Pomarańczowy DAF firmy Nutria z Bośni i Hercegowiny utknął na przejeździe kolejowym w Gdańsku-Lipcach, a chwilę później w jego naczepę uderzył pociąg Intercity „Bachus”. Ustaliliśmy, do kogo należał zestaw, jaki pociąg uczestniczył w wypadku i co wydarzyło się wcześniej na tym samym przejeździe. Najważniejszy nowy trop znajduje się jednak jeszcze przed torami. Na drodze stoi znak zakazujący wjazdu pojazdom cięższym niż 3,5 tony. Wyjątek dotyczy służb komunalnych i posiadaczy identyfikatorów gdańskiego zarządu dróg.
Pierwsze zdjęcia z miejsca wypadku wyglądały dramatycznie. Pomarańczowy ciągnik siodłowy zatrzymał się tuż obok składu PKP Intercity, a jego naczepa została rozerwana i zepchnięta z torów. Część konstrukcji została zakleszczona pomiędzy pociągiem a infrastrukturą kolejową. Wokół leżały fragmenty pojazdu i przewożonego ładunku. Ruch na jednej z najważniejszych tras kolejowych północnej Polski został zatrzymany.
Po kilku godzinach wnikliwej pracy portalowi wbijamszpile.pl ustalono znacznie więcej. Ciężarówka należała do firmy transportowej z Bośni i Hercegowiny, jej numer rejestracyjny pojawiał się wcześniej w internecie, a pociąg prowadziła niemal nowa lokomotywa wyprodukowana w 2025 roku.
Pojawia się również pytanie, którego nie można pominąć: czy tak duży zestaw w ogóle miał prawo znaleźć się na tej drodze?
Znak 3,5 tony przed przejazdem
Na dojeździe w kierunku przejazdu kolejowego od strony Traktu św. Wojciecha znajduje się znak B-18 z wpisaną wartością 3,5 t. Pod nim umieszczono tabliczkę o treści: „Nie dotyczy służb komunalnych i posiadaczy ident. ZDiZ w Gdańsku”.
Nie jest to zwykły zakaz odnoszący się wyłącznie do samochodów ciężarowych określonego rodzaju. Znak B-18 oznacza zakaz wjazdu pojazdów, których rzeczywista masa całkowita jest większa od liczby umieszczonej na znaku.
W przypadku zespołu pojazdów, czyli ciągnika siodłowego z naczepą, pod uwagę bierze się ich łączną rzeczywistą masę. Tak wynika wprost z par. 20 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych. Tabliczka umieszczona pod znakiem stanowi natomiast jego integralną część i określa, kogo zakaz nie obejmuje.
W tym przypadku nie trzeba znać rodzaju ani masy przewożonego ładunku, aby stwierdzić, że zestaw przekraczał 3,5 tony. Już sam ciągnik siodłowy DAF XF waży znacznie więcej, a wraz z trzyosiową naczepą pusty zestaw osiąga masę wielokrotnie przewyższającą wartość wskazaną na znaku.
Oznacza to, że ciężarówka mogła legalnie przejechać obok tego znaku wyłącznie wtedy, gdy była objęta wyjątkiem. Trudno uznać międzynarodowy transport wykonywany przez bośniacką firmę za służbę komunalną. Pozostaje zatem druga możliwość: posiadanie odpowiedniego identyfikatora gdańskiego zarządu dróg.
Czy bośniacka firma miała identyfikator ZDiZ?
Na obecnym etapie nie ma publicznego potwierdzenia, że samochód o numerze rejestracyjnym A60-J-277 posiadał identyfikator pozwalający na wjazd na drogę objętą zakazem. Nie wiadomo również, czy policjanci zabezpieczyli taki dokument, czy znajdował się on za przednią szybą ciężarówki oraz czy obejmował konkretną ulicę, termin i rodzaj przejazdu.
Samo posiadanie przez firmę zezwolenia na wykonywanie międzynarodowego transportu do Polski nie oznacza jeszcze zgody na wjazd na każdą lokalną drogę. To dwie zupełnie różne kwestie. Zezwolenie międzynarodowe umożliwia realizowanie przewozów pomiędzy państwami. Lokalny identyfikator pozwala natomiast korzystać z konkretnego odcinka objętego ograniczeniem tonażowym.
Dopóki Gdański Zarząd Dróg i Zieleni albo policja nie potwierdzą statusu pojazdu, nie można kategorycznie przesądzić, że kierowca złamał zakaz B-18. Można natomiast stwierdzić, że obecność znaku 3,5 t wymaga pilnego wyjaśnienia.
