu w nim dalszej satysfakcji zawodowej. Dwa tygodnie później, 5 maja, pracownik otrzymał wypowiedzenie.

Jako pierwszą przyczynę wskazano utratę zaufania. W dokumencie znalazł się również wątek dotyczący zgłoszenia sygnalistycznego. Sąd wskazał, że postępowanie prowadzone w trybie ustawy o ochronie sygnalistów nie wykazało naruszeń prawa.

Pod koniec sierpnia były informatyk przestał być pracownikiem WSA w Gdańsku.

Dla niego konsekwencje nie skończyły się na utracie etatu. W rozmowie przytoczonej przez Przekanał mówił o wielomiesięcznym stresie, niepewności zawodowej i materialnej oraz wpływie całej sytuacji na zdrowie.

Mimo tego deklarował, że ponownie dokonałby zgłoszenia.

Prokuratura wszczęła dochodzenie

Sprawa nie jest zakończona. 18 sierpnia 2026 roku Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz wszczęła dochodzenie dotyczące czynu opisanego w art. 55 ust. 1 ustawy o ochronie sygnalistów, czyli możliwych działań odwetowych wobec osoby zgłaszającej naruszenie prawa.

Były pracownik został przesłuchany w charakterze pokrzywdzonego. Trzeba jednak podkreślić, że jest to postępowanie w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Nikomu nie przedstawiono zarzutów i obowiązuje domniemanie niewinności.

Sprawą zajmuje się również Rzecznik Praw Obywatelskich, który wystąpił do prezesa WSA w Gdańsku o wyjaśnienia dotyczące możliwych działań odwetowych. Postępowanie wyjaśniające prowadził także rzecznik dyscyplinarny NSA.

Sam WSA nie odpowiedział Przekanałowi na część pytań dotyczących sposobu potraktowania pracownika, powołując się na niejawny charakter informacji związanych z postępowaniem sygnalistycznym.

Na dziś pozostają więc dwa osobne fakty. Kontrole nie potwierdziły zarzutów informatyka dotyczących sprzętu. Jednocześnie prokuratura bada, czy po jego zgłoszeniu doszło wobec niego do niedozwolonych działań odwetowych.

I właśnie ta druga kwestia stała się sednem sprawy opisanej przez Karola Darmorosa w Przekanale.

mn/Przekanał

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.
Ładowanie zdjęcia