Jeden dzień wystarczył, by policja z powiatu kwidzyńskiego miała pełne ręce roboty. Na drogach zatrzymano czterech rowerzystów, którzy zdecydowali się wsiąść na jednoślad po alkoholu. Niby „tylko rower”, ale skutki mogą być takie same jak w przypadku samochodu. I tym razem niewiele brakowało.
Kontrole w Kwidzynie i Prabutach
Do interwencji doszło podczas rutynowych patroli prowadzonych przez funkcjonariuszy z Kwidzyna oraz Prabut. W ciągu jednego dnia zatrzymano czterech mężczyzn. Wszyscy jechali rowerami, wszyscy byli pod wpływem alkoholu.
Badania alkomatem nie оставiły wątpliwości. Dwóch z nich miało ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie. Pozostali – około promila. Różnica na papierze może wydawać się spora, ale na drodze? W praktyce każdy z nich stanowił zagrożenie.
Policjanci nie mieli wyboru – interwencje zakończyły się konsekwencjami.
Zobacz również: Zderzenie czołowe rowerzystów pod Kwidzynem
Mandaty i sprawa w sądzie
W trzech przypadkach sprawa była jasna. Funkcjonariusze nałożyli mandaty karne – po 2500 zł każdy. To już kwota, którą odczuje praktycznie każdy domowy budżet. Jeden z zatrzymanych nie miał tyle szczęścia. Jego sprawa trafi do sądu. Tam konsekwencje mogą być poważniejsze – od wyższej grzywny po dodatkowe sankcje.
I tu pojawia się pytanie, które wraca przy takich sytuacjach jak bumerang: czy naprawdę warto?

„To tylko rower” – złudne myślenie
Wielu ludzi nadal traktuje jazdę rowerem po alkoholu jako coś mniej poważnego. Ot, krótki odcinek, brak silnika, mniejsza prędkość. Problem w tym, że organizm nie rozróżnia środka transportu.
Już niewielka ilość alkoholu – nawet poniżej promila – wpływa na czas reakcji, ocenę sytuacji i koordynację ruchową. Przy 1,5 promila mówimy już o poważnym upośledzeniu tych zdolności. W praktyce oznacza to jedno – rowerzysta przestaje panować nad tym, co robi. A droga nie wybacza błędów.
Czytaj także: Rowerzyści po alkoholu zatrzymani w Sztumie
Realne skutki dla zwykłych ludzi
Tego typu sytuacje to nie tylko statystyki i mandaty. To realne ryzyko dla innych uczestników ruchu – kierowców, pieszych, innych rowerzystów.
Wyobraźmy sobie zwykłą drogę powiatową. Samochód jedzie 70 km/h, z naprzeciwka rowerzysta, który nagle zjeżdża na środek jezdni. Sekunda. Może dwie. Czasem to za mało.
I wtedy 2500 zł przestaje być największym problemem.
Policja apeluje o rozsądek
Funkcjonariusze nie mają wątpliwości – takich sytuacji wciąż jest za dużo. Dlatego apel jest prosty i właściwie oczywisty: piłeś, nie jedź.
Nie chodzi o przepisy same w sobie, ale o zdrowy rozsądek. Bo choć rower nie ma silnika, to konsekwencje mogą być bardzo realne. I bardzo bolesne. Cztery zatrzymania w jeden dzień to sygnał, że problem nie znika. Raczej przeciwnie – nadal jest obecny, tylko czasem go nie widać. Aż do momentu kontroli.
mn