Trzeba również ustalić, z której strony ciężarówka dojechała do przejazdu i czy na tej trasie minęła właśnie ten znak. Jeżeli zestaw poruszał się drogą objętą zakazem i nie posiadał wymaganego identyfikatora, nie powinien był znaleźć się w tym miejscu.
To jedno z najważniejszych pytań w całej sprawie.

Wjechał, gdy rogatki zaczęły się opuszczać
Do wypadku doszło w czwartek, 3 września 2026 roku, około godz. 13:20–13:25 na przejeździe kolejowo-drogowym przy ul. Niegowskiej, w pobliżu przystanku Gdańsk Lipce.
Ze wstępnych ustaleń przekazanych przez policję wynika, że ciężarówka wjechała na przejazd w momencie, gdy rogatki zaczynały się opuszczać. Dokładny przebieg zdarzenia będzie ustalany na podstawie monitoringu, zeznań świadków, zapisów urządzeń kolejowych oraz danych znajdujących się w pojeździe.
Nagranie z monitoringu pokazuje, że pomarańczowy DAF przez pewien czas pozostawał na przejeździe. Kierowca nie zdołał opuścić torowiska przed nadjeżdżającym pociągiem.
Według informacji przekazanych przez PKP Polskie Linie Kolejowe urządzenia zabezpieczenia przejazdu, w tym sygnalizacja świetlna, sygnał dźwiękowy i rogatki, działały prawidłowo. Świadkowie mieli sygnalizować kierowcy, aby przejechał przez rogatkę, wyłamał ją i jak najszybciej opuścił tory. Kierujący jednak tego nie zrobił. Chwilę później pociąg uderzył w naczepę.
To, że lokomotywa trafiła w naczepę, a nie w kabinę ciągnika, prawdopodobnie uratowało kierowcy życie. Energia uderzenia rozerwała część naczepy i przesunęła zestaw, ale kabina znalazła się poza bezpośrednią linią uderzenia pociągu.
Rogatkę należy wyłamać
PKP Polskie Linie Kolejowe od lat przypominają, że kierowca uwięziony pomiędzy opuszczonymi rogatkami nie powinien czekać ani próbować oszczędzać samochodu.
Zapory są skonstruowane w taki sposób, aby w sytuacji kryzysowej można było je wyłamać. Przy napędzie znajduje się specjalny bezpiecznik umożliwiający odchylenie albo złamanie drąga pod naciskiem pojazdu.
Najważniejsze jest opuszczenie torowiska. Koszt naprawy rogatki nie ma żadnego znaczenia w porównaniu z zagrożeniem dla kierowcy, pasażerów pociągu i obsługi składu.
Jeżeli samochód ulegnie awarii i nie może zjechać, kierowca powinien natychmiast opuścić pojazd, oddalić się od torów i zadzwonić pod numer 112. Na urządzeniach przejazdowych znajdują się żółte naklejki z dziewięciocyfrowym numerem identyfikującym konkretny przejazd. Podanie tego numeru pozwala dyspozytorom kolei wstrzymać ruch albo nakazać ograniczenie prędkości pociągów.
Od czerwca 2018 roku do końca lipca 2026 roku operatorzy numeru 112 odebrali ponad 58 tys. zgłoszeń dotyczących zagrożeń na przejazdach i terenach kolejowych. W 1848 przypadkach ruch pociągów został wstrzymany, a w ponad 4300 sytuacjach kolejarze ograniczyli prędkość składów.
Jednym z kluczowych elementów postępowania będzie więc ustalenie, dlaczego kierowca ciężarówki nie wyłamał zapory. Nie wiadomo, czy nie znał tej procedury, źle ocenił sytuację, nie zrozumiał gestów świadków, próbował wykonać manewr, czy też pojazd został unieruchomiony.
Kierowca był obywatelem Bośni i Hercegowiny
Według informacji przekazanych mediom kierowcą ciężarówki był 42-letni obywatel Bośni i Hercegowiny. Badanie miało wykazać, że był trzeźwy. Trzeźwy był również maszynista pociągu.
Nie podano dotychczas, jak długo kierowca znajdował się w trasie, kiedy rozpoczął pracę ani czy policja zabezpieczyła tachograf. Nie wiadomo też, czy wcześniej korzystał z tej drogi, czy został skierowany w to miejsce przez nawigację, spedytora albo odbiorcę towaru.
Nie ma również informacji, jaki dokładnie ładunek znajdował się w naczepie oraz skąd ciężarówka jechała i dokąd zmierzała. To istotne także w kontekście znaku 3,5 t. Jeżeli w okolicy znajdował się odbiorca towaru, trzeba sprawdzić, czy przewóz był realizowany na jego zlecenie oraz czy wcześniej uzyskano zgodę zarządcy drogi.
