W Gdańsku wraca temat dostępu do miejskich usług poza ścisłym centrum. Radny Maximilian Kieturakis złożył interpelację do prezydent Aleksandry Dulkiewicz w sprawie uruchomienia pojazdu pn. bibliobus, czyli mobilna biblioteka dla mieszkańców. Chodzi przede wszystkim o dzielnice południowe, gdzie ludzi przybywa, a oferta kulturalna nie zawsze nadąża za nowymi blokami. Brzmi prosto: zamiast od razu stawiać nowy budynek, książki mogłyby przyjechać do mieszkańców.
Miasto ma odpowiedzieć na 6 pytań
Interpelacja wpłynęła 18 czerwca 2026 r. Radny pyta w niej, czy Gdańsk analizował już możliwość uruchomienia mobilnej biblioteki obsługiwanej przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną.
Nie chodzi wyłącznie o wypożyczanie książek. W dokumencie pojawia się szerszy pomysł: bibliobus miałby być także miejscem edukacji, spotkań literackich, animacji kultury i lokalnej integracji. Taki mały punkt miejski na kołach. Bez marmurów, bez przecinania wstęgi pod nową placówką, ale z konkretną usługą bliżej ludzi.
Kieturakis pyta też, czy takie rozwiązanie mogłoby zostać wpisane w działania związane ze Strategią Rozwoju Czytelnictwa oraz statusem Gdańska jako Miasta Literatury UNESCO. To ważne, bo jeśli miasto chwali się literackim kierunkiem, mieszkańcy mają prawo zapytać, ile z tego widać poza folderami promocyjnymi.
Południe Gdańska czeka na konkrety
Najmocniej w interpelacji wybrzmiewa sprawa południowych dzielnic. To obszary, które szybko się rozrastają. Przybywa mieszkańców, rodzin, dzieci. A codzienne życie wygląda tam często inaczej niż na mapach z urzędu.
Dla rodzica z dzieckiem wyprawa do biblioteki nie zawsze jest romantycznym spacerem po książkę. Czasem to logistyka: autobus, przesiadka, powrót przed obiadem, pogoda, praca, szkoła. Jeżeli bibliobus stanąłby regularnie w wybranych punktach dzielnicy, taka sprawa robi się dużo prostsza. Książka jest bliżej. Spotkanie dla dzieci też. I senior, który nie ma ochoty jechać pół miasta, może po prostu zejść na dół.

Czytaj też: Biblioteka Jana Urbanika ze Stogów na krawędzi. „Książki można zmielić lub spalić”
Koszty dopiero do policzenia
Radny chce, by miasto przedstawiło szacunkowe koszty zakupu, wyposażenia i eksploatacji bibliobusu. Na razie w materiale nie ma kwoty. Jest więc 0 proc. pewności, czy urzędnicy uznają projekt za tani, umiarkowany, czy zbyt drogi.
Pytanie o pieniądze jest zresztą kluczowe. Sam pojazd to jedno. Trzeba go wyposażyć, utrzymać, obsłużyć kadrowo, ułożyć trasę, przygotować harmonogram i zadbać o regularność. Bibliobus, który pojawia się raz na jakiś czas bez jasnych zasad, szybko staje się ciekawostką. Taki, który przyjeżdża systematycznie – może już realnie zmienić dostęp do książek.
W interpelacji pojawia się także wątek pieniędzy zewnętrznych. Kieturakis pyta o fundusze europejskie, programy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz inne źródła wspierające rozwój czytelnictwa. To rozsądne postawienie sprawy: jeżeli miasto ma ambicje, niech sprawdzi, czy da się ograniczyć obciążenie własnego budżetu.
Pilotaż zamiast wielkich obietnic
Ciekawy jest też pomysł pilotażu. Radny pyta, czy Gdańsk byłby zainteresowany testowym uruchomieniem bibliobusu najpierw w dzielnicach południowych oraz w innych miejscach, gdzie dostęp do bibliotek jest ograniczony.
To może być bezpieczniejsza droga niż od razu zapowiadanie dużego programu. Pilotaż pokazałby, czy mieszkańcy faktycznie korzystają z mobilnej biblioteki, w jakich godzinach jest największy ruch i które lokalizacje mają sens. Urząd dostałby dane, a mieszkańcy – usługę do sprawdzenia w praktyce.
W załączniku do interpelacji znalazły się zdjęcia rozwiązania funkcjonującego w Wilnie. Widać na nich pojazd przystosowany do roli biblioteki, z półkami i przestrzenią wewnątrz. To nie jest więc abstrakcyjny szkic na papierze. Taki model gdzieś działa, a Gdańsk ma zdecydować, czy chce pójść podobną drogą.
Czytaj też: Sukces wbijamszpile.pl. Biblioteka Jana Urbanika na Stogach z szansą na ratunek
mn




