Najpierw trzeba przedrzeć się przez papierosowy dym przy wejściu, później znaleźć miejsce w tłumie i gwarze przypominającej rzymskie Termini, a na końcu zdecydować, czy kaszanka za niemal 50 zł jest jeszcze swojskim daniem, czy już turystyczną atrakcją. Odwiedziliśmy nową odsłonę Hali Targowej w Gdańsku. Zabytek uratowano znakomicie. Z komfortem gości jest już nieco gorzej.
W połowie sierpnia Hala Targowa w Gdańsku rozpoczęła nowe życie. Miejsce, w którym przez lata kupowało się warzywa, mięso, pieczywo i najróżniejsze produkty codziennego użytku, zmieniło się w nowoczesny food hall. Zamiast tradycyjnych stoisk dominują dziś punkty gastronomiczne z kuchniami z różnych stron świata.
Miejsce Hali Targowej w gdansku
W piątkowy wieczór wybraliśmy się tam, aby sprawdzić, jak to miejsce funkcjonuje po otwarciu i czy poza pierwszym efektem „wow” rzeczywiście ma coś do zaoferowania mieszkańcom Gdańska.
Czytaj też: Hala Targowa w Gdańsku prawie gotowa. Nie wszyscy czekają na jej otwarcie
Zabytek dostał drugie życie
Zacznijmy od rzeczy najważniejszej: bardzo dobrze, że ten obiekt został zachowany w pierwotnej strukturze. Hala Targowa jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków w centrum Gdańska, a jej adaptacja pozwoliła uratować zabytek bez zamieniania go w kolejną martwą przestrzeń oglądaną wyłącznie z zewnątrz.
Wnętrze robi dobre pierwsze wrażenie. Jest odnowione z rozmachem, przestronne i pełne detali przypominających, że nie znajdujemy się w przypadkowej galerii handlowej. Pod tym względem inwestycja zasługuje na uznanie.
Równie imponująco wygląda oferta. Można spróbować kuchni koreańskiej i śródziemnomorskiej, zamówić ostrygi, a nawet homara. Są również propozycje bardziej codzienne: pizza, kebab i inne dania typowe dla miejskiej gastronomii. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie – przynajmniej w teorii.
Całość podzielono na trzy strefy. Na najniższym poziomie działa część delikatesowa z miejscem na kawę, odpoczynek i rozmowę. Wyżej znajdują się bary oraz punkty bistro, natomiast na pierwszym piętrze urządzono część restauracyjną.
Na początek – korytarz palaczy
Pierwszy problem pojawia się jeszcze przed przekroczeniem progu. W samej Hali Targowej oczywiście palić nie wolno, ale w piątkowy wieczór przy wejściu stała grupa osób palących papierosy i prowadzących rozmowy. Aby dostać się do środka, trzeba było przecisnąć się między nimi i przejść przez chmurę dymu.
Dla osoby, która nie znosi zapachu papierosów, może to być skuteczny sposób na zepsucie pierwszego wrażenia. Sam zakaz palenia wewnątrz nie rozwiązuje problemu, jeżeli wejście do reprezentacyjnego obiektu zaczyna działać jak nieformalna palarnia.
Rzymskie Termini w centrum Gdańska
W środku jest już piękniej, ale zdecydowanie nie ciszej. Ogromna przestrzeń, tłum ludzi, rozmowy prowadzone w wielu językach, odgłosy kuchni i nieustanny ruch tworzą hałas, który szybko zaczyna męczyć.
Nie przypomina to nawet dworca Gdańsk Główny ani Warszawy Centralnej. Bliżej temu do rzymskiego dworca Termini – mnogość języków, turyści z torbami, ścisk i wrażenie, że wszyscy właśnie dokądś zmierzają.
W piątkowy wieczór znalezienie wygodnego miejsca graniczyło z cudem. Część stolików ustawiono przy głównych ciągach komunikacyjnych. Są wśród nich wysokie, typowo barowe blaty z krzesłami, obok których bez przerwy przechodzą kolejni goście. Odległość bywa tak niewielka, że przechodnie niemal zaglądają jedzącym do talerzy.
Jeżeli ktoś chce szybko coś zamówić, zjeść i ruszyć dalej, może mu to nie przeszkadzać. Jeżeli jednak planuje spokojną kolację oraz rozmowę z bliskimi, powinien wiedzieć, że o prywatność i ciszę będzie tutaj trudno.