Pomarańczowy DAF z Bośni i Hercegowiny
Na podstawie zdjęć można zidentyfikować pojazd jako ciągnik siodłowy DAF XF 106 po modernizacji, z wysoką kabiną Super Space Cab. Jest to wersja produkowana od 2017 roku. Pojazd miał bośniackie tablice rejestracyjne o numerze: A60-J-277
Do ciągnika podłączona była standardowa trzyosiowa naczepa kurtynowa. Na zdjęciach nie widać jej oznaczeń pozwalających pewnie ustalić producenta. Nie można też rozpoznać przewożonego ładunku.
Na kabinie i osłonie nad przednią szybą znajdowały się duże napisy „NUTRIA”. Tak samo oznaczona była naczepa. Co ciekawe, ten sam numer rejestracyjny można odnaleźć na zdjęciu opublikowanym kilka miesięcy wcześniej w mediach społecznościowych poświęconych transportowi. Fotografia przedstawiała pomarańczowego DAF-a Nutrii podczas kursu po północnej części Europy. W opisie wspominano o krajach bałtyckich i temperaturze sięgającej minus 20 stopni.
Wcześniejsze zdjęcie ciężarówki A60-J-277
Potwierdza to, że samochód uczestniczący w gdańskim wypadku wykonywał wcześniej długie trasy międzynarodowe. Nie znaleźliśmy natomiast informacji o wcześniejszych wypadkach lub poważniejszych zdarzeniach drogowych przypisanych do tego konkretnego numeru rejestracyjnego.
Kim jest firma Nutria?
Pełna nazwa przedsiębiorstwa brzmi:
„NUTRIA” d.o.o. za transport, trgovinu i usluge Živinice.
Spółka ma siedzibę w miejscowości Živinice w kantonie tuzlańskim, w Federacji Bośni i Hercegowiny. Firma została zarejestrowana 10 listopada 2000 roku, a jej podstawową działalnością jest drogowy transport towarów. Właścicielem i dyrektorem przedsiębiorstwa jest Nusret Šarić.
Według bazy CompanyWall, powołującej się na dane instytucji finansowych Bośni i Hercegowiny, w 2025 roku Nutria osiągnęła przychody w wysokości około 14,1 mln marek zamiennych, czyli około 7,2 mln euro. EBITDA wyniosła około 840 tys. marek zamiennych.
W bazie wykazano 70 zatrudnionych. Firma nie figuruje jako znajdująca się w upadłości lub likwidacji, nie ma również wykazanych zaległości podatkowych ani zablokowanych rachunków.
Na własnej stronie internetowej przedsiębiorstwo przedstawia się jako większy przewoźnik i producent. Deklaruje zatrudnienie ponad 80 osób oraz posiadanie:
- 28 ciągników siodłowych z naczepami,
- czterech wywrotek,
- dwóch koparek,
- jednej maszyny JCB,
- zakładu produkującego stolarkę aluminiową i PCV oraz ogrodzenia.
Informacje o transporcie na stronie Nutrii
Nutria produkuje także okna, drzwi, rolety, bramy garażowe, ogrodzenia i konstrukcje aluminiowe. Nie oznacza to jednak, że właśnie taki towar znajdował się w rozbitej naczepie. Dopóki przewoźnik, policja albo właściciel ładunku nie ujawnią dokumentów przewozowych, byłaby to wyłącznie hipoteza.
Firma posiadała zezwolenia na przewozy do Polski
Nutria nie znalazła się w Polsce przypadkowo. W opublikowanym przez federalne ministerstwo transportu Bośni i Hercegowiny wykazie zezwoleń na drugi kwartał 2026 roku przedsiębiorstwu przyznano między innymi trzy zezwolenia bilateralno-tranzytowe dotyczące Polski.
Firma otrzymała również zezwolenia dotyczące przewozów przez Niemcy, Czechy, Austrię, Włochy, Chorwację, Słowenię, Francję, Holandię, Czarnogórę i Serbię. Dokument potwierdza, że Nutria regularnie prowadzi działalność międzynarodową i wykonywanie kursów do Polski mieściło się w profilu jej działalności.
Nie przesądza natomiast, że konkretny przejazd odbywał się na podstawie ważnego zezwolenia we wrześniu. Tym bardziej nie zastępuje miejskiego identyfikatora wymaganego przy wjeździe na drogę objętą znakiem B-18.

Pociąg „Bachus” jechał z Gdyni do Zielonej Góry
W wypadku uczestniczył pociąg PKP Intercity nr 5704 „Bachus”, kursujący z Gdyni Głównej przez Gdańsk, Tczew, Bydgoszcz i Poznań do Zielonej Góry.
W składzie znajdowało się według różnych relacji około 250–300 pasażerów. Po uderzeniu pociąg zatrzymał się za przejazdem. Uszkodzeniu uległa lokomotywa oraz infrastruktura torowa. Ruch kolejowy pomiędzy Pruszczem Gdańskim a Gdańskiem Południowym został zatrzymany. Część pociągów skierowano trasą objazdową przez Gdańsk Olszynkę. Uruchamiano także komunikację zastępczą i wprowadzono wzajemne honorowanie biletów.
Na miejscu działało siedem zastępów gdańskiej straży pożarnej, w tym Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Technicznego, pięć zespołów ratownictwa medycznego, policja oraz służby kolejowe.
Rozbieżne informacje o rannych
W pierwszych godzinach po wypadku pojawiały się różne informacje dotyczące liczby poszkodowanych.
Miasto Gdańsk i część mediów informowały o czterech osobach rannych. Straż pożarna przekazywała, że kierowca ciężarówki był przytomny i został przewieziony do szpitala na dalsze badania. Kilku pasażerów oraz maszynista miało zgłaszać drobne dolegliwości, które nie wymagały hospitalizacji.
W innych komunikatach była mowa o trzech poszkodowanych. Pojawiła się również późniejsza informacja, według której do szpitala przewieziono maszynistę, a pasażerowie i kierowca ciężarówki nie odnieśli obrażeń.
Do czasu wydania końcowego komunikatu przez policję lub służby medyczne najbezpieczniej mówić o osobach poszkodowanych i co najmniej jednej osobie hospitalizowanej. Pewne jest natomiast, że według strażaków nikt nie doznał obrażeń bezpośrednio zagrażających życiu.
Niemal nowa lokomotywa EU200-017
Pociąg „Bachus” prowadziła lokomotywa EU200-017, czyli wielosystemowy Griffin 200 wyprodukowany przez zakłady NEWAG w 2025 roku. Pojazd został przypisany do Zakładu Północnego PKP Intercity w Gdyni 19 grudnia 2025 roku. W chwili wypadku znajdował się zatem w służbie przewoźnika krócej niż dziewięć miesięcy.
30 czerwca 2026 roku lokomotywa otrzymała specjalną wielokolorową okleinę promującą projekt „Port Polska”. Charakterystyczne malowanie widać również na zdjęciach wykonanych po zderzeniu.
EU200-017 należy do serii nowoczesnych lokomotyw przystosowanych do prowadzenia pociągów krajowych i międzynarodowych z prędkością do 200 km/h. Nie oznacza to oczywiście, że z taką prędkością pociąg poruszał się w Gdańsku-Lipcach. Rzeczywista prędkość zostanie odczytana z kolejowych rejestratorów. Lokomotywa pochodzi z kontraktu PKP Intercity z NEWAG-iem na dostawę 63 pojazdów wraz z pięcioletnim utrzymaniem. Wartość całej umowy wynosiła prawie 2,3 mld zł brutto..
Osiem miesięcy wcześniej inna ciężarówka również utknęła na tym przejeździe
Wypadek z 3 września nie był pierwszą sytuacją, w której ciężki pojazd znalazł się pomiędzy rogatkami w Gdańsku-Lipcach.
20 stycznia 2026 roku, około godz. 7:20, inna ciężarówka wjechała na ten sam przejazd i zatrzymała się bezpośrednio na torach. Kierowca zaczął cofać i manewrować zestawem. Według relacji autora nagrania mógł próbować skręcić w ul. Zawiejską.
W tym czasie rozpoczęło się opuszczanie rogatek. Jeden z kierowców oczekujących przed przejazdem wysiadł z samochodu i wyłamał jedną z zapór. Ciężarówka ostatecznie zjechała z torów, łamiąc pozostałe rogatki. Około dwóch minut później przez przejazd przejechał pociąg.
W styczniu kierowca zrobił więc ostatecznie to, czego nie zrobił prowadzący DAF-a 3 września – przejechał przez rogatki i opuścił torowisko.
Informacja autora styczniowego nagrania, jakoby alarm związany z wyłamaniem zapory nie działał prawidłowo, nie została oficjalnie potwierdzona. Nie należy jej łączyć z wrześniowym wypadkiem, zwłaszcza że PLK poinformowały, iż 3 września urządzenia przejazdowe działały prawidłowo.
Podobieństwo obu sytuacji jest jednak uderzające: w ciągu niespełna ośmiu miesięcy na tym samym przejeździe dwie duże ciężarówki znalazły się na torach podczas zamykania rogatek.