Zobacz również: Gdańska Hala Targowa zmienia funkcję. Mieszkańcy tracą rynek
Ceny restauracyjne, warunki food hallu
Naszym zdaniem ceny w wielu punktach są o około 10–20 proc. wyższe niż w działających od dawna lokalach na mieście. Oczywiście wszystko zależy od wybranego stoiska i dania, ale ogólne wrażenie jest jedno: za modny adres i pobyt w odnowionym zabytku trzeba dopłacić.
I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: za co właściwie płacimy?
Przy części cen trudno nie pomyśleć chociażby o popularnej restauracji Chleb i Wino na Wyspie Spichrzów. Za zbliżoną kwotę można usiąść przy normalnym, przestronnym stoliku, skorzystać z obsługi kelnerskiej i porozmawiać bez tłumu przechodzącego kilkadziesiąt centymetrów od talerza.
Jeszcze drożej robi się w restauracjach na pierwszym piętrze. Kaszanka kosztująca niemal 50 zł potrafi zatrzymać wzrok na dłużej. Można oczywiście dyskutować o jakości składników, sposobie podania i kosztach prowadzenia lokalu w centrum Gdańska, ale dla wielu mieszkańców taka cena swojskiego dania będzie po prostu trudna do zaakceptowania.








Czy restauracje trafiły na właściwe piętro?
Zastanawia również układ gastronomiczny obiektu. Punkty bistro, generujące największy ruch, znalazły się na bardziej dostępnej kondygnacji, a droższe restauracje ulokowano na górze.
Można było wyobrazić sobie odwrotną koncepcję: restauracje na parterze, gdzie łatwiej pozyskiwałyby gości wchodzących z ulicy, a tańsze i bardziej swobodne bary piętro wyżej. Osoba zniechęcona ceną w restauracji mogłaby wtedy pójść dalej i wybrać bistro. W obecnym układzie część gości może nawet nie dotrzeć do droższej oferty.
Być może stoją za tym względy architektoniczne albo precyzyjnie przemyślana strategia. Z perspektywy zwykłego odwiedzającego ta logika nie jest jednak oczywista.
Produkt dla turystów i ciekawych mieszkańców
Na dziś Hala Targowa wydaje się produktem stworzonym przede wszystkim dla turystów oraz mieszkańców, którzy chcą zobaczyć, co powstało po długiej przebudowie. Nowość przyciąga, bogata oferta intryguje, a odnowione wnętrze zachęca do zrobienia zdjęcia. Pytanie brzmi, ilu gdańszczan po pierwszej wizycie będzie regularnie wracać.
Wiele zależy od tego, czy po okresie największego zainteresowania zrobi się luźniej. Jeżeli tłok i wieczorny hałas pozostaną na obecnym poziomie, sąsiedzi Hali mogą mieć powody do niezadowolenia.
Otwarcie tak dużego centrum gastronomicznego może też zmienić sytuację okolicznych lokali. Po wyjściu zajrzeliśmy do jednego z pobliskich kebabów przy Podwalu Staromiejskim. Usłyszeliśmy tam, że od uruchomienia food hallu obroty spadły. To oczywiście pojedyncza relacja, a nie pełny obraz rynku, ale stanowi pierwszy sygnał, że część mniejszych lokali może bardzo wyraźnie odczuć nową konkurencję.
Hala Targowa czy Montownia?
Gdybyśmy mieli dziś wybrać między Halą Targową a Montownią, postawilibyśmy na Montownię. Jest tam więcej oddechu, łatwiej znaleźć miejsce, a kwestia dojazdu i pozostawienia samochodu nie wygląda aż tak beznadziejnie jak w ścisłym centrum Gdańska.
Nowej Hali Targowej nie można jednak odmówić efektu „wow”. To udana i potrzebna adaptacja zabytku, duży wybór kuchni oraz miejsce, które warto zobaczyć przynajmniej raz. Jako atrakcja i kulinarna ciekawostka broni się bardzo dobrze. Jako przestrzeń na spokojny posiłek z bliskimi — już znacznie słabiej.
Na pierwszą wizytę przyciąga nowość. O tym, czy będzie się tam wracać, zdecydują jednak nie architektura i modne szyldy, lecz trzy znacznie bardziej przyziemne rzeczy: poziom cen, możliwość znalezienia stolika i to, czy przy jedzeniu da się jeszcze usłyszeć osobę siedzącą naprzeciwko.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