Przejazd miał zostać zastąpiony bezkolizyjnym skrzyżowaniem
O potrzebie likwidacji jednopoziomowych przejazdów na południu Gdańska mówi się od wielu lat.
Już w 2017 roku miasto przedstawiało warianty zakładające likwidację przejazdu w ul. Niegowskiej. W jego sąsiedztwie miał powstać wiadukt kolejowy, a droga miała zostać poprowadzona bezkolizyjnie. Planowano również przejście podziemne zapewniające dostęp do peronów Gdańsk Lipce.
Były to jednak bardzo wstępne koncepcje, bez zabezpieczonego finansowania i ostatecznego projektu.
W grudniu 2024 roku władze Gdańska poinformowały w odpowiedzi na interpelację radnego, że problem przejazdów na Oruni i w Lipcach jest regularnie omawiany z PKP PLK.
W odniesieniu do ul. Niegowskiej PLK planowały przesunięcie skrzyżowania i zastąpienie go rozwiązaniem bezkolizyjnym. Tory miały pozostać na obecnym poziomie, natomiast droga zostałaby poprowadzona poniżej terenu. Plan obejmował też przesunięcie peronów przystanku Gdańsk Lipce oraz budowę przejścia pieszo-rowerowego.
Według ówczesnych zapowiedzi dokumentacja projektowa dla inwestycji „Zwiększenie przepustowości ciągu Tczew–Gdynia” miała zostać pozyskana dopiero po 2028 roku. Rozpoczęcie robót byłoby możliwe jeszcze później i zależałoby od znalezienia pieniędzy.
W czerwcu 2026 roku PLK informowały już o przygotowywaniu dokumentacji przetargowej dla projektu obejmującego odcinek Pruszcz Gdański – Gdańsk Główny i Gdańsk Wrzeszcz. Wszczęcie postępowania planowano na trzeci kwartał 2026 roku.
Komunikat nie przesądza jednak, czy i w jakim terminie powstanie bezkolizyjne rozwiązanie dokładnie przy ul. Niegowskiej.
Lista pytań rośnie
Nagranie z wypadku może sprawiać wrażenie, że wszystko jest już oczywiste. Kierowca wjechał na przejazd, został pomiędzy rogatkami i nie opuścił torów pomimo nadjeżdżającego pociągu.
Dla prowadzących postępowanie to jednak dopiero początek.
Trzeba ustalić m.in:
- czy kierowca minął znak B-18 ograniczający rzeczywistą masę do 3,5 t,
- czy samochód posiadał identyfikator ZDiZ uprawniający do wjazdu,
- kto wyznaczył trasę przejazdu przez Gdańsk,
- jaki był punkt załadunku i rozładunku,
- co znajdowało się w naczepie,
- jaka była rzeczywista masa zestawu,
- kiedy kierowca rozpoczął pracę i co zapisano w tachografie,
- dlaczego pojazd pozostał na torach,
- czy kierowca rozumiał sygnały świadków.
Osobnym pytaniem pozostaje przyszłość samego przejazdu. Po dwóch zdarzeniach z udziałem ciężarówek w ciągu niespełna ośmiu miesięcy oraz po latach zapowiedzi dotyczących bezkolizyjnego skrzyżowania mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kiedy rozwiązanie przestanie istnieć wyłącznie w koncepcjach i dokumentach.
Najważniejszy ślad stoi przy drodze
Sam znak 3,5 t nie wyjaśnia, dlaczego ciężarówka znalazła się na torach i dlaczego kierowca nie wyłamał rogatki. Nie przesądza też automatycznie o odpowiedzialności za wypadek.
Pokazuje jednak, że sprawa nie sprowadza się wyłącznie do kilku dramatycznych sekund uchwyconych przez kamerę.
Najpierw trzeba było podjąć decyzję o skierowaniu wielotonowego zestawu na tę drogę. Ktoś zaplanował trasę, ktoś przyjął zlecenie, ktoś znał miejsce dostawy, a kierowca znalazł się przed znakiem, który co do zasady zabraniał mu dalszej jazdy.
Jeżeli bośniacki DAF nie posiadał odpowiedniego identyfikatora, zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego wjechał tam, gdzie tak duży pojazd wjeżdżać nie powinien?
Odpowiedzi powinny udzielić policja, Gdański Zarząd Dróg i Zieleni oraz firma Nutria. Dopiero wtedy będzie można odtworzyć nie tylko moment zderzenia, ale cały ciąg decyzji, który doprowadził pomarańczową ciężarówkę na tory w Gdańsku-Lipcach.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

